• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Bez Jans i... Nadala

Wtorek, 27 stycznia 2015 (15:15)

W Australian Open nie ma już Klaudii Jans-Ignacik, nie ma też Rafaela Nadala i ulubieńca gospodarzy, Nicka Kyrgiosa. Pozostał za to Tomas Berdych, który zgłosił aspiracje do końcowego zwycięstwa.

Jans-Ignacik była ostatnią Polką w pierwszym w 2015 roku turnieju Wielkiego Szlema. Wcześniej odpadli inni, singliści i debliści. Liczyliśmy na więcej, szczególnie w wykonaniu Agnieszki Radwańskiej, jednak specjalnych powodów do radości nasi nam nie dostarczyli. Z nielicznymi wyjątkami, a takim z pewnością była pani Klaudia. Polka, wraz z Andreją Klepac, dotarła bowiem do ćwierćfinału debla.

Osiągnęła w ten sposób życiowy sukces, bo nigdy wcześniej nie znalazła się w najlepszej ósemce imprezy najwyższej kategorii. Polsko-słoweńska para eliminowała wyżej rozstawione tenisistki, ale dziś jej zwycięski marsz się skończył. Poza zasięgiem okazały się bowiem Yung-Jan Chan z Tajwanu i Chinka Jie Zheng. Azjatki dominowały od początku do końca i ani na moment nie oddały inicjatywy. Wygrały 6:1, 6:2 i to one zagrają o finał. Szkoda, jednak żadnych pretensji do Jans-Ignacik mieć nie można, przeciwnie, była w Melbourne pozytywną niespodzianką.

Największą uwagę zwracał dziś pojedynek Berdycha z Nadalem. Ciężko w nim było wskazać zdecydowanego faworyta, choć jeden fakt przemawiał do wyobraźni. Hiszpan wygrał z Czechem 17 (z rzędu!) wcześniejszych pojedynków, a gdyby wygrał po raz 18., ustanowiłby rekord Open Ery tenisa, liczonej od 1968 roku. Reprezentant naszych południowych sąsiadów tą wstydliwą statystyką zdawał się jednak kompletnie nie przejmować. Wyszedł na kort w jednym celu - by wygrać, a że do tej pory prezentował wysoką formę, nikt nie odbierał mu szans. Więcej, mimo wszystko, dawano jednak Nadalowi, choć przed rozpoczęciem turnieju prosił, by nie uważać go za kandydata do końcowego triumfu. Pamiętał o swych zdrowotnych perypetiach, długiej i ciężkiej drodze do powrotu. Dziś swój cel mógł osiągnąć jeden z tych panów i osiągnął – Berdych. Czech w pierwszych dwóch setach znokautował rywala, lepszy okazał się również w trzecim, gdy Nadal podjął rękawice i walczył do upadłego. Zwyciężył 6:2, 6:0, 7:6 (7-5). – Byłem przygotowany i gotowy na ten sukces. Od początku realizowałem swój plan i grałem dobrze, choć ani przez moment nie poczułem się pewny. Tak być musi, gdy po przeciwnej stronie stoi ktoś taki jak Rafael – przyznał Berdych.

Nadal bolesną porażkę przyjął z pokorą. Nie rozdzierał szat, nie szukał usprawiedliwień. Nie chciał nawet rozważać, co by było, gdyby wygrał trzeciego seta. – W sporcie nie ma słowa „gdyby” – podkreślił. Dodał jednak, że to nie problemy ze zdrowiem wpłynęły na jego słabą postawę w pierwszych dwóch setach. – Po prostu zagrałem źle, pomagając przeciwnikowi – przyznał.

Dziś skończył się sen Nicka Kyrgiosa. Reprezentant gospodarzy marzył o kolejnym sukcesie i półfinale, ale został sprowadzony na ziemię przez Andy'ego Murraya. Brytyjczyk nie przejął się publicznością, która jak mogła, wspierała jego rywala, tylko od początku konsekwentnie robił swoje. Kyrgios się starał, walczył, jednak sił i umiejętności wystarczyło mu tylko na jeden set – drugi i tak przegrany. Murray zatem wygrał pewnie 6:3, 7:6 (7-5), 6:3, piąty raz w karierze awansując w Melbourne do półfinału.

W rywalizacji pań ciekawie zapowiadał się pojedynek Rosjanki Marii Szarapowej z Kanadyjką Eugenie Bouchard, która przebojem wdarła się do światowej czołówki, zyskując przy tym spore grono fanów. Ci ją wspierali głośno, jednak na Szarapowej nie zrobiło to żadnego wrażenia. Rosjanka była wyraźnie lepsza i zaskakująco łatwo wygrała 6:3, 6:2 i o finał powalczy z rodaczką Jekateriną Makarową. Ta, dość niespodziewanie, pokonała Rumunkę Simonę Halep 6:4, 6:0, odnosząc jeden z największych sukcesów w karierze. Mecz trwał tylko nieco ponad godzinę, a jego przebieg zaskoczył niemal wszystkich. W pojedynku z Szarapową o powtórkę będzie jej jednak niezwykle ciężko, bo tej rywalki jeszcze nigdy nie pokonała, a grała pięciokrotnie.

Piotr Skrobisz