• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Australian Open już bez Federera

Piątek, 23 stycznia 2015 (18:50)

To największa sensacja tegorocznego Australian Open. Rozstawiony z numerem drugim czterokrotny zwycięzca tego turnieju, Szwajcar Roger Federer przegrał dziś w trzeciej rundzie z Włochem Andreasem Seppim 4:6, 6:7 (5-7), 6:4, 6:7 (5-7), żegnając się z marzeniami o 18. w karierze triumfie w imprezie wielkoszlemowej.

Federer grał do tej pory w Seppim dziesięć razy. Dziesięć razy wygrał, nie tracąc nawet seta. Rozstrzygnął na swoją korzyść 22 z rzędu spotkania z tenisistami z Włoch. W Melbourne zawsze poczynał sobie dobrze, a raczej bardzo dobrze. Cztery razy rozgrywany tam turniej wygrał, w czterech ostatnich edycjach zawsze docierał do półfinału. Był w formie, poprzedni sezon podniósł go na duchu i umocnił w wierze, że znów może znaleźć się na samym szczycie. Był murowanym faworytem dzisiejszego starcia, na Seppiego nie stawiał nikt. Tymczasem wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Federer przegrał 4:6, 6:7 (5-7), 6:4, 6:7 (5-7), a poprzednio w Melbourne odpadł tak wcześnie przed 14 laty.

- Ja po prostu cieszyłem się z tego, że mogę zagrać na korcie centralnym. Chciałem dać z siebie wszystko i chyba dałem – powiedział szczęśliwy zwycięzca. Szczęśliwy i zszokowany, bo nawet on niespecjalnie wierzył w piękny dla siebie finał. Z drugiej strony sposób, w jaki zakończył mecz, czyli ostatnia akcja, wspaniałe minięcie Szwajcara pokazało, że w zawodniku z Italii drzemie naprawdę ogromny potencjał.

Federer przyznał, że już na przedmeczowym treningu czuł, że jest z nim coś nie tak. Nie zwracał jednak na to uwagi, bo podobnie bywało w przeszłości, a wystarczyło, by zaczął się pojedynek i wszystko wracało na właściwe tory. Teraz nie wróciło. – Moja gra nie wyglądała płynnie, a ja nie potrafiłem nic zrobić, by to się zmieniło. Nie mam pojęcia, co się stało, czy podczas przygotowań do sezonu popełniłem jakiś błąd, czy forma przyszła zbyt szybko – opowiadał. Szwajcar już dwa i pół roku czeka na 18. wygraną w Wielkim Szlemie i jeszcze trochę poczeka, jeśli w ogóle da radę znów na szczyt się wspiąć.

Porażka Federera była tym większą sensacją, iż poza nim z turniejem w Melbourne nie pożegnał się do tej pory żaden z dziesięciu najwyżej rozstawionych tenisistów. Dziś błysnął Hiszpan Rafael Nadal (3.), który błyskawicznie pokonał Izraelczyka Dudiego Selę 6:1, 6:0, 7:5. Brytyjczyk Andy Murray (6.) wygrał z Portugalczykiem Joao Sousą 6:1, 6:1, 7:5, a Czech Tomas Berdych (7) z Serbem Viktorem Troickim 6:4, 6:3, 6:4. Ciężką przeprawę miał tylko Bułgar Grigor Dimitrow (10), ale i tak pokonał Marcosa Baghdatisa z Cypru 4:6, 6:3, 3:6, 6:3, 6:3.

Zgodnie z planem przebiegła również piątkowa rywalizacja pań. Rosjanka Maria Szarapowa (2.). błyskawicznie rozbiła Zarinę Dijas z Kazachstanu 6:1, 6:1, tą samą, która na otwarcie wyeliminowała Urszulę Radwańską. Rumunka Simona Halep (3.) wygrała z Amerykanką Bethanie Mattek-Sands 6:4, 7:5, zaś Kanadyjka Eugenie Bouchard (7.) z Francuzką Caroline Garcią 7:5, 6:0.

Piotr Skrobisz