• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Ekspres Radwańska, wielki Janowicz

Czwartek, 22 stycznia 2015 (16:14)

O ile zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej zakładaliśmy w „ciemno”, o tyle Jerzy Janowicz nie był faworytem spotkania z Gaelem Monfilsem. A jednak oboje awansowali do trzeciej rundy wielkoszlemowego Australian Open, czyniąc to przy okazji w wyjątkowy sposób.

Co mogła zrobić Radwańska, by jej pojedynek z Johanną Larsson został zapamiętany na dłużej? Na przykład wygrać w rekordowo krótkim czasie. I Polka tak właśnie uczyniła. Wyszła na kort niezwykle skontrowana i pewna swego. Szwedka to niezła tenisistka, plasuje się na 70 miejscu w rankingu, zatem nic nie wskazywało, że ich spotkanie może mieć aż tak jednostronny przebieg. A jednak od pierwszej do ostatniej piłki przewaga krakowianki nie podlegała dyskusji. Radwańska grała niezwykle pewnie, zdecydowanie, wygrywała niemal wszystkie wymiany, nie zostawiając rywalce żadnych złudzeń. Pierwszego seta wygrała do zera, nie napotykając po drugiej stronie praktycznie żadnego oporu. Na początku drugiej partii Larsson zdobyła wreszcie gema (jak się okazało jedynego) i tak się ucieszyła, jakby wygrała cały mecz. Radwańska humor popsuła jej jednak błyskawicznie, bo już do końca meczu dominowała absolutnie, ostatecznie zwyciężając 6:0, 6:1 po zaledwie 44 minutach gry. Tak krótkiego pojedynku w tegorocznym Australian Open jeszcze nie było. O dominacji Polki najlepiej świadczyły i inne liczby: wygrała 50 piłek, rywalka zaledwie 16, a w tak krótkim czasie Szwedka popełniła aż 22 niewymuszone błędy. – W Melbourne jest gorąco, więc korzystnie kończyć mecze szybko, nie tracąc przy tym sił – podsumowała Radwańska, dodając, że nie spodziewała się tak błyskawicznej przeprawy. Kolejną rywalką Polki będzie Varvara Lepchenko. Urodzona w Uzbekistanie, ale reprezentująca USA tenisistka pokonała wczoraj 6:1, 7:6 (7-1) Ajlę Tomljanovic: pochodzącą z Zagrzebia, od jakiegoś czasu reprezentującą... Australię.

Do trzeciej rundy awansowały również amerykańskie siostry Williams. Młodsza, liderka rankingu Serena, wygrała z Rosjanką Wierą Zwonariewą 7:5, 6:0, choć w pierwszym secie przeżywała huśtawkę nastrojów. Prowadziła 3:2, by przegrać trzy kolejne gemy, ale ostatecznie i tak postawiła kropkę nad i. – Może to brak koncentracji, a może nerwy i presja – zastanawiała sie później. Starsza z sióstr, Venus, pokonała rodaczkę Lauren Davis 6:2, 6:3. Do starcia obu pan Williams może dojść w półfinale, o ile oczywiście tam awansują. My mamy nadzieję, że... nie, bo Venus znajduje się na drodze Radwańskiej.

Uwagę zwraca zwycięstwo Wiktorii Azarenki z Dunką Caroline Wozniacki 6:4, 6:2. Białorusinka to przecież wcale nie tak dawna numer jeden z tenisie kobiet, ale w Melbourne nie jego w ogóle rozstawiona. Poprzedni rok praktycznie straciła z powodu zdrowotnych problemów, teraz stara się wrócić do formy i na szczyt, bo tylko takie miejsce ją interesuje. Wozniacki nigdy wcześniej nie została tak szybko z Australian Open wyeliminowana.

A teraz o Janowiczu. Jego rywalem był Monfils, ulubieniec sportowej Francji i faworyt. Aby go pokonać Polak musiał wspiąć się na wyżyny i zapanować nad emocjami. Z obu tymi sprawami miał ostatnio problemy, ale sobie poradził. I to jak! Uprzedźmy fakty: wybuch emocji miał jeden, w tie-breaku trzeciego seta. Wściekły na siebie za nieudane zagranie rzucił wtedy piłką w trybuny, co spotkało się z dezaprobatą kibiców. Poza tym jednak nerwy trzymał na wodzy i imponował – prawie przez cały czas. Prawie, bo o drugim secie będzie chciał jak najszybciej zapomnieć, bo zagrał w nim fatalnie. Zaczął za to doskonale, w pierwszej odsłonie prezentując tenis na najwyższym poziomie. Był spokojny i cierpliwy, wygrywał wymiany, pokazując, jak wiele naprawdę potrafi. Potem był set fatalny i kolejny nerwowy, jednak potrafił się podnieść i odwrócić losy pojedynku. Ostatecznie zwyciężył 6:4, 1:6, 6:7 (3-7), 6:3, 6:3, odnosząc spory sukces. – To dla mnie niezwykle cenna wygrana. Miałem w przeszłości wiele problemów, ale nigdy się nie poddałem. Walczyłem i dzięki temu poradziłem sobie z nimi. Dziś biłem się o każdą piłkę, dałem z siebie wszystko. W kluczowych fragmentach wywarłem na rywalu presję, co przyniosło efekt w końcówce – przyznał. Kolejnym rywalem Janowicza będzie grający z numerem 12. Feliciano Lopez. Hiszpan dziś pokonał Adriana Mannarino, jednak dość szczęśliwie. Przegrał dwa pierwsze sety, a w czwartym rywal poddał się z powodu kontuzji.

Problemów nie napotkał najwyżej rozstawiony Novak Djokovic. Serb rozbił Rosjanina Andrieja Kuzniecowa 6:0, 6:1, 6:4, ani na chwilę nie dając mu żadnych złudzeń. Wygrywali też inni faworyci. Szwajcar Stan Wawrinka odprawił z niczym Rumuna Mariusa Copila 7:6 (7-4), 7:6 (7-4), 6:3, a Japończyk Kei Nishikori – Chorwata Ivana Dodiga 4:6, 7:5, 6:2, 7:6 (7-0).

Do drugiej rundy rywalizacji debla awansowali ubiegłoroczni triumfatorzy Łukasz Kubot oraz Robert Lindstedt. Obaj zagrali jednak już z innymi partnerami. Kubot z Francuzem Jeremym Chardym pokonali Włocha Daniele Braccialego oraz Holendra Jesse'ego Huta-Galunga 6:3, 6:4. Z kolei Szwed wraz z Marcinem Matkowskim okazali się lepsi od Tunezyjczyka Malka Jaziriego oraz Kanadyjczyka Adila Shamasdina, wygrywając 6:4, 6:4. Matkowski gra w Melbourne po raz 11. z rzędu, do tej pory zawsze występował z Mariuszem Fyrstenbergiem. Panowie rozstali się jednak po poprzednim sezonie. Fyrstenberg stworzył parę z Meksykaninem Santiago Gonzalezem i z Australian Open pożegnali się błyskawicznie: ulegli Kolumbijczykowi Santiago Giraldo i Portugalczykowi Joao Sousie 4:6, 4:6. Przegrała również Katarzyna Piter i Serbka Bojana Jovanovski – z Węgierką Timeą Babos oraz Francuzką Kristiną Mladenovic 1:6, 3:6.

Piotr Skrobisz