Ćwierćfinał nie dla Radwańskiej
Poniedziałek, 26 stycznia 2015 (16:07)Agnieszka Radwańska nie poprawi, ani nawet nie powtórzy wyniku sprzed roku, kiedy to dotarła do półfinału Australian Open. Dziś pożegnała się z rozgrywanym w Melbourne turniejem i to już w czwartej rundzie. Przegrała z Amerykanką Venus Williams 3:6, 6:2, 1:6.
Radwańska przyleciała do Australii, by odnieść sukces. W pierwszych trzech spotkaniach wydawało się to całkiem realne, bo pokazywała w nich dobry i efektowny tenis, nie mając praktycznie żadnych problemów. Dziś naprzeciwko niej stanęła Williams. To była liderka rankingu, zawodniczka o świetlanej przeszłości i bardzo głośnym nazwisku. Tyle że obecnie w tenisowym świecie na topie znajduje się jej młodsza siostra, Serena. Venus usunęła się w cień, nie odnosi już sukcesów, powoli przymierza się do zakończenie kariery. Z drugiej jednak strony wciąż gra, a jak gra, to chce to czynić jak najlepiej – i zwyciężać.
Przed meczem Amerykanka zapowiadała, że nie będzie kalkulować, tylko od początku zaatakuje, chcąc narzucić swoje warunki. Tak też uczyniła. Radwańska mogła się tego spodziewać, ba, musiała, jednak długo sprawiała wrażenie, jakby taki obraz gry był dla niej wielkim zaskoczeniem. Mimo to na początku trudno było przewidzieć, jak mecz się potoczy. Kluczowy dla losów pierwszej partii okazał się niezwykle długi, trwający kwadrans, siódmy gem. Polka miała kilka okazji, by przechylić go na swoją korzyść, ale żadnej nie wykorzystała. W końcu skutecznie zaatakowała Williams, co kompletnie wyprowadziło naszą reprezentantkę z równowagi. Do końca partii się nie podniosła.
Sytuacja była trudna, lecz wtedy Radwańska pokazała klasę. W secie numer dwa to ona zaatakowała, a postawiona pod ścianą Amerykanka zaczęła sie gubić i popełniać mnóstwo błędów. W tym fragmencie krakowianka imponowała skutecznością, spokojem i pewnością siebie, a jej rywalka raz za razem wyrzucała piłkę w aut bądź trafiała nią w siatkę. Efekt mógł być tylko jeden, czyli zdecydowane zwycięstwo Agnieszki.
I co? I wszyscy sądzili, że Polka pójdzie za ciosem. Niestety, w trzeciej odsłonie stało się coś przedziwnego. Radwańska z pewnej siebie, konsekwentnej i zdecydowanej kobiety stała się bojaźliwą dziewczyną, której trzęsą się ręce. Wyglądało, jakby kompletnie sparaliżował ją stres. Williams wykorzystała to bezlitośnie. Seta wygrała wyraźnie, oddając krakowiance tylko jednego gema.
Radwańska pożegnała się zatem z Melbourne w 1/8 finału, co oznaczało najsłabszy występ w tej imprezie od 2010 roku. W poprzednim sezonie dotarła tam do półfinału, straci więc wiele punktów rankingowych. Sama nie była jednak specjalnie krytyczna wobec swego występu. – Nie można powiedzieć, że zagrałam źle. Nie wykorzystałam swoich szans, a z kolei Venus trafiła na swój dzień. Nie oddała za darmo żadnego punktu, a ja nie zrobiłem wystarczająco dużo, by zwyciężyć – podsumowała.
W ćwierćfinale Williams spotka się z rodaczką, Madison Keys, która dziś pokonała inną tenisistkę z USA, Madison Brengle 6:2, 6:4. Awansowała także siostra Venus, Serena. Liderka rankingu łatwej przeprawy nie miała, ale zrewanżowała się Hiszpance Garbine Muguruzie za porażkę w ubiegłorocznym French Open. Wygrała 2:6, 6:3, 6:2. Emocji nie zabrakło także w pojedynku Dominiki Cibulkovej z Wiktorią Azarenką. Ostatecznie Słowaczka pokonała Białorusinkę 6:2, 3:6, 6:3.
W rywalizacji mężczyzn wyjątkowym wyczynem popisał się Novak Djoković. Serb pokonał Muellera z Luksemburga 6:4, 7:5, 7:5 i to samo w sobie niczym szczególnym nie było, ale fakt, że po raz 23. z rzędu znalazł się w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego, z pewnością już tak. Na tym nie zamierza oczywiście poprzestać, bo marzy mu się piąty z rzędu triumf w Melbourne.
W pozostałych dzisiejszych meczach... przegrywali Hiszpanie. I tak Kanadyjczyk Milos Raonic pokonał Feliciano Lopeza 6:4, 4:6, 6:3, 6:7 (7-9), 6:3 i zapisał się na kartach historii, bo przed nim tylko jeden jego rodak znalazł się w najlepszej ósemce Australian Open. Szwajcar Stan Wawrinka wygrał z Guillermo Garcią-Lopezem 7:6 (7-2), 6:4, 4:6, 7:6 (10-8), natomiast Japończyk Kei Nishikori – z Davidem Ferrerem 6:3, 6:3, 6:3.
Piotr Skrobisz