• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Woda dla trędowatych

Niedziela, 25 stycznia 2015 (19:44)

„Woda dla trędowatych” to nowa akcja fundacji Redemptoris Missio. Polacy chcą zbudować studnię w kolonii dla trędowatych w indyjskim Puri. Rocznie na świecie wykrywanych jest 233 tys. przypadków tej choroby.

Studnia ma powstać w kolonii, gdzie pracował polski misjonarz ojciec Marian Żelazek. Bez dostępu do czystej wody pitnej żyje tam ok. tysiąca osób. Studnia ma nosić imię dr Wandy Błeńskiej – zmarłej przed trzema miesiącami w wieku 103 lekarki zwanej „matką trędowatych”. Aby inicjatywa się powiodła, potrzeba 18 tys. zł.

Jak powiedziała lekarka i wolontariuszka Fundacji, która pracowała w Puri, Kinga Zastawna, warunki higieniczne w kolonii są bardzo złe.

– Woda jest, ale jest strasznie zanieczyszczona. W Puri nie ma wydolnego systemu wodociągowego i kanalizacyjnego. Byłam tam w porze deszczowej. Woda ma często żółty, zielony kolor – oni ją piją, kąpią się w niej, używają do przygotowywania potraw. Ze względu na wysoką temperaturę bardzo szybko rozwijają się wszelkie chorobotwórcze mikroorganizmy – wytłumaczyła Zastawna.

Lekarka dodała, że przez to w kolonii pojawia się wiele przypadków chorób układu pokarmowego, szczególnie niebezpiecznych dla dzieci. Problemów tych udałoby się uniknąć, gdyby kolonia miała dostęp do zdrowej wody pitnej.

Fundacji do tej pory udało się zgromadzić ponad 7 tys. z potrzebnych 18 tys. zł. Jedna studnia to jednak za mało – może dostarczyć wodę dla ok. 300 osób. Jeśli uda się zebrać więcej funduszy, to wybudowane zostaną kolejne ujęcia czystej wody. Jak zapewniła wiceprezes Fundacji Justyna Janiec-Palczewska, przekazane na ten cel pieniądze na pewno się nie zmarnują.

W budowie studni ma pomóc poznański podróżnik Maciej Pastwa, który w lutym jedzie do Indii; wcześniej uczestniczył w podobnych projektach w Afryce. Pastwa na początku marca dojedzie do Puri i zajmie się stawianiem studni.

Chorzy na trąd cierpią z powodu okaleczeń, ran i owrzodzeń; ze względu na wykluczenie społeczne żyją w koloniach na obrzeżach miast. Pochodzący spod Poznania misjonarz ojciec Marian Żelazek przed laty objął jedną z takich kolonii opieką. Wybudował szpital, kuchnię miłosierdzia, szkołę i warsztaty pracy oraz pomieszczenia, w których mieszkają trędowaci i ich rodziny. Po śmierci ojca Mariana w 2006 r. jego podopieczni za własne pieniądze wybudowali mu pomnik.

Według Światowej Organizacji Zdrowia, na świecie rocznie wykrywanych jest blisko 233 tys. przypadków trądu (dane z 2012 r.). W Indiach notuje się 58 proc. globalnych zachorowań na trąd.

– Trędowaci należą w Indiach do najuboższych ludzi i są jeszcze dodatkowo wykluczeni. Nie mogą posyłać dzieci do szkół, nie znajdą w mieście pracy, nie mogą załatwić spraw w urzędzie, bo nie są tam mile widziani, nie mogą iść do lekarza, sklepu – opowiada Kinga Zastawna.

Lekarka podkreśliła, że trąd jest w dzisiejszych czasach chorobą uleczalną, ale jej piętno zostaje. Gdy chory zgłosi się zbyt późno, na jego ciele zostają ślady choroby. Często leczenie przebiega w tajemnicy, żeby uniknąć stygmatyzacji całej rodziny. Do szkoły w kolonii chodzi ponad 600 dzieci, także spoza jej obrębu, bo jest darmowa – ma to służyć integracji.

IK, PAP