• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Naród ma prawo do prawdy

Poniedziałek, 15 października 2012 (22:07)

Homilia pasterza Kościoła świdnickiego JE ks. bp. prof. dr. hab. Ignacego Deca wygłoszona 13 października podczas pieszej pielgrzymki młodzieży  w Międzynarodowym Sanktuarium Świętej Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy.

 

Znajdujemy się w Międzynarodowym Sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy. Pan Bóg ozdabia to nasze spotkanie modlitewne piękną pogodą październikową. Od wieków przybywają tu, do Trzebnicy, ludzie, pielgrzymi. Przybywamy dzisiaj i my w pielgrzymce ludzi młodych i dorosłych z Wrocławia i z innych miejscowości naszej  dolnośląskiej ziemi. Przybywamy do grobu św. Jadwigi, dzielnej niewiasty, której wartość przewyższa perły.  

Słowo Boże, ogłaszane w uroczystość św. Jadwigi, opowiada o osobach żyjących w rodzinie.  Mówi najpierw – w pierwszym czytaniu -  o niewieście dzielnej, której wartość przewyższa perły, niewieście, której ufa serce małżonka, która czyni dobrze mężowi przez wszystkie dni jego życia, która pracuje starannie rękami, która otwiera dłoń ubogiemu i do nędzarza wyciąga swe ręce, niewieście, która boi się Pana.

W drugim czytaniu jest także mowa o niewieście, która jest wdową, która dzieci dobrze wychowała, która była gościnna, która zasmuconym przychodziła z pomocą i pilnie brała udział we wszelkim dobrym dziele.

W głoszonej przed chwilą Ewangelii słyszymy o matce, braciach, siostrach. Jezus mówi, że każdy, kto pełni wolę Bożą, ten jest Jego bratem siostrą i matką.  Wszystkie te słowa odnosimy dziś do św. Jadwigi, która była ową dzielną niewiastą, wspaniałą żoną i matką, niewiastą otwartą na ubogich, a przez wierne wypełnianie woli Bożej stała się także matką i siostrą Chrystusa.

Droga młodzieży, przez pełnienie woli Bożej wszyscy stajemy się braćmi i siostrami Chrystusa, stajemy się Jego Kościołem, gronem Jego przyjaciół; stajemy się jakby rodzinnym domem, w którym żyje z nami Jezus.  

Drodzy pielgrzymi, dobiega powoli końca rok duszpasterski, w którym  tak często nam przypominano, że Kościół, do którego należymy, jest naszym domem. Chciałbym dzisiaj wam powiedzieć, że w Kościele, w naszym wspólnym domu, uczymy się wierzyć, uczymy się modlić i uczymy się kochać, co oznacza stawanie się pełniejszym człowiekiem.

 

W Kościele uczymy się  wierzyć

Powstawanie w nas wiary i jej uczenie się jest związane ze Słowem Bożym, które jest głoszone we wspólnocie Kościoła.

W mediach, w szkole, w domu rodzinnym, w życiu publicznym jesteśmy zasypywani słowem ludzkim. Bywa ono różne. Dzisiaj coraz częściej bywa ono kłamliwe, podstępne, obraźliwe, dokuczliwe, beznadziejne, niekiedy napawające nas nawet lękiem i niepokojem.

A w Kościele, w naszym domu, dochodzi do nas Słowo Boże, zawsze pełne mądrości, pełne prawdy, nadziei i miłości. Jest to bardzo często słowo zapewniające nas o miłości Pana Boga do nas, słowo zachęty do wiary, do modlitwy, do czynienia dobrze, słowo odsłaniające nam wieczne trwanie w Bogu. Na tym słowie można budować piękne życie.

