Armia najemników
Czwartek, 29 stycznia 2015 (17:24)Katar, jutrzejszy rywal polskich piłkarzy ręcznych w półfinale mistrzostw świata, tak naprawdę niewiele ma wspólnego z reprezentacją tego kraju. To drużyna świetnie opłacanych najemników, wśród których są duże nazwiska, dobrze znane kibicom szczypiorniaka z sukcesów odnoszonych wcześniej z Hiszpanią, Francją czy krajami bałkańskimi.
Gdyby dwa lata temu, a nawet rok temu, ktoś powiedział, że Polska spotka się z Katarem w półfinale mistrzostw świata, każdy uznałby to za szaleństwo. Nie chodziłoby oczywiście o Biało-Czerwonych, bo my cieszymy się od dawna uznaniem w świecie piłki ręcznej, tylko o reprezentację Kataru, która do tej pory w imprezie tej rangi nie odniosła żadnego sukcesu. W swym najlepszym występie uplasowała się na 16. miejscu. Dwa lata temu w Hiszpanii została sklasyfikowana na 20. lokacie i nic nie wskazywało, aby mogła się poprawić. Zdolnych i utalentowanych zawodników wciąż bowiem nie miała, ale miała pieniądze i działaczy, którzy postanowili wynik kupić.
Tuż po powierzeniu temu krajowi organizacji mistrzostw świata rozpoczęli zabiegi dyplomatyczne, które miały skusić do reprezentowania Kataru najlepszych szczypiornistów świata. Za ich propozycją stały oczywiście pieniądze, bo czego jak czego, ich tamtejszej federacji nie brakowało i nie brakuje.
Od razu dodajmy: w piłce ręcznej nie ma tak restrykcyjnych przepisów jak w nożnej. W futbolu, gdy ktoś wystąpi w oficjalnym meczu danej reprezentacji, nie może przywdziać koszulki innej. W szczypiorniaku furtka istnieje, i to wcale nieskomplikowana, wystarczy, by dany piłkarz przez trzy lata nie zagrał dla swego kraju, by mógł reprezentować barwy innego. Katarczycy z niej skorzystali. Nie jest tajemnicą, że zgłosili się m.in. do jednego z byłych podopiecznych Bogdana Wenty, medalisty mistrzostw świata, który jednak nie miał dylematów i błyskawicznie im odmówił. Inni rozterek nie mieli.
W środowym ćwierćfinale z Niemcami, wygranym sensacyjnie przez Katarczyków 26:24, najwięcej bramek – osiem – strzelił dla nich Rafael Capote – Kubańczyk. Sześć dołożył Zarko Markovic, Czarnogórzec, a cztery Borja Vidal – Hiszpan. Z ławki trenerskiej dowodził nimi rodak tego ostatniego, Valero Rivera. To jeden z najlepszych szkoleniowców świata, który przed dwoma laty poprowadził Hiszpanię do mistrzowskiego tytułu. Po tamtym turnieju otrzymał niespodziewaną propozycję z Kataru połączoną oczywiście z konkretnymi pieniędzmi. Długo się nie zastanawiał, przyjął ją.
Reprezentacja naszego jutrzejszego rywala z Katarem zatem nie ma niczego wspólnego, poza nazwą. Budzi to emocje, budzi kontrowersje i wydaje się, że światowa federacja będzie zmuszona wyciągnąć wnioski i zadbać o to, by w przyszłości podobnych sytuacji uniknąć. Na razie jednak jest jak jest i Polacy zagrają z katarskimi Hiszpanami, Kubańczykami, Francuzami, Bośniakami.
Powie ktoś: no dobrze, w reprezentacji Polski też gra Andrzej Rojewski, który posiada niemieckie obywatelstwo i zanotował kilka występów dla tego kraju. Fakt, tyle że ta historia jest zupełnie inna. Urodził się w Wejherowie, a gdy miał kilka lat, jego rodzina przeniosła się za zachodnią granicę. W zeszłym roku zadecydował, że chciałby występować dla Ojczyzny, której paszport także posiada. Nikt go nie musiał kupować.
Piotr Skrobisz