Polska bojerową potęgą
Czwartek, 29 stycznia 2015 (18:50)Reprezentanci Polski zdobyli wszystkie medale na odbywających się na jeziorze Ontario w kanadyjskim Kingston bojerowych mistrzostwach świata. Na najwyższym stopniu podium stanął Karol Jabłoński (Baza Mrągowo), a tuż za nim uplasowali się Robert Graczyk (MKŻ Mikołajki) oraz Michał Burczyński (AZS UWM Olsztyn).
Przed rozpoczęciem zmagań Biało-Czerwoni uchodzili za głównych faworytów. To nie dziwiło, wszak jesteśmy najbardziej utytułowaną nacją w historii tej dyscypliny sportu. Dla przykładu: przed rokiem, w Estonii, mistrzowski tytuł również wywalczył Karol Jabłoński, który wtedy wyprzedził Michała Burczyńskiego i Tomasza Zakrzewskiego. Z kolei w 2010 roku pierwsze miejsce zajął Burczyński przed Adamem Baranowskim i Łukaszem Zakrzewskim. W całej historii bojerowego championatu siedem razy się zdarzyło, że całe podium zajęli reprezentanci jednego kraju. Trzy takie przypadki (łącznie z obecnym) miały miejsce z Biało-Czerwonymi w rolach głównych.
Dziś odbyły się ostatnie cztery wyścigi zmagań na Ontario. Pogoda wreszcie okazała się łaskawa, bo wcześniej udało się rozegrać tylko dwa. Co ciekawe początkowo nic tego nie zapowiadało, bo wiał bardzo mocny i zmienny wiatr. Dopiero w okolicach południa aura się uspokoiła i można było „latać” aż do zachodu słońca. Dlaczego „latać”. Wyjaśni Jabłoński.
– Bojery osiągają bardzo duże prędkości: zwykle 70-80 km/h, często 100, a zdarza się, że i zdecydowanie ponad tę granicę. Poruszają się na trzech płozach, przy użyciu sił natury, czyli wiatru. Jedna z płóz, nawietrzna, zazwyczaj unosi się lekko w powietrze, przez co zawodnik ma wrażenie, że leci. To wrażenie lekkości jest spotęgowane faktem, że bojerem kieruje się w pozycji leżącej, 30-40 centymetrów nad lodem. Stąd „latanie”. Nie można powiedzieć, że jeździmy, bo jeździć można czymś, co posiada koła. Nie mówimy również, że żeglujemy – powiedział.
Jest jednym z najbardziej utytułowanych polskich żeglarzy, jako pierwszy nasz sternik wystąpił w regatach America’s Cup. Bojery są jego pasją, pasją, w której jest prawdziwym mistrzem. Udowodnił to w Kanadzie, sięgając po kolejny tytuł, choć sukces nie przyszedł mu łatwo.
– Tafla była nierówna, przez co mały błąd mógł doprowadzić do utraty kontroli nad bojerem. Musieliśmy cały czas być maksymalnie skoncentrowani – podkreślił.
Jabłoński ma 53 lata i zapisał się w kronikach jako najstarszy w historii mistrz świata.
– Doświadczenie, rutyna, odgrywają w naszym sporcie bardzo duża rolę. Podobnie jest w wielkim żeglarstwie morskim, im człowiek starszy, więcej pływa, tym ma bogatsze doświadczenie. A ono właśnie pomaga podejmować właściwe decyzje w trudnych, podbramkowych momentach, czy to pogodowych, czy choćby związanych z presją walki o wysokie miejsca. Na mistrzowskich imprezach nie da się być idealnie perfekcyjnym, wygrywa je ten, kto popełni najmniej błędów. W bojerach o nie łatwo, bo to szalenie skomplikowana i zaawansowana technologicznie dyscyplina. Zdecydowanie bardziej nawet niż żeglarstwo – podkreślił.
Przed dzisiejszą rywalizacją było pewne, że Polacy zdobędą medale, ale kolejność na mecie stanowiła już zagadkę. Świetnie spisujący się Jabłoński utrzymał prowadzenie, jednak bohaterem dnia okazał się Graczyk. Dwa wyścigi wygrał, w pozostałych był drugi i piąty, co pozwoliło mu przesunąć się na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.
Polacy pozostali jeszcze za oceanem, bo czekają ich starty w mistrzostwach Ameryki Północnej. Też liczą na sukcesy.
Piotr Skrobisz