To słowo pochodzące od Boga możemy w sposób wolny albo przyjąć, zaakceptować i wypełniać, albo też możemy nim pogardzić i je odrzucić. Jeśli przyjmujemy je bez zastrzeżeń, to stajemy się wierzący, rodzi się w nas wiara. Wiara oznacza akceptację  tego, co mówi Bóg, uznanie tego za prawdę, za życiową wartość. Jednakże w  wierze ma miejsce nie tylko wolitywna akceptacja Bożego Słowa, ale także w akcie zawierzenia wyrażany nasze zaufanie do Pana Boga.

W wyniku czego rodzi się między nami a Bogiem wewnętrzna przyjaźń, wewnętrzna bliskość. To, w co wierzymy, treść wiary, dopełnia się zaufaniem i miłością do tego, komu wierzymy, kogo kochamy. Krótko mówiąc, wiara otwiera nas od wewnątrz na Pana Boga, wzmacnia do Niego zaufanie i dziecięcą miłość i przechodzi po prostu w modlitwę.

Taką wiarę chcemy w sobie kształtować. Święta Jadwiga, wielka nauczycielka wiary, może nam w tym bardzo pomóc.

Drodzy pielgrzymi, Ojciec Święty Benedykt XVI zainaugurował przedwczoraj, 11 października,  w Kościele Rok Wiary. Od dawna już mówił, jaki będzie jego cel. Także w homilii inaugurującej powiedział, że w Roku Wiary Kościół jako całość, a w nim jego pasterze muszą tak jak Chrystus wyruszyć w drogę, aby wyprowadzić ludzi z pustyni ku przestrzeni życia przyjaźni z Synem Bożym, ku Temu, który daje nam życie, który uwalnia nas od pesymizmu, który pozwala nam odkryć sens naszego istnienia w świecie.

Papież szuka przeróżnych sposobów, by przyprowadzić ludzi do Pana Boga, by ludzie zrozumieli, że tam, gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość. A oto Europa wyzwala się dziś od Boga. Nie milkną hasła: „Żyjmy tak, jakby Boga nie było”; „My sobie bez Boga poradzimy”. A czego nas uczy najnowsza historia? Świat bez Boga staje się straszny. W świecie bez Boga zagrożony jest człowiek. Życie. Uczy nas, że wrogowie Pana Boga stają się najczęściej również wrogami człowieka. Dlatego Ojciec Święty Benedykt XVI, idąc śladem swego wielkiego Poprzednika, pokazuje, jak ważny jest dla człowieka Bóg, jak ważne jest budowanie życia ludzkiego indywidualnego i społecznego na Jego słowie.

Rok Wiary winien nam pomóc rozbudzić radość wiary i entuzjazm z jej przekazywania, ale wiary nie byle jakiej, ale wiary, w której jest oddanie się Bogu, w której jest nasze dostosowywanie się do woli Bożej, a nie dostosowywanie Boga do naszych życiowych zachcianek, przyjemności. Ma to być wiara, która kształtuje nasze życie.

Kilka dni temu odbyło się w Sejmie głosowanie nad dwoma projektami modelującymi dotychczasowe prawo do aborcji. Skrajny projekt Ruchu Palikota, rozszerzający to prawo, został odrzucony. Natomiast projekt Solidarnej Polski ograniczający dotychczasowe prawo aborcyjne został skierowany do dalszej pracy w komisji. Jest to krok w dobrym kierunku.

W komentarzach pojawiły się jednak opaczne opinie. Ktoś powiedział, że ci, którzy wyłamali się z partyjnej dyscypliny, poszli za głosem swojego proboszcza, a nie za głosem szefa swojej partii. Zastanawia nas postawa tych posłów, którzy oznajmiają, że są katolikami, a głosują  przeciw życiu, uznają, że niepełnosprawni są w tym świecie zdecydowanie niepotrzebni. Jest to moralna schizofrenia. W Kościele ciągle przypominamy sobie, że  kompromis jest dopuszczalny w polityce, w sprawach społecznych, a nie  w moralności, nie w etyce.

