• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Psy zająca zjadły...

Środa, 21 stycznia 2015 (15:43)

Odejście od zasady solidarności unijnej w sprawie rosyjskiego embarga na wieprzowinę jest bardzo złą wiadomością. Przypomnijmy, że Komisja Europejska zgodziła się, by kraje członkowskie wspólnoty indywidualnie ustalały z Rosją warunki zniesienia embarga.

Czymś naturalnym jest, że Federacja Rosyjska, stosując embargo, chciała ukarać całą Unię Europejską. Jednakże sytuacja na rynku rosyjskim pokazuje, że bez żywności importowanej Rosjanie nie są w stanie sobie poradzić. Odnotowuje się niedobory i wzrost cen, a to się może przełożyć na niezadowolenie społeczne. Dlatego Moskwa chce odejść od embarga. Decyzja Komisji stała się okazją do wybiórczego traktowania krajów wspólnoty. Mamy więc sytuację, której powinniśmy się obawiać. Rosjanie z pewnością będą stosować taktykę, od jednych bierzemy, a od drugich nie.

Oczywiste jest, że Rosjanie będą stosować swoją jak dotąd skuteczną taktykę o bezpieczeństwie żywności. Będziemy słyszeć, że w jakichś partiach polskiej żywności kontrola rosyjska znalazła niedozwolone substancje, niebezpieczne bakterie czy pozostałości pestycydów. To są bałamutne preteksty. Polska jest objęta systemem kontroli unijnej. Instytucje, które badają żywność w Polsce, stosują europejskie standardy, są bardzo szczelne i skuteczne.

Jeżeli kraje Unii przychylą się do decyzji Komisji i postanowią odejść od zasady solidarności, zasady, która jest absolutną podstawą działania wspólnoty, będzie to klęską Europy. Po co w takim razie byłby wspólny rynek? Po co dalej mają funkcjonować jego mechanizmy, które powstawały przez lata? Trudno wyobrazić sobie taką sytuację, że my się dusimy z wieprzowiną czy innymi produktami żywnościowymi, a inne kraje są bardziej konkurencyjne, bo upychają część produkcji na rynku rosyjskim. To by było dla polskiego rolnictwa zabójcze.

Tu już się odsłania pole do działania dla polskiego rządu. Sytuacja jest na tyle poważna, że minister rolnictwa byłby tu za mało znaczącą personą dla korzystnego rozwiązania sprawy. Tym powinien zająć się cały rząd Ewy Kopacz.

Przypomnijmy, że gdy w 2007 roku Rosja wprowadziła embargo na polską żywność, wtedy Polska twardo zażądała od Komisji Europejskiej i od prezydencji ówczesnej, którą prowadziły Niemcy kanclerz Merkel, aby sprawa embarga nie była indywidualną sprawą naszego państwa, ale by zaangażowała się w nią cała Unia. Wtedy pani Merkel, bez względu na to czy jej się to podobało, czy nie, musiała uznać kwestię polskiego embarga jako problem całej Unii.

Nie można doprowadzić do sytuacji, że my będziemy oszukani przez inne kraje Unii, które załatwią sobie zniesienie embarga, a my będziemy dalej traktowani jak ubogi krewny w Unii Europejskiej. Od tego, jak to się rozwinie, będzie zależała ocena pozycji Polski w Unii Europejskiej. Przecież jak zapewniają nas przedstawiciele rządu, mamy bardzo silną pozycję. Ba! Przecież nawet „prezydent” wspólnoty jest nasz! To jest także zadanie dla Donalda Tuska, który powinien pokazać, że na sprawach polskich mu bardzo zależy, bo kwestia rolnictwa dotyczy całej Polski. Boję się jednak, że tradycyjnie już zostaniemy ograni. Po raz kolejny okażą się proroczymi słowa Ignacego Krasickiego: „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły…”.

Jan Krzysztof Ardanowski