• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Pomagać, ale nie z naszych pieniędzy

Sobota, 24 stycznia 2015 (19:34)

Pomysł wicepremiera Janusza Piechocińskiego na umożliwienie zaciągnięcia pożyczek państwowych na spłacenie kredytów we frankach jest podwójnie chybiony. Po pierwsze, spłacanie jednego kredytu drugim nigdy nie prowadzi w ostatecznym rozrachunku do pozytywnego rozwiązania sprawy. Po drugie, angażowanie finansowe państwa powinno wzbudzać nasz sprzeciw, bo to są nasze pieniądze.

Pamiętajmy, że państwo to my wszyscy, a finanse państwa to są nasze pieniądze, które odprowadzamy do budżetu w różnych formach. Tak więc wicepremier proponuje dysponowanie naszymi pieniędzmi w celu pomocy, która poniekąd jest źle rozumiana, co powyżej stwierdziłem, tylko dla jednej grupy społecznej, dość licznej i niewątpliwie wymagającej zainteresowania państwa. Z tym że to zainteresowanie państwa powinno się objawiać w czymś zupełnie innym.

Od kilku dni dyskutuje się nad rozwiązaniem, które jako pierwsze zaprezentowało Polskie Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Propozycja polega na tym, że kredyty frankowe miałyby być za zgodą banku i klienta przewalutowane na polskie złote. Kurs miałby być na poziomie z dnia podpisania umowy kredytowej. Trzeba by jednak zastrzec, że przelicza się koszty tego kredytu – zadłużenie, raty itd. w ten sposób, by zrównać warunki umowy kredytowej tych kredytobiorców do tej pory zadłużonych we franku szwajcarskim i kredytobiorców złotowych. Tak zmieniłaby się część kapitałowa, a więc właściwa część zadłużenia na mniejszą. Odsetki z pewnością byłyby wtedy wyższe ze względu na wyższą w Polsce stopę procentową niż w Szwajcarii, jednak ostatecznie kredytobiorcy by zyskali. Nie bez znaczenia są proporcje między częścią kapitałową a odsetkową zadłużenia. Pamiętajmy, że im większa jest ta część kapitałowa, tym gorzej dla nas. Gdyby ktoś dostał jakiś poważny zastrzyk pieniędzy, zarobiłby dużo więcej, czy wygrał na loterii i chciałby spłacić to zadłużenie wcześniej to w sytuacji, w której część kapitałowa jest duża, on nie może tego zrobić.

Rozwiązanie stowarzyszenia jest najlepsze i takie powinno promować państwo. A zrobi to poprzez doprowadzenie do wspólnych rozmów trójstronnych – przedstawiciele sektora bankowego, zadłużonych we frankach i właśnie państwa jako strony inicjującej negocjacje, kontrolującej je i co tu dużo mówić - skłaniającej banki do ustępstw.

Państwo powinno skłonić banki do poważnych rozmów. Jak dotąd stanowiska banków w żadnym wypadku nie możemy nazwać poważnymi. Pierwsza zapowiedź mówiąca o tym, że banki nie będą przyjmować do wiadomości ujemnej stopy LIBOR, a będą liczyły na zasadzie „zero + marża”, było karygodne i powinno się spotkać z natychmiastową i gwałtowną reakcją państwa. Takie rozwiązanie oznaczałoby, że banki chciały przerzucić całe ryzyko na klienta. Tymczasem zasada kredytów walutowych jest taka, że ryzyko stopy procentowej podejmuje bank, a ryzyko kursu walutowego podejmuje klient. W tym przypadku banki oba ryzyka chciały przerzucić na klienta. To byłoby karygodne. Z tego pomysłu na szczęście się wycofano, choć na razie tylko deklaratywnie. Zobaczymy, jak to będzie realizowane.

Banki poczynają sobie bardzo nieprzyzwoicie, to po pierwsze. Po drugie, państwo ma mnóstwo instrumentów, aby na nie oddziaływać. Od Komisji Nadzoru Finansowego począwszy, która dysponuje całym instrumentarium rekomendacji i kar finansowych itp., poprzez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, aż po takie argumenty, których się używa w negocjacjach, które nigdy potem nie oglądają światła dziennego. Przykładowym argumentem może być nakreślanie perspektywy wprowadzenia specjalnych podatków dla banków…

Dr Marian Szołucha