POlityka ignorancji
Wtorek, 27 stycznia 2015 (17:40)Sytuacja w rolnictwie jest wyjątkowo trudna, więc nie dziwię się, że rolnicy zapowiadają ogólnokrajową manifestację. Pierwszy raz od wielu lat protest dotyczy wszystkich kierunków produkcji. Często było tak, że ci rolnicy, którzy mieli krowy mleczne byli zadowoleni, nawet trochę kpili z hodowców trzody chlewnej, a już na pewno nie interesowali się tym, co się dzieje w produkcji roślinnej zbóż czy buraków.
Natomiast teraz z głosów płynących już z całej Polski dowiadujemy się, że wszystkie sektory są deficytowe. Co zresztą potwierdzają dane Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Rolnicy zaczynają rozumieć, że rolnictwo – niezależnie od tego, jaki kierunek produkcji realizują w swoim gospodarstwie – jest systemem naczyń połączonych. Tego typu myślenie pojawia się pierwszy raz od dawna, co świadczy o mobilizacji tego środowiska w walce o lepsze traktowanie przez rządzących.
Rolnicy – nauczeni na przykładzie górników – wiedzą już, że nie ma co próbować rozmawiać z rządem, ponieważ dotychczasowe spotkania, wnioski i zaproszenia do negocjacji nie przyniosły żadnych efektów. Sejmowa Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi, której jestem członkiem, wielokrotnie próbowała uzyskać od ministerstwa rolnictwa informację, jaką strategię przygotowało dla tej branży. Niestety, nie doczekaliśmy się odpowiedzi.
Wyniki negocjacji prowadzonych w Brukseli odnośnie do pieniędzy na rekompensaty dla rolników dotkniętych embargiem rosyjskim były zdecydowanie niezadowalające. Otrzymaliśmy o wiele mniej pieniędzy niż powinniśmy. Wycofywanie się państwa z wspierania rolnictwa na gruncie międzynarodowym oraz zmniejszanie wsparcia krajowego przelało czarę goryczy.
Rolnicy z różnych organizacji branżowych chcą rozmawiać już nie z ministrem rolnictwa, któremu przestali ufać, ale z premier Ewą Kopacz. Domagają się przeniesienia ich spraw na forum całego rządu, skoro ministerstwo rolnictwa nie potrafi rozwiązać ich problemów. Oczekują również innego negocjowania w Brukseli przez premier, gdzie podobno mamy sojusznika w osobie Donalda Tuska.
Nie ma się co dziwić, że rolnicy są zdesperowani. Od jakiegoś czasu nalegają na rozmowy z premierem. Tymczasem Ewa Kopacz nie jest skora do rozmów, uparcie lekceważy dialog społeczny.
Jako Prawo i Sprawiedliwość nie jesteśmy za nakręcaniem niepokojów społecznych, jednak ludzie coraz wyraźniej widzą, że ten rząd lekceważy sprawy polskiej gospodarki, przemysłu i rolnictwa. A PSL, które już od siedmiu lat zarządza polskim rolnictwem, jest zainteresowane wyłącznie ilością etatów, które opanowało w różnych instytucjach, natomiast nie chce reprezentować interesów rolników.
Jan Krzysztof Ardanowski