Ostatnio Zespół ekspertów ds. bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski ponownie wystąpił w obronie godności i prawa do życia dzieci, których rozwój jest utrudniony przez zaburzenia genetyczne. Są to dzieci z zespołem Downa, Turnera, Retta i innymi z grupy ponad 20 tys. znanych schorzeń genetycznych. Dzieci te mają prawo do tego, aby urodzić się, żyć wśród nas, kochać i być kochanymi. Państwo ma obowiązek chronić i troszczyć się o nie. Trzeba zrobić wszystko, aby mogły być one zaakceptowane w najbliższym środowisku, a rodzicom zapewnić każde możliwe wsparcie. Pomysł zabijania dziecka dla jego dobra jest absurdalny i niegodziwy.

Tworzenie nieprzyjaznego klimatu społecznego dla niego i rodziców jest skrajnie nieuczciwe. Podważanie prawa do życia ma nieobliczalne skutki dla każdego. Jest to niby takie proste, zwłaszcza dla ludzi zdrowo myślących i ludzi prawdziwie wierzących, a niekiedy tak nierozumnie podważane.

Droga młodzieży, jeżeli uznajemy się za wierzących, to znaczy za przyjaciół Chrystusa, to winniśmy być konsekwentni i bronić wymogów naszej wiary. W przytoczonym przed chwilą  przypadku mówimy, że dzieci chore trzeba leczyć, a nie zabijać. Jest to dyrektywa wiary, ale i postulat zdrowego rozumu, zdrowego rozsądku.

Drodzy pielgrzymi, w kontekście ostatnich wydarzeń i dyskusji trzeba nam się także odnieść do mediów, w tym także do mediów katolickich. Otóż ważnym obowiązkiem wynikającym z naszej wiary i naszej troski o Kościół, a także troski o Naród i państwo jest dzisiaj obrona wolności słowa, obrona wolnych mediów. Wolne media są podstawą demokracji. Pierwszorzędnym zadaniem mediów nie jest  obrona interesów mocodawców, obrona partii, która rządzi, ale przekaz prawdziwych informacji i kontrola rządu. Naród ma prawo do prawdy. Prawda i wolność właściwie rozumiane są podstawą zdrowej demokracji.

Jako ludzie wierzący domagamy się w mediach przekazu Bożego Słowa. Ponieważ ten przekaz ma miejsce w mediach katolickich, dlatego jest taka ogromna mobilizacja znacznej części naszego Narodu w obronie Telewizji Trwam i Radia Maryja, które mają zasięg ogólnopolski, a nawet światowy. 

Od wielu miesięcy obserwujemy, jak usiłuje się na wszelkie sposoby ograniczyć, a nawet z czasem i zniszczyć te media. Ostatnio otrzymaliśmy kolejny dowód potwierdzający taki zamiar. W Sejmie podjęto uchwałę o dziesięciokrotnym wzroście opłaty za ogólnopolskie koncesje radiowe.

Ujawniono również projekt czterdziestokrotnej podwyżki opłaty za miejsce na telewizyjnym multipleksie cyfrowym. Widać gołym okiem, że działania tego rodzaju są wymierzone przede wszystkim w Radio Maryja i Telewizję Trwam, które utrzymuje nasze katolickie społeczeństwo. Nam, katolikom, nie może być ta sprawa obojętna. Jest to postulat naszej wiary, miłości do Pana Boga i do Kościoła, miłości do prawdy. Chcemy obecności Boga, Jego słowa, Ewangelii Chrystusa w mediach. W pieśni „My chcemy Boga” śpiewamy w kolejnej zwrotce słowa: „My chcemy Boga w książce, w szkole”. Dziś trzeba by dodać: „My chcemy Boga w mediach, my chcemy Boga w internecie”.  

