Szafa Lesiaka gra w SKW
Wtorek, 16 października 2012 (06:02)Z posłem Tomaszem Kaczmarkiem (PiS), byłym funkcjonariuszem policji i CBA, rozmawia Maciej Walaszczyk
Co było powodem działań, które SKW podjęła wobec Pana?
- Każdy parlamentarzysta posiada uprawnienia, które gwarantują mu, że nie musi ujawniać źródeł informacji uzyskanych podczas wykonywania mandatu. Składając do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez kierownictwo SKW, związane z bezprawną inwigilacją posłów opozycji, posiadałem wiarygodne informacje na ten temat. Powołując się na wspomniany zapis ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, nie ujawnię, kto poinformował mnie o fakcie prowadzenia przez SKW bezprawnej i nielegalnej inwigilacji.
Na czym ona polegała?
- Przede wszystkim na podsłuchiwaniu rozmów telefonicznych oraz prowadzeniu ofensywnych czynności operacyjnych, a więc obserwacji czy prowadzeniu rozmów z żołnierzami i funkcjonariuszami SKW, które miały na celu pozyskiwanie informacji mających kompromitować mnie osobiście, czy innych przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości.
Kiedy dowiedział się Pan o tym?
- Był to okres wakacji. Zaraz po tym złożyłem zawiadomienie do prokuratury w związku z łamaniem prawa przez kierownictwo SKW. W tym czasie też zweryfikowałem uzyskane informacje.
Ale pierwsze pytania, które zadawał pan w interpelacjach poselskich, pojawiły się już w styczniu.
- Od tamtego momentu SKW zaczęła się mną interesować, ponieważ pytania zawarte w tej interpelacji, a także te zadawane podczas posiedzenia sejmowej komisji obrony w styczniu br., były dla szefa SKW gen. Janusza Noska nie tylko niewygodne, ale po prostu kompromitujące. Wskazywały one na fakt, że jest to dziś służba zupełnie nieudolna, która nie jest w stanie realizować swoich ustawowych zadań, nie tylko w Polsce, ale również poza granicami kraju.
Ma Pan na myśli misję afgańską?
- Dokładnie Polski Kontyngent Wojskowy w Afganistanie i zadania, jakie ta służba tam realizuje. W mojej ocenie, polscy żołnierze, którzy służą w Afganistanie, nie są odpowiednio zabezpieczeni kontrwywiadowczo. Zamachy, do jakich dochodzi podczas patroli, gdzie wybuchają miny pod polskimi transporterami i samochodami, świadczą o tym, że służba ta działa nieudolnie. Któż inny jak nie funkcjonariusze SKW powinni pozyskiwać informacje na temat zamachów planowanych przez talibów.
Gdy słucham tych zarzutów, to brzmią one niemal bliźniaczo podobnie do tych formułowanych jeszcze kilka lat temu pod adresem Antoniego Macierewicza, po likwidacji WSI i utworzeniu nowych służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Wtedy także wybuchały miny, ginęli żołnierze, a SKW zarzucano amatorkę?
- Tego rodzaju pytania słyszałem już kilkakrotnie. Przypomnę, że w chwili, gdy nastąpiła likwidacja WSI i utworzono SKW i SWW, szeregi tych służb zasiliło wielu młodych funkcjonariuszy, którzy wywodzili się z policji, ABW czy Straży Granicznej. Pomimo że byli to ludzie młodzi, to posiadali wieloletnie doświadczenie w pracy operacyjnej z racji swojej wcześniejszej służby w tych jednostkach mundurowych.
To są więc ci "harcerze", którzy mieli otrzymywać funkcje w nowych wojskowych służbach?
- To brednie, które miały na celu zmanipulować opinię publiczną. Mam w tych służbach wielu przyjaciół. Cenię ich fachowość, merytoryczność i wieloletnią praktykę. Dziś to właśnie Donald Tusk rozmontowuje polskie służby specjalne i mundurowe, uniemożliwiając pełniącym w nich służbę funkcjonariuszom realizowanie ustawowych obowiązków.
Ale w jaki sposób?
