• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Doradztwo woła o pomoc

Wtorek, 16 października 2012 (13:55)

Ośrodki doradztwa rolniczego mogą być dotowane przez samorządy wojewódzkie. Tylko że nie wiadomo, czy mające kłopoty finansowe urzędy marszałkowskie będa skłonne wydać kilka, a nawet kilkanaście milionów złotych na taki ośrodek.

Możliwość finansowania ODR-ów z budżetu samorządu województwa wprowadziła nowelizacja ustawy o doradztwie rolniczym. Co prawda od dwóch lat ośrodki podlegają samorządom wojewódzkim, ale dotacje z budżetu państwa ich działalność przekazują marszałkom wojewodowie - dotąd samorząd wojewódzki nie miał prawnych podstaw, aby  wypłacać takie dotacje także z własnego budżetu.

- Ustawa daje również możliwość, podkreślam: możliwość, a nie obowiązek,  dofinansowania działalności ODR, w tym wynagrodzeń pracowników - przyznała poseł Anna Nemś (PO) z sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, sprawozdawca ustawy.

Ale posłowie, zwłaszcza ci z opozycji, przekonują, że takie zmiany niewiele dadzą, że trzeba gruntownie zmienić ustawę o doardztwie rolniczym, aby znowu ODR-y podlegały państwu, tak jak dzieje się to w całej Europie.

Doradztwo upada

- Wierzę w samorządy - mówił w Sejmie wiceminister rolnictwa Tadusz Nalewajk, tłumacząc to, dlaczego rząd popiera nowelizację ustawy.

Podobną wiarą muszą wykazać się pracownicy ośrodków i rolnicy korzystający z ich pomocy. Teoretycznie wzszyscy rolnicy mają prawo do bezpłatnego korzystania z pomocy publicznego systemu doradztwa. Ale niestety ośrodki cierpią na brak pieniędzy, przez co muszą ograniczać obszary swoje działalności - problemy finansowe dotyczą zwłaszcza ODR-ów z biedniejszych województw.

Poseł Nemś nie ukrywała, iż posłowie liczą na to, że zwłaszcza w tych regionach samorząd wesprze doradców rolniczych.

Opozycja na działania koalicji patrzy sceptycznie.

- Ten system funkcjonuje gorzej niż funkcjonował wcześniej - podkreśla poseł Jacek Bogucki (Solidarna Polska) i wskazuje, że z powodu braku pieniędzy rolnicy muszą za niektóre usługi ODR-ów płacić. Dlatego jego zdaniem doardztwo rolnicze musi być gruntownie zmienione, bo to co zrobiono dwa lata temu, przekazując ośrodki rolnicze samorządom, okazało się złym rozwiązaniem.

- Rozbito system doradztwa rolniczego - nie ma wątpliwości poseł Jan K. Ardanowski (PiS). - Boję się, że następne audyty UE wykażą, że w Polsce nie ma systemu doradztwa rolniczego i będziemy musieli  się z tego bardzo mocno tłumaczyć - dodaje.

Chodzi bowiem o to, że w tej chwili nie mamy po prostu jednego systemu doradztwa rolniczego w kraju, tylko 16 różnych - tyle, ile jest województw.

- Przekazanie ODR-ów samorządom to dowód na wycofywanie się państwa z kolejnych obszarów życia ważnych dla kraju - utrzymuje poseł Zbigniew Dolata (PiS).

A Romuald Ajchler (SLD) twierdzi, że przekazanie doradztwa rolniczego samorządom miało na celu nie usprawnienie jego działania, ale zmniejszenie wydatków budżetu państwa.

I ostrzegał, że może dojśc i do takiej sytuacji, że jakieś województwo z powodów finansowych zlikwiduje u siebie Ośrodek Doradztwa Rolniczego, argumentując, że ma na swoim terenie prywatne firmy oferujące takie usługi. Zaś majątek ośrodków zostanie sprzedany.

Oczywiście, prywatne doradztwo się rozwija, rośnie zapotrzebowanie na jego usługi, jednak korzysta z niego tylko część rolników - tych, którzy mają dochodowe, specjalistyczne gospodarstwa, czyli stać ich na płacenie za pomoc.

Tymczasem publiczne ODR-y mają być wsparciem przede wzystkim dla mniej zamożnych i biednych rolników, którzy chcą się rozwijać i dopóki tego wyższego poziomu nie osiągną, muszą otrzymać bezpłatną pomoc ze strony państwa.

- Do nas nie trafiają drobni rolnicy, bo ich na to nie stać - przyznaje Michał Kurowski, doradca rolny pracujący dla jednej z prywatnych firm.

- I my o nich nie zabiegamy. To dla tych setek tysięcy drobnych rolników jest przeznaczony system publicznego doradztwa rolniczego, który rzeczywiście funkcjonuje gorzej niż jeszcze kilka lat temu - dodaje Kurowski.

Zwiększyć dotacje

Nie można jednak tylko samorządów obarczać winą za sytuacje w jakiej są ODR-y. Bo ich finansowanie kuleje już od co najmniej 4-5 lat.

Nie dziwią więc wnioski opozycji, składane przy okazji każdej ustawy budżetowej, aby minister finansów Jacek Rostowski zwiekszył dotacje państwa do doradztwa rolniczego. W tym roku 16 ośrodków ma dostać ponad 154 mln zł.

Klub PiS twierdził, że to aż o 30 mln zł za mało i zgłosił poprawkę do ustawy budżetowej, zwiekszającą o te kwotę nakłady na ODR-y, ale koalicja PO-PSL to odrzuciła. Tak samo zresztą było przy okazji dysksuji nad budżetem na 2009 rok (przepadła poprawka dotycząca 35 mln zł), czy na 2010 rok (16 mln zł).

Ministr Rostowski większych funduszy do tej pory nie znalazł i dlatego rząd musiał wystąpić o pomoc do samorządów wojewódzkich. Ekonomista Andrzej Pilarski nie wierzy w hojność radnych wojewódzkich.

- Nie dlatego, że oni nie doceniają ODR-ów. Wręcz przeciwnie. Ale po prostu samorządy nie mają pieniędzy. Przecież i najbogatsze w kraju Mazowsze wpadło w poważne trapaty, skoro może tam zabraknąć pod koniec roku pieniędzy nawet na wynagrodzenia dla urzędników. Więc skąd wziąć jeszcze kolejne miliony na doardztwo rolnicze? - zastanawia się Pilarski.

- Przecież samorządy mają wiele zadań: muszą budować drogi, dotować transport kolejowy, dbać o ochronę zdrowia. I na wszystko już im brakuje pieniędzy - dodaje. Dlatego rząd nie może uciekać od odpowiedzialności. 

Krzysztof Losz