Życie dziecka czy chemioterapia?
Środa, 21 stycznia 2015 (13:10)Nie mogłam zabić dziecka tylko dlatego, że jestem chora – tak odmowę rozpoczęcia chemioterapii argumentowała Ashley Caughey, która dowiedziała się, że jest chora na raka kości, nosząc pod sercem 10-tygodniowe dziecko. Choć Ashley zostało tylko kilka miesięcy życia, nie żałuje swojej decyzji i mówi: „To najpiękniejsza mała dziewczynka”.
Wydaje się, że takich historii jak ta jest wiele, jednak to, co wydarzyło się w życiu 24-letniej Ashley Caughey, budzi ogromną nadzieję i wiarę w bezinteresowną i piękną miłość. Gdy Caughey dowiedziała się, że jest bardzo chora, już w wtedy pod jej sercem biło małe serduszko jej córeczki – Paisley.
„Jej lekarze natychmiast zalecali rozpoczęcie chemioterapii. Jednak w jej przypadku oznaczałoby to uśmiercenie jej nienarodzonego dziecka. Caughey powiedziała wtedy: »Nie ma mowy, nie mogłam zabić zdrowego dziecka tylko dlatego, że jestem chora«” – czytamy na portalu lifenews.com.
Kiedy w czerwcu 2014 r. na świat przyszła mała Paisley, radość jej narodzin przyćmiła dramatyczna diagnoza. Ashley i jej mąż – Jonathon zostali poinformowali, że nowotwór ma przerzuty na niemal wszystkie organy młodej mamy. Dzisiaj lekarze mówią, że Ashley zostało tylko kilka miesięcy – podaje lifesitenews.com.
Mimo tak dramatycznej diagnozy Ashley nie żałuje swojej decyzji i mówi, że każda chwila spędzona z córką tylko utwierdza ją w tym, że nie mogła postąpić inaczej.
– Ona po prostu sprawia, że moje serce topi się za każdym razem, gdy patrzę na nią – mówi dziś mama, która podkreśla, że dzięki tej decyzji Paisley będzie wiedziała, jak bardzo kocha ją mama.
Jonathon Caughey, mąż Ashley, podkreślił jednocześnie, że wciąż będzie walczył o życie swojej żony. – Zawsze jest nadzieja. Zawsze możliwy jest cud – zauważył mąż Ashley.
MM