- Donald "nie mogę nic" Tusk rzeczywiście w kwestii służb jest bezradny. Boi się tej tak ważnej ze względu bezpieczeństwa państwa tematyki. Odpowiedzi na złożone przeze mnie interpelacje do szefów MON oraz MSW związane z kontrolą i nadzorem jednoznacznie na to wskazują. Ministrowie, którzy powinni czuwać nad polskimi służbami specjalnymi, w tych odpowiedziach zrzucają z siebie odpowiedzialność. Tusk nie reaguje. Mianowanie na szefów służb osób, które swoją postawą paraliżują działalność poszczególnych jednostek, jest świadomym krokiem Tuska. Któż inny jak nie szefowie swoją postawą dają swoim podwładnym przykład, w jaki sposób powinni służyć Polsce. Czy mają pełnić tę służbę odważnie, czy też przy biurkach spokojnie pić kawę.
W interpelacjach punktował Pan gen. Noska m.in. za bezcelowe, w pana ocenie, wyjazdy służbowe. To ma Pan na myśli, mówiąc o złym przykładzie dla żołnierzy?
- Chodzi o wyjazd do Korei Płd., ale nie tylko. Zacznijmy od Afganistanu. Jeżeli jeden z funkcjonariuszy SKW dopuszcza się ciężkiego pobicia z użyciem broni palnej afgańskiego tłumacza, to nie wydaje się panu, że tym samym naraża całą misję na poważną groźbę zamachu terrorystycznego? Czy ten Afgańczyk w chęci zemsty, posiadając wiedzę niejednokrotnie objętą klauzulą tajności, mógłby ją wykorzystać do realizacji zamachu na polski kontyngent? Tymczasem kierownictwo SKW w związku z tym przestępstwem nie podjęło żadnych kroków i udaje, że nic się nie stało. Zamiotło sprawę pod dywan, choć jest to przestępstwo ścigane z urzędu. W PKW w Afganistanie również obowiązuje polskie prawo.
Pytał Pan m.in. o to, na jakich podstawach wysłano do Afganistanu żołnierzy nieznających angielskiego, nieposiadających żadnego doświadczenia. To prawda?
- Wysłano na misję ludzi, którzy nie mają żadnego przygotowania operacyjnego do pozyskiwania informacji potrzebnych do ochrony polskich żołnierzy. Więcej, miała miejsce próba wysłania tam sekretarki jednego z szefów ekspozytury SKW tylko po to, by przez ten wyjazd mogła sobie dorobić do emerytury. Osoba ta nie miała żadnego przygotowania do jakiejkolwiek służby.
Oskarża Pan o nepotyzm, zatrudnianie żon czy mężów oficerów, a także ich dzieci bez żadnego uzasadnienia merytorycznego.
- Posiadam informacje o zatrudnianiu w SKW całych rodzin. Oczywiście nie służy to dobrze jej funkcjonowaniu, przeciwnie: działa na nią po prostu paraliżująco.
Jak długo był Pan obserwowany i podsłuchiwany przez kontrwywiad wojskowy?
- Od pierwszej interpelacji, którą złożyłem w styczniu. W zawiadomieniu skierowanym do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta wskazałem na konkretne sytuacje, konkretne materiały dowodowe, do których prokurator w toku prowadzonego w tej sprawie śledztwa powinien sięgnąć. Wskazałem także z imienia i nazwiska świadków, którzy powinni być w tej sprawie przesłuchani. Podczas konferencji prasowej poinformowałem opinię publiczną o tej patologicznej, łamiącej prawo sytuacji. W toku prowadzonego śledztwa prokuratura wojskowa zdecydowała się nadać mi, jak i mojemu asystentowi społecznemu, status pokrzywdzonego. Cały miniony tydzień braliśmy udział w czynnościach prowadzonych przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie w tej sprawie. Wspólnie przesłuchiwaliśmy świadków. Co ciekawe, po tych czynnościach SKW zdecydowała się na złożenie własnego zawiadomienia w związku z możliwością popełnienia przestępstwa przez mojego asystenta społecznego.
Co mu zarzucili?
- Ujawnienie tajemnicy. Zawiadomienie to jest de facto próbą zalegalizowania działań podjętych niezgodnie z prawem. To sytuacja mająca odwrócić uwagę od sedna sprawy, a więc inwigilacji parlamentarzystów opozycji. W tej sprawie także złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez szefostwo SKW w związku z poinformowaniem o przestępstwie, które w sposób oczywisty nie miało miejsca. Jedynym celem, jaki chciał osiągnąć szef SKW, było utrudnienie już toczącego się postępowania karnego w sprawie inwigilacji posłów PiS i stworzenie medialnego wrażenia, że "to nie on ukradł, ale jemu ukradli".
Nie obawia się Pan, że SKW będzie próbowała manipulować tym śledztwem?
- Już teraz gen. Janusz Nosek powinien zostać zawieszony w swoich czynnościach. Po złożeniu zawiadomienia o przestępstwie przez podległego mu żołnierza, związanego z wywieraniem nacisków i zastraszaniem świadków w prowadzonym przez prokuraturę wojskową śledztwie, Tusk zgodnie z ustawą o SKW powinien odwołać jej szefa.
Stał się w pewnym sensie sędzią we własnej sprawie?
- "Gazeta Wyborcza", na którą nie lubię się powoływać, opisała, w jaki sposób gen. Nosek wywierał naciski na niezależnych prokuratorów. Po pierwszych publikacjach związanych z tym śledztwem chciał, by prokurator Ireneusz Szeląg złagodził swoje wypowiedzi na jego temat. Już te sygnały świadczą, że sytuacja jest poważna. Główny zainteresowany, który w przyszłości może usłyszeć poważne zarzuty karne, wywiera naciski na prokuratora, który może mu je postawić. Najistotniejsze jest jednak to, że te operacje, jakie przeprowadzono w stosunku do posłów, są objęte klauzulą tajności.
Co to w praktyce oznacza?
- Oznacza to, że osoby, które wystąpią w tym śledztwie w charakterze świadków, a więc żołnierze i funkcjonariusze SKW, będą zobowiązane do zachowania tajemnicy. Któż inny jak nie gen. Nosek, zgodnie z ustawą o SKW, jako jedyny ma możliwość zwolnienia ich z tajemnicy czy też przekazania prokuraturze dokumentów, które ta będzie od niego żądać? Myśli pan, że gen. Nosek zdecyduje się na zwolnienie ich z tajemnicy lub pokaże tajne dokumenty związane z nielegalnymi podsłuchami?
Nie wiem. Natomiast takie praktyki dotyczyły WSI, które były instytucją poza kontrolą.
- Nadszedł czas, by Donald Tusk wziął się w garść, przestał się bać i odkręcać wodę w czasie rozmów w obawie przed podsłuchami. Bo jako nadzorujący służby specjalne powinien gen. Noska zawiesić, by śledztwo to mogło być prowadzone rzetelnie.
Ilu posłów mogło być podsłuchiwanych? Poseł Marek Opioła powiedział, że kontrola operacyjna dotyczyła nie tylko Panów i Pańskiego asystenta?
- Platformie Obywatelskiej, a także szefowi SKW nie są na rękę osoby, które są merytorycznie przygotowane i posiadają praktyczną wiedzę z zakresu funkcjonowania służb specjalnych. Szczególnie wówczas, gdy na światło dzienne wyciągają patologie, do jakich w tych służbach dochodzi. Mogę jedynie potwierdzić, że w materiałach SKW zgromadzono informacje nie tylko o mnie i panu pośle Marku Opiole.
To, co się stało, można porównać do działań UOP podejmowanych wobec opozycji antywałęsowskiej na początku lat 90. i słynnej szafy Lesiaka?
- Tak to należy odczytywać.
Mówił Pan o podsłuchach. Ale wówczas inspirowano teksty prasowe, prowadzono grę wobec polityków prawicowej opozycji. WSI również dopuszczały się takich działań, co ujawnił słynny raport z ich działalności.
- Jeżeli SKW, nie mając uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa zagrażającego bezpieczeństwu lub zdolności bojowej Sił Zbrojnych RP, a więc podstawowego wymogu do stosowania kontroli operacyjnej, w sposób nielegalny, okłamując prokuratorów wojskowych, uzyskuje zgodę na podsłuchiwanie posłów opozycji, zbieranie informacji na temat życia prywatnego parlamentarzystów, to należy postawić znak równości między tymi działaniami a szafą Lesiaka.