 

W Kościele uczymy się modlić

Drodzy młodzi pielgrzymi, Kościół jest naszym domem, w którym nie tylko wyznajemy i kształtujemy naszą wiarę, ale także jest domem, w którym rozmawiamy z Panem Bogiem,  pozostajemy z Bogiem w serdecznej więzi. Dzieje się to, gdy Pana Boga wielbimy, gdy Mu dziękujemy, gdy Go przepraszamy, gdy przyjmujemy od Niego przebaczenie i miłosierdzie. Nie wolno się nazywać wierzącym, gdy nie ma w nas osobistej więzi z Panem Bogiem, gdy nie ma  w naszym życiu modlitwy. Pierwszą konsekwencją wiary jest modlitwa, rozmowa z Bogiem.

Dosyć często słyszymy dziś powiedzenie: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący”. Gdy się dobrze zastanowimy nad takim stwierdzeniem, to niechybnie dojdziemy do wniosku, że jest ono absurdalne. Człowiek niemodlący się, nieuczestniczący w niedzielnej Mszy św., nieprzystępujący do sakramentu pokuty nie ma prawa nazywać się człowiekiem wierzącym. Jeśli tak mówi, to zakłamuje rzeczywistość, bowiem wiara nie polega tylko na wiedzy o Bogu, znajomości tego, co Bóg objawił, ale polega na życiu wedle woli Boga i na wielbieniu Boga w modlitwie.  

Zadaniem rozpoczętego Roku Wiary jest odkrycie obecności wśród nas Boga Wcielonego, Jezusa Chrystusa, jest odkrycie wartości Eucharystii, wartości przyjaźni z Bogiem. Przykładem w tym względzie jest św. Jadwiga, do której dzisiaj przybyliśmy. Jadwiga zapisała się w historii Śląska jako niewiasta rozmodlona, kontemplująca Boga. Na modlitwie czuła się najlepiej.

Już w swojej młodości w klasztorze w Kitzingen pokochała owo trwanie przed Bogiem. Kronikarze wzmiankują, że spędzała niekiedy na modlitwie całe noce, że codziennie przebywała w kościele od wczesnych godzin rannych do południa, uczestnicząc w wielu Mszach św. Kościół i Liturgia były dla niej w wielkie cenie. Ten modlitewny i eucharystyczny rys pobożności św. Jadwigi uwydatnił  Papież Klemens IV w kazaniu podczas uroczystości kanonizacyjnych, które odbyły się w zaledwie 24 lata po śmierci świętej. Bardzo czytelnym znakiem umiłowania modlitwy i Eucharystii było fundowanie przez Księżnę Śląską nowych kościołów i kaplic. Stąd też ikonografia przedstawia św. Jadwigę z figurką Matki Bożej w jednej ręce i kościołem w drugiej.

Mamy dzisiaj okazję, by prosić św. Jadwigę o wstawiennictwo, żebyśmy na jej wzór byli ludźmi na co dzień zaprzyjaźnieni z Panem Bogiem, na co dzień w Nim rozmiłowani. 

Kiedyś w telewizji był budujący reportaż o wielodzietnej rodzinie.  Wszystkie dzieci, a było ich chyba w rodzinie dziewięcioro, skończyły studia wyższe. Redaktor zapytał ich na rodzinnym spotkaniu, co zapamiętali najbardziej z rodzinnego domu, jakie wiano z niego zabrali w życie.

Lekarz medycyny opowiedział epizod ze swego dzieciństwa. Wspomniał, jak  pewnej nocy przebudził się i zobaczył klęczącego ojca z różańcem w ręku. Na drugi dzień zapytał mamy, dlaczego tata nie spał, ale w nocy klęczał z różańcem. Mama przyznała się,  że  z ojcem mieli zawsze jedną noc w miesiącu, którą spędzali na modlitwie. Bardzo chcieli dobrze wychować swoje dzieci. Powiedziała synkowi: to dla was i za was, abyście wyszli z tego domu na dobrych ludzi. Ten przykład modlitwy rodziców był dla niego najważniejszym, niezapomnianym wianem, wyniesionym z rodzinnego domu.

Uczmy się i my we wspólnocie Kościoła modlitwy, radosnego przebywania z Bogiem.

