Zielona biurokracja
Czwartek, 22 stycznia 2015 (17:23)„Zielona karta” nic nie zmieni w diagnozowaniu nowotworów, jeśli nie pójdą za nią konkretne fundusze – podkreśla poseł Tomasz Latos. Jak alarmują lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), karta jest utrudnieniem, a nie ułatwieniem życia pacjentów.
Zgodnie z ustawą zdrowotną kartę Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, tak zwaną zieloną kartę, otrzymać ma każdy pacjent z podejrzeniem lub rozpoznaniem nowotworu złośliwego. Jej przyznanie ma spowodować, że tacy pacjenci uzyskają pierwszeństwo w dostępie do badań i leczenia u onkologów.
– Wszystko rozbija się jednak o dodatkowe fundusze na realizację założeń pakietu onkologicznego. Zarówno dostępność do badań specjalistycznych, odpowiednio większa ilość personelu i sprzętu medycznego zależy od dodatkowych środków. Niestety „zielona karta” tylko przedłuża procedury – zaznacza poseł Tomasz Latos, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, dodając jednocześnie, że powinna istnieć szybka droga diagnozowania pacjenta onkologicznego bez konieczności wypełnienia czasochłonnej, wielostronicowej „zielonej karty”. – Ta karta to jedno wielkie nieporozumienie. Zwracali na to uwagę, w trakcie prac sejmowych nad pakietem onkologicznym, eksperci, czyli lekarze onkolodzy. Nikt ich wtedy nie słuchał – stwierdza poseł Latos.
Najbardziej szokujące jest jednak założenie resortu zdrowia, który będzie weryfikował wykrywalności raka przez poszczególnych lekarzy. W rozporządzeniu został określony wskaźnik wykrywalności na poziomie 1:15, czyli w grupie 15 osób, którym lekarz wyda kartę, powinien być przynajmniej jeden chory z nowotworem – potwierdzonym później przez badania specjalistyczne.
– A ja zastanawiam się, i zadawałem to pytanie ministrowi Arłukowiczowi: Co będzie jeśli jakiś lekarz będzie miał wskaźnik na poziomie 1:17? Czy to oznacza, że ten ciężko chory pacjent nie będzie mógł wykonać specjalistycznych badań, bo jego lekarz nie będzie miał odpowiednich uprawnień tylko dlatego, że wystawił o dwie karty za dużo? – zastanawia się poseł Latos, wyjaśniając, że tak sprecyzowane zapisy będą uderzały w pacjentów.
Lekarz POZ może wydać na początek 30 kart, więc powinien mieć minimum dwa przypadki wykrycia raka. W wypadku nieosiągnięcia minimalnego wskaźnika lekarz pod groźbą kary finansowej traci możliwość wydawania kart onkologicznych.
MM