Boże Sobieskiego i Kościuszki, nie opuszczaj nas, o Panie
Wtorek, 20 stycznia 2015 (01:00)„Venimus, vidimus et Deus vicit” – napisał król Jan III po wiedeńskiej wiktorii do Papieża Innocentego XI, podkreślając chrześcijański wymiar wygranej nad muzułmańskimi wojskami. Posłużenie się tym zdaniem pokazuje szczególny rys religijności króla Sobieskiego i świadomość znaczenia bitwy dla Kościoła i Europy. W przeddzień bitwy powiedział: „Jesteśmy wprawdzie w obcym kraju, lecz nie walczymy dla obcej sprawy. Walczymy za nasz kraj i za chrześcijaństwo, nie dla cesarza, lecz dla Boga”. Cała zresztą podróż króla Jana pod Wiedeń potwierdza pokorę władcy i głęboką wiarę w orędownictwo Matki Bożej. Przypomnę tylko nawiedzenie podczas drogi Matki Bożej w Lewiczynie, Jasnogórskiego Wizerunku Królowej Korony Polskiej, sanktuarium w Piekarach Śląskich czy Studziannie.
Nie był król Jan postacią kryształową. Może budzić wątpliwości jego życie moralne w młodych latach, romans z Marysieńką czy polityczne decyzje związania się z Karolem Gustawem podczas potopu szwedzkiego. Romans zakończył się małżeństwem i liczną rodziną, a z błędnych decyzji młody Sobieski umiał się wycofać, niejako rekompensując je gorliwą służbą dla Rzeczypospolitej. Późniejsze jego życie charakteryzuje ufność i oddanie Bożemu prowadzeniu, wiara w moc przyjmowanych sakramentów czy znoszenie cierpień i utrapień.
Na tle tej prostej i gorliwej postawy Sobieskiego gorzej wypada przywołany w wezwaniu Litanii przywódca insurekcji o mocno liberalnych poglądach. Przywołujemy go w tym momencie jedynie po to, by ukazać waleczność i męstwo polskiego ducha, szczególną umiejętność powstania do walki wobec często beznadziejnej sprawy. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” – napisze kilka lat później Józef Wybicki.
Bóg Sobieskiego – dawca polskich zwycięstw, męstