Kolejna forma poddaństwa
Sobota, 24 stycznia 2015 (16:27)Decyzja rządu niemieckiego, która wymaga od kierowców zaświadczeń o pracy godzinowej, jest ingerowaniem w suwerenne sprawy poszczególnych państw. Ustalanie wynagrodzeń, poziomu płacy minimalnej, wymaganie zaświadczeń itp. to w myśl zasad Unii Europejskiej indywidualna sprawa każdego państwa.
Polskę i Niemcy wiążą porozumienia i dyrektywy unijne odnośnie do koncesji na przewozy międzynarodowe. To właśnie te przepisy regulują pracę przewoźników, ale także stawiają przed nimi wymagania formalne, jak chociażby odpowiednią kategorię prawa jazdy kierowców. Przepisy te także regulują kwestię tego, co można kontrolować u kierowcy. A więc m.in. prędkość, zachowanie odpowiednich przerw w pracy czy też trzeźwość. Natomiast w żadnym przepisie Unii Europejskiej nie znajdziemy zapisu pozwalającego na sprawdzanie poziomu wynagrodzenia kierowców.
Trzeba także postawić pytanie: jak Niemcy będą się odnosili z nowymi przepisami do kierowców rosyjskich jadących po ich terytorium? Będą tak samo traktowani?
Jakby na tę kwestię nie patrzeć, jest to bardzo agresywna ochrona rynku, która wychodzi daleko poza przepisy Wspólnoty. W pewnym sensie jest to wysłanie komunikatu przez Berlin, że to my jesteśmy głównym państwem w Unii Europejskiej i mamy prawo wprowadzać dyktat i nowe zasady, do których wszyscy się muszą podporządkować.
W moim odczuciu przepisy te powinny spotkać się z szybką reakcją przewodniczącego Rady Europejskiej, aby zwołał szefów państw. Rada musi jednoznacznie odnieść się do tego, co w tej chwili robią Niemcy. To musi zostać podniesione na forum Unii i należy tej sprawie nadać klauzule absolutnej ważności.
Decyzje Berlina o wprowadzeniu płacy minimalnej mogą w późniejszym czasie skutkować odejściem od solidarności europejskiej i rozbiciem Unii. Weźmie się to stąd, że „stara” część Wspólnoty ma inny poziom dochodów, inny poziom PKB, siły nabywczej pieniądza itd. niż „nowa”. Nie można porównywać złotego czy euro na Litwie i na Słowacji do siły gospodarek Niemiec, Belgii, albo Holandii. Przykro to mówić, ale to są dwa światy w jednej Europie.
Ponadto podjęcie rozmów jednostronnych z Niemcami jest formą poddaństwa ze strony Polski. Rząd PO – PSL idzie po prośbie do Niemców, żeby od tych przepisów odstąpili. Prowadząc takie rozmowy i nazywając je jeszcze negocjacjami, legitymizujemy te przepisy i uznajemy je na forum międzynarodowym za zgodne z prawem. W tej sprawie musimy wymusić dyktat Unii Europejskiej. Jasno trzeba powiedzieć, że te przepisy są niezgodne z prawem, więc głównym kierunkiem naszych rozmów nie powinien być Berlin, a Bruksela.
Krzysztof Tchórzewski