• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Polacy w pierwszej lidze

Wtorek, 16 października 2012 (06:07)

Akcja Wyborcza Polaków na Litwie podwoiła liczbę swoich przedstawicieli w litewskim parlamencie. Oznacza to, że po raz pierwszy będzie mogła zbudować własną frakcję. Za dwa tygodnie dogrywka w okręgach jednomandatowych.

 

Niedzielne wybory parlamentarne na Litwie przejdą do historii. Po 18 latach ciężkiej pracy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL) po raz pierwszy udało się przekroczyć 5-procentowy próg wyborczy i wejść do Sejmu. Polacy z roku na rok cieszą się w tym kraju coraz większym społecznym zaufaniem, nie tylko we własnym gronie.

Frekwencja wyniosła około 52 procent. Jak zauważa poseł Artur Górski (PiS), jeden z międzynarodowych obserwatorów tego głosowania, podczas gdy w całym kraju frekwencja wzrosła średnio o 5 proc., na Wileńszczyźnie - aż o 10 procent. W czasie kampanii wyborczej przedstawiciele AWPL odwiedzili każdy dom na swojej ziemi.

Było warto. Najnowsze dane Głównej Komisji Wyborczej pokazują, że w niedzielnych wyborach parlamentarnych na Litwie na AWPL głos oddało aż 77 tys. obywateli, co przekłada się na 5,58 proc. poparcia. W ten sposób Akcja ma już zapewnionych co najmniej 6 miejsc w 141-osobowym Sejmie.

"To historyczny moment i wielki sukces partii, gdyż po raz pierwszy zdobyliśmy głosy nie tylko w okręgach jednomandatowych, ale też w okręgach wielomandatowych, wprowadziliśmy do parlamentu swych przedstawicieli z listy krajowej" - głosi opublikowane wczoraj oświadczenie Akcji.

"AWPL pod przewodnictwem Waldemara Tomaszewskiego dokonała przełomu w polityce litewskiej. Pokazała, że wytrwałą, uczciwą pracą i pryncypialną postawą można zdobyć zaufanie wyborców" - czytamy dalej.

Jeden mandat AWPL uzyskała też w jednomandatowym okręgu wileńsko-solecznickim, w którym wybory wygrał już w pierwszej turze poseł Leonard Talmont, zdobywając aż 66,28 proc. głosów. Kolejnych sześciu przedstawicieli tej partii: Zbigniew Palewicz, Jarosław Narkiewicz, Rita Tamaszunienie, Tadeusz Andrzejewski, Zbigniew Maciejewski i Zofia Materewicz, będzie walczyło o miejsce w Sejmie w drugiej turze wyborów, która odbędzie się już za dwa tygodnie. Zdaniem politologów, Polacy mają bardzo duże szanse na kolejne mandaty.

Lider AWPL Waldemar Tomaszewski liczy na to, że z okręgów jednomandatowych wejdzie przynajmniej czterech polskich reprezentantów. - Maksymalnie możemy mieć 12 posłów, ale sądzę, że będziemy mieć 10 posłów. Pierwszy raz w historii możemy stworzyć własną frakcję w Sejmie - powiedział wczoraj Tomaszewski.

Z wyniku Akcji szalenie dumni są mieszkający na Litwie Polacy.

- Bardzo się cieszymy z tego wyniku AWPL. To jest naprawdę duży sukces, zwłaszcza że jest to partia polska i de facto regionalna - podkreśla Ronalda Walentynowicz z Wilna.

Jak dodaje, ogromne zaangażowanie, jakie charakteryzuje działalność AWPL, przekuło się na odzyskanie przez obywateli wiary w możliwą zmianę obecnej ciężkiej sytuacji.

- Dawno już nie było takiego zainteresowania wyborami. W zależności od okręgów przed komisjami wyborczymi ustawiały się gigantyczne kolejki głosujących. Aby oddać swój głos w Wilnie, trzeba było stać nawet półtorej godziny w kolejce - dodaje 25-letnia Polka z Wilna.

O znakomitym wyniku Akcji Wyborczej Polaków na Litwie mówią także litewscy komentatorzy. Choć wielu z nich ze sceptycyzmem podchodzi do polskich przedstawicieli w litewskim rządzie, to jednak są i tacy, którzy widzą w tym szansę dla kraju.

- Jeżeli AWPL wejdzie w skład koalicji rządzącej i obejmie na przykład tekę ministra oświaty czy kultury, można się spodziewać pozytywnych zmian - powiedział w wywiadzie dla polskiej rozgłośni na Litwie Radio znad Wilii litewski publicysta portalu Delfi.lt Jacek Komar.

Jego zdaniem, nawet jeżeli AWPL nie będzie w koalicji, to wczorajszy sukces sprawi, że i tak sprawy polskie będą wreszcie "słyszalne na forum sejmowym".

Siedem ponad progiem

Jak wynika z danych Głównej Komisji Wyborczej, wybory parlamentarne na Litwie wygrała opozycyjna Partia Pracy milionera Viktorasa Uspaskicha, zdobywając 21,34 proc. głosów. Tuż za nią, z wynikiem 19,8 proc., uplasował się ewentualny partner koalicyjny - Litewska Partia Socjaldemokratyczna Algirdasa Butkeviciusa.

Dotychczas rządzący Związek Ojczyzn premiera Andriusa Kubiliusa znalazł się na trzecim miejscu, uzyskując niemal 14-proc. poparcie. Porażkę centroprawicowej koalicji Kubiliusa przypisuje się kryzysowi, który pchał rząd do kolejnych drastycznych cięć i reform - przy jednoczesnym podnoszeniu podatków.

Ten sam czynnik wypchnął na prowadzenie partię Uspaskicha, obiecującą zlikwidowanie w ciągu trzech lat bezrobocia i podniesienie płacy minimalnej o 100 procent. Publicyści przypominają, że wyborcy przymknęli oko nawet na fakt, że jako Rosjanin Uspaskich słabo zna litewski, a także że toczy się przeciwko niemu sprawa o przestępstwa podatkowe.

W sumie wymagany próg wyborczy przekroczyło siedem ugrupowań. Jak informują litewskie media, już wczoraj nad ranem przywódcy trzech partii opozycyjnych: Partii Pracy, Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej i partii Porządek i Sprawiedliwość Rolandasa Paksasa (7,88 proc.) - postanowili utworzyć grupę roboczą do rozmów w sprawie przyszłej koalicji.

Zdecydowali też wzajemnie popierać kandydatów każdego z tych ugrupowań w drugiej turze wyborów w okręgach jednomandatowych. Zaraz po spotkaniu przywódca Partii Pracy Viktoras Uspaskich powiedział dziennikarzom, że do porozumienia trzech partii może dołączyć czwarte ugrupowanie, jednak nie chciał zdradzić, o które chodzi.

Komentatorzy oceniają, że szanse ma Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, jako partia z dużą zdolnością koalicyjną. Wczoraj Waldemar Tomaszewski podkreślił jednak, że choć AWPL nie odrzuca z góry możliwości współpracy z żadną partią, to jednak nie ukrywa, iż ma pewne "zastrzeżenia wobec Partii Pracy".

Chodzi m.in. o kierowane wobec PP zarzuty kupowania głosów i prowadzenia nieetycznej kampanii wyborczej. Tomaszewski zastrzegł, że ewentualny udział AWPL w koalicji jest uzależniony od wielu innych czynników.

- Zależy, jacy ludzie trafili do Sejmu z innych partii. Czy nie są zamieszani w jakieś afery korupcyjne oraz czy uda się uzgodnić nasze programy - zaznaczył.

Na razie więc ciężko jest określić ostateczny kształt przyszłego litewskiego rządu, zwłaszcza że druga tura w okręgach jednomandatowych może jeszcze wiele zmienić w obecnym układzie. Zgodnie z obowiązującą na Litwie ordynacją większościowo-proporcjonalną, 70 na 141 posłów jest wybieranych z list partyjnych w pierwszej turze, a pozostałych 71 w okręgach jednomandatowych.

W tych ostatnich zazwyczaj odbywa się druga tura, gdyż niewielu kandydatów za pierwszym razem uzyskuje ponad 50 proc. głosów.

Skargi obywateli

Są sygnały, że podczas głosowania dochodziło do wielu naruszeń. Policja przyznaje, że otrzymała wczoraj blisko 100 skarg od obywateli, którzy mówili o próbach kupowania głosów oraz o innych nieprawidłowościach.

Jak podkreśla rzecznik policji Ramu-nas Matonis, po kolejnych zgłoszeniach tego typu koło południa funkcjonariusze zatrzymali dwie osoby. Jedna z nich sprzedawała, a druga kupowała głosy. Według mediów, próba kupienia głosu pochodziła prawdopodobnie z kręgów Partii Pracy.

Informacje o kupowaniu głosów i wynoszeniu z lokali kart do głosowania potwierdził również podczas wczorajszego spotkania z obserwatorami międzynarodowymi przewodniczący Głównej Komisji Wyborczej na Litwie Zenonas Vaigauskas.

- Podczas tego spotkania pan przewodniczący poinformował nas, że zostały unieważnione głosy w dzielnicy wyborczej Wilno - Wilcza Łapa, gdzie komisja wydawała karty do głosowania bez pieczątek, co zgodnie z przepisami unieważnia te głosy - podkreśla poseł Artur Górski, międzynarodowy obserwator wyborów na Litwie.

Jak dodaje, po proteście AWPL Komisja obiecała zająć się tym problemem i zapowiedziała, że w najbliższych dniach podejmie decyzję.

- Prawdopodobnie będzie ona zależała od tego, czy Komisja stwierdzi, że te głosy mają wpływ na ostateczny wynik wyborczy - podkreśla Górski. Policja wszczęła także osiem dochodzeń w kwestii naruszeń wyborczych podczas głosowania przedterminowego.

NIE dla atomu

W odbywającym się równocześnie z wyborami parlamentarnymi referendum Litwini odrzucili też możliwość budowy elektrowni jądrowej w ich kraju. Jak podała Centralna Komisja Wyborcza, po przeliczeniu głosów z 45 proc. okręgów wyborczych 64 proc. wyborców było przeciwnych temu projektowi.

Poddany pod głosowanie projekt przewiduje budowę siłowni wspólnie z Estonią i Łotwą oraz japońskim koncernem Hitachi. Referendum miało jednak charakter wyłącznie konsultacyjny.

Marta Ziarnik