Trzy oesy dla Kubicy
Piątek, 23 stycznia 2015 (19:51)Genialnie dysponowany Robert Kubica wygrał dziś trzy odcinki specjalne Rajdu Monte Carlo, pierwszej eliminacji mistrzostw świata. Dzień zakończył jednak mało szczęśliwie, bo na ostatniej próbie uderzył w drzewo. Mimo tej przygody jedzie i walczy dalej, choć szans na dobre miejsce nie ma.
Tak naprawdę Polak wiedział o tym jeszcze przed rozpoczęciem dzisiejszych zmagań. Szanse stracił bowiem w czwartek. Tego dnia, rozpoczynającego rywalizację w najstarszym rajdzie świata, Robert miał poważne problemy z elektryką w swoim fordzie fieście WRC, stracił mnóstwo czasu na drugim oesie, a jakby tego było mało, nie dotarł do strefy serwisowej, co kosztowało go stratę kolejnych dziesięciu minut. W efekcie spadł do siódmej dziesiątki klasyfikacji generalnej imprezy.
Być może ten fakt spowodował, że dziś nie musiał kalkulować i zastanawiać się nad taktyką, tylko od początku ruszył do przodu szaleńczym tempem. Na pierwszym piątkowym, a trzecim w ogóle odcinku zajął jeszcze dziewiąte miejsce (wygrał go Francuz Sebastien Loeb w citroenie ds3 WRC, dziewięciokrotny mistrz świata, który w Monte Carlo startuje gościnnie), lecz na kolejnej próbie Polak nie dał już swym rywalom szans. Pojechał nadzwyczajnie, niesamowicie szybko i bezbłędnie, wyprzedzając nie tylko Loeba, ale i aktualnie panującego mistrza, jego rodaka Sebastiena Ogiera. Ogier, dodajmy, zasiada w najlepszej obecnie rajdówce, volkswagenie polo WRC, startuje w barwach fabrycznego zespołu, ma o wiele większe możliwości techniczne od krakowianina, a jednak nasz kierowca go pokonał i to wyraźnie. Podobnie było na trzecim dzisiejszym odcinku, kiedy to ponownie Kubica okazał się bezkonkurencyjny. Wygrywając dwa oesy, Polak powtórzył swój wyczyn sprzed roku, ale nie zamierzał na tym poprzestać.
Po regulaminowej przerwie wrócił jednak do rywalizacji spokojniejszym tempem, gdyż diametralnie pogorszyły się warunki. Na drodze nie tylko zalegał śnieg i lód, ale i spowiła ją mgła. Mimo to uzyskał czwarty czas. Kolejny odcinek znów był w wydaniu Polaka perfekcyjny. Kubica nie dał na nim rywalom szans, choć musiał walczyć nie tylko z nimi. – Było ślisko, na drodze znajdowało się mnóstwo błota, do tego zaczęło padać i się oziębiło – opowiadał. Wydawało się, że jego łupem może paść i ostatnia dzisiejsza próba, jednak tak się nie stało. – Wylecieliśmy z trasy przy dużej prędkości, ale dzięki kibicom udało się nam wrócić na drogę. Później na jednym ze skrzyżowań uderzyliśmy w drzewo i przebiliśmy oponę. Ostatnie 10 km jechaliśmy na flaku – przyznał. Oznaczało to ogromne straty: trzy minuty i 45 sekund do najszybszego, Ogiera. Marnym pocieszeniem dla Kubicy był fakt, że na tym odcinku z drogi wypadł też Loeb, poważnie uszkadzając swoje auto i tracąc szansę na dobre miejsce.
Liderem w ten sposób został Ogier, który ma 1.45,4 min przewagi nad Finem Jari-Matti Latvalą i 2.34,8 nad Norwegiem Andreasem Mikkelsenem. Wszyscy oni są kolegami z zespołu Volkswagena. Loeb spadł aż na dziesiąte miejsce, traci do rodaka 6.08,7. Kubica jest 28., z czasem o 14.18,8 min gorszym od lidera. Gdyby nie przygoda z czwartku, byłby na pewno w czołowej dziesiątce, gdyby nie przygoda na ostatnim dzisiejszym oesie, walczyłby o podium.
Z ośmiu do tej pory rozegranych oesów po trzy padły łupem Kubicy i Loeba, dwa Ogiera. Polak jako jedyny znalazł sposób na Francuzów, Monte Carlo znających jak własną kieszeń, jako jedyny nawiązał walkę z Volkswagenami i kierowcą wszech czasów. Rajd potrwa do niedzieli.
Piotr Skrobisz