• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Awans Radwańskiej i Janowicza

Wtorek, 20 stycznia 2015 (15:57)

Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz pokonali rywali z Japonii i awansowali do drugiej rundy wielkoszlemowego Australian Open. Dziś, w przeciwieństwie do poniedziałku, na kortach w Melbourne Park obyło się bez większych niespodzianek.

Rozstawiona z numerem szóstym Radwańska grała z Kurumi Narą. To niezła tenisistka, o czym świadczy choćby jej pozycja w światowym rankingu – 39. Polka uchodziła jednak za zdecydowaną faworytkę i z tej roli wywiązała się, jak trzeba. Chciała nie tylko wygrać, ale zrobić to szybko i bezboleśnie, tak by stracić jak najmniej sił i zachować świeżość na kolejne pojedynki. Początek, dość niespodziewanie, należał jednak do Japonki, która już w trzecim gemie przełamała serwis naszej reprezentantki, obejmując prowadzenie 2:1. Radwańska odpowiedziała jednak błyskawicznie. Wyrównała, a potem całkowicie przejęła kontrolę nad tym, co dzieje się na korcie. Nara starała się, robiła, co mogła, biegała, szukała różnych sposobów na powstrzymanie Agnieszki, lecz nic nie była w stanie wskórać. Przewaga umiejętności była po stronie krakowianki, która spokojnie, specjalnie się nawet nie męcząc, robiła swoje. Po 63 minutach gry zwyciężyła 6:3, 6:0 i mogła być z siebie zadowolona, bo zrobiła dokładnie to, co zamierzała. Awansowała błyskawicznie, bez problemów. – Zagrałam dobrze, a pamiętajmy, że dziś w tenisie nie ma już łatwych meczów i nawet w pierwszych rundach trzeba być maksymalnie skoncentrowanym. Mimo to dostrzegam jeszcze rezerwy, choćby dziś zbyt wolno się rozkręcałam. Potrzebuję kilku spotkań, by wejść na najwyższy poziom – przyznała Polka, która teraz zmierzy się z Johanną Larsson. Szwedka w pierwszej rundzie pokonała Rosjankę Ałłę Kudriawcewą 6:4, 6:3. Do tej pory grała z nią raz i wygrała.

Problemy miał za to Janowicz. Tak po prawdzie zafundował je sobie sam, bo był zdecydowanym faworytem pojedynku z zajmującym 146. miejsce w rankingu Hiroki Moriyą. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że naprzeciw Polaka stanie słynny Juan Martin Del Potro. Argentyńczyk nie odzyskał jeszcze jednak pełni sprawności po kontuzji, nie jest w formie, zatem wycofał się z rywalizacji. Dzięki temu Janowiczowi „trafił” się przeciwnik teoretycznie dużo słabszy. W pierwszym secie łodzianin świetnie serwował, notując na swoim koncie dziesięć asów i dzięki temu rozstrzygnął go na swoją korzyść. Poza tym do jego gry można było mieć sporo zastrzeżeń, które pogłębiły się w partii numer dwa. Polak nagle przestał w niej podawać z siłą i prędkością kuli armatniej, co Japończyk skrzętnie wykorzystał. Jakby tego było mało, nasz tenisista popełniał mnóstwo niewymuszonych błędów, co nie zapowiadało niczego dobrego. Na szczęście w odpowiednim momencie się poprawił, a że Moriya pozwolił mu na dużo, wygrał 7:6 (7-5), 2:6, 6:3, 7:5. W drugiej rundzie jego przeciwnikiem będzie rozstawiony z „17” Francuz Gaël Monfils, który niespodziewanie bardzo męczył się ze swoim mniej znanym rodakiem Lucasem Pouille’em, zwyciężając po pięciu setach 6:7 (3-7), 3:6, 6:4, 6:1, 6:4.

Dziś w Melbourne było planowo, przynajmniej jeśli chodzi o wyniki, czym wtorek różnił się od pełnego sensacji poniedziałku. Lider rankingu, Novak Djoković (1.), pokonał Słoweńca Aljaza Bedene 6:3, 6:2, 6:4, pokazując, że zapomniał o problemach zdrowotnych, jakie ostatnio go trapiły. Po meczu miał nawet czas, by porozmawiać o swoim synku, który przyszedł na świat w poprzednim roku. – Jest dla nas błogosławieństwem, a dla mnie motywacją do pracy i odnoszenia sukcesów – przyznał. W innych ciekawych spotkaniach Szwajcar Stan Wawrinka (4) pokonał Turka Marsela Ilhana 6:1, 6:4, 6:2, Japończyk Kei Nishikori (5) – Hiszpana Nicolasa Almagro  6:4, 7:6 (7-1), 6:2, Kanadyjczyk Milos Raonic (8) – Ukraińca Illię Marczenkę 7:6 (7-3), 7:6 (7-3), 6:3, zaś Hiszpan David Ferrer (9) – Brazylijczyka Thomaza Bellucciego 6:7 (2-7), 6:2, 6:0, 6:3.

Wielka faworytka rywalizacji kobiet, Serena Williams (1.), przyznała, że długo po losowaniu nie wiedziała, z kim zmierzy się w pierwszej rundzie, bo nie ma to dla niej większego znaczenia. Amerykanka faktycznie, bez większych problemów, wygrała z Belgijką Alison Van Uytvanck 6:0, 6:4. Jej starsza siostra, Venus (18.), pokonała Hiszpankę Marię-Teresę Torro-Flor 6:2, 6:2, Czeszka Petra Kvitová (4) – Richel Hogenkamp z Holandii 6:1, 6:4, Dunka Caroline Wozniacki (8) – Amerykankę Taylor Townsend 7:6 (7-1), 6:2, zaś wracająca do zdrowia i formy Białorusinka Wiktoria Azarenka wygrała z inną tenisistką z USA, Sloane Stephens 6:3, 6:2.

Piotr Skrobisz