Fatalny występ Kowalczyk
Piątek, 23 stycznia 2015 (12:33)To był jeden z najgorszych startów Justyny Kowalczyk w karierze. W Rybińsku, na 10 km stylem dowolnym, polska biegaczka narciarska zajęła dziś dalekie 36. miejsce, wyprzedzając tylko nieliczne rywalki, bez doświadczenia w rywalizacji w Pucharze Świata.
Wielu zastanawiało się, po co w ogóle Kowalczyk leci do Rybińska, skoro zmagania tam będą odbywały się głównie nielubianą przez nią „łyżwą”. Polka wątpliwości nie miała, tłumacząc, że dla niej starty są najlepszą formą treningu, a przy okazji miło będzie odwiedzić kochaną przez nią Rosję. Z dalekiej i męczącej podróży zrezygnowała za to większość zawodniczek z czołówki Pucharu Świata, w tym najlepsze Norweżki: Marit Bjoergen, Therese Johaug oraz Heidi Weng. Z pierwszej „20” pojawiło się zaledwie pięć biegaczek, w ogóle na starcie stanęło 48 pań, głównie Rosjanek.
Wydawać by się zatem mogło, że Kowalczyk powalczy o coś więcej. Styl co prawda nie jej, ale w ostatnich startach „łyżwą” spisywała się całkiem przyzwoicie, a w niedzielę, wraz z Sylwią Jaśkowiec, zajęła w Otepaeae trzecie miejsce w sprincie drużynowym. Optymizm zatem był uzasadniony, tyle że został brutalnie zweryfikowany z rzeczywistością. Kowalczyk pobiegła bowiem dziś koszmarnie. Na początku co prawda nic nie zapowiadało katastrofy, bo na pierwszym pomiarze czasu miała 10. wynik, ale z każdym kilometrem słabła i spadała w klasyfikacji. Było widać, że brakuje je sił, że nie jest w stanie wykrzesać z siebie nic więcej. Ostatecznie metę minęła z 36. czasem, 2.44,8 min za triumfatorką
I tak naprawdę nie wiadomo, co o tym sądzić. Czy dwukrotna mistrzyni olimpijska jest w tak słabej formie, że nie ma co nawet liczyć na nagłe odrodzenie na mistrzostwa świata w Falun i obecny sezon powinna spisać na straty, czy też może gra, wszystko, co najlepsze, chowając na najważniejszą imprezę sezonu? Nie wiadomo, bo od kilku miesięcy stanowi zagadkę. Prawdę mówiąc, trudno jednak o optymizm, skoro dziś potrafiła wyprzedzić tylko anonimowe rywalki, startujące w pucharowych zawodach okazyjnie, od czasu do czasu.
Lepiej, dużo lepiej, wypadła dziś druga z naszych reprezentantek, Sylwia Jaśkowiec. Pobiegła niezłym tempem, zajęła 11. miejsce, ze stratą 1.33,9 do najlepszej. A kto wygrał? Choć zabrakło Bjoergen, Johaug, Weng i kilka ich koleżanek z kadry, i tak Norweżka. Jako pierwsza metę minęła bowiem Astrid Uhrenholdt Jacobsen, przed Amerykanką Elizabeth Stephen i Niemką Stefanie Boehler.
Jutro w Rybińsku odbędzie się sprint „łyżwą”, a w niedzielę bieg łączony 7,5+7,5 km. Po zawodach w Rosji w pucharowej karuzeli nastąpi przerwa do 14 lutego, kiedy to odbędą się zmagania w Oestersund.
Piotr Skrobisz