Tabletka na elektorat
Piątek, 23 stycznia 2015 (09:28)Zdecydowanie się na sprzedaż „pigułki po” bez recepty jest realizacją postulatów środowisk lewicowych w Polsce, które dążą do liberalizacji przepisów antyaborcyjnych. Trzeba wziąć także pod uwagę potężny nacisk koncernów farmaceutycznych, które na tego typu pigułkach zarabiają. Uważam że Polska nie powinna się na to zgodzić. Interwencję w tej sprawie podejmie Parlamentarny Zespół Ochrony Życia i Rodziny, której jestem członkiem. Nie zostawimy tej sprawy bez odpowiedzi.
Dziwię się, że rząd realizuje propozycje Komisji Europejskiej. Odchodząc od tego, że w żaden sposób nie jesteśmy zobligowani do „uwolnienia” tabletki, to powinniśmy pamiętać, że mamy prawo do swobodnego decydowania w sprawach światopoglądowych. Realizując propozycje Komisji dla mnie staje się jasne, że rząd zwraca się w stronę elektoratu lewicowego i o niego będzie teraz zabiegał.
Na działanie „tabletki po” nie można patrzyć inaczej jak na zabicie drugiego człowieka. Niektóre grupy próbują ściągnąć nas w stronę debaty, kiedy zaczyna się życie, czy w chwili zapłodnienia, czy zagnieżdżenia się zarodka. To jest sztucznie tworzony spór. Człowiek jest człowiekiem od początku. Nie istnieje coś takiego jak zlepek komórek, które staną się człowiekiem. Dlatego też preparat ten nie powinien być dopuszczony do swobodnego obrotu.
Tabletka ta zabija coś jeszcze. Zabija w człowieku odpowiedzialność i wrażliwość. Człowiek nie musi brać odpowiedzialność za innych i za swoje czyny, bo ktoś proponuje mu środki farmakologiczne. Tabletka zabija także wrażliwość patrzenia na nowe życie jak na coś, co ma niepodważalną wartość. Bo przecież stosuje się ją po to, żeby tego życia nie było…
Małgorzata Sadurska