 

W Kościele uczymy się kochać

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że wiara nasza winna być nie tylko wyznawana, nie tylko rozmodlona i wyrażana w liturgii, ale także poświadczana życiem. W życiu zaś poświadczamy wiarę przez miłość. Kto prawdziwie wierzy, to prawdziwie kocha. 

W ubiegłym tygodniu w Świdnicy odbył się II Ogólnopolski Kongres Małżeństw. Podczas inauguracji tego kongresu prelekcję wygłosił o. Karol Meisner, znany benedyktyn, zajmujący się życiem rodzinnym. W prelekcji powiedział, że obecnie w dużych miastach w Polsce rozwodzi się w kilka lat po ślubie prawie połowa małżeństw. 

Jest to sygnał wskazujący na słabość wiary wśród młodych małżeństw. Słabość wiary przechodzi w słabość miłości. Młodzi ludzie zapominają, że miłość to nie tylko seks, nie tylko przyjemność, ale przede wszystkim to stawanie się dla drugiej osoby bezinteresownym darem. W takiej miłości musi pojawić się krzyż,  tak jak pojawił się w życiu Jezusa. Miłość ma często zapłakane oczy. Chrystus powiedział: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech  się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze  krzyż swój i niech  Mnie naśladuje” (Łk 9, 23). Nie ma miłości bez poświęcenia, bez ofiary.

Młodzieży tu obecnej trzeba, by w tym miejscu przypomnieć ważne słowa bł. Jana Pawła II wielokrotnie powtarzane do młodych: „Musicie od sobie wymagać, nawet gdyby inni nie wymagali od was”. Przez stawianie sobie wymagań uczymy się kochać, wzrastamy  w świętości.

 Odwiedzając chorych, natrafiłem w mojej posłudze kapłańskiej na świadectwo niezwykłej miłości. Mam w oczach kobietę przykutą do łóżka. Stało się to krótko po ślubie. Przy tej chorej czuwał mąż. Zapytałem, jak sobie radzi. Odpowiedział, że jest szczęśliwy przy chorej żonie.  Nie zostawił jej, gdy zachorowała. Nie poszedł do innej, zdrowej. Pozostał przy swojej ślubnej, której ślubował miłość i wierność aż do końca.    

Popatrzmy znowu na św. Jadwigę. Jej wiara, kształtowała jej miłość. Jej wiara działająca przez miłość  natrafiła także na wiele krzyży. Jadwiga podobno często klęczała  przed krzyżem. W bazylice trzebnickiej, tu obok ołtarza wisi obraz, który przedstawia, jak  Chrystus z krzyża, ręką odjętą od prawej belki, błogosławi św. Jadwigę. Trwanie przed Tym, który wisi na krzyżu, było dla niej otuchą i pomocą w dźwiganiu własnych krzyży. A było ich niemało. Wymieńmy choćby jeden: sukcesywna śmierć sześciorga dzieci. Matka przeżyła wszystkie swoje dzieci. Ostatniego syna Henryka, zwanego Pobożnym, opłakiwała na Polach Legnickich w roku 1241, w dwa lata przed swoją śmiercią. Wszystko przetrzymała. W szkole Jezusa, w Kościele nauczyła się kochać.

 

Drodzy pielgrzymi przybyliśmy dziś do Trzebnicy do naszej świętej, do Matki Piastów śląskich, by od św. Jadwigi zaczerpnąć natchnienia i chęci do trwania w Kościele jako naszym domu, do pokochania wspólnoty Kościoła, do kształtowania w Kościele naszej dojrzałej wiary, do pogłębiania się w modlitwie i do podejmowania czynów miłości, jednym słowem, do solidnego wypełniania woli Bożej, gdyż Bóg chce, abyśmy do Niego należeli, byśmy wypełniali Jego wolę, bo Chrystus powiedział: „Bo kto pełni wolę Boża, ten Mi jest bratem, siostrą i matką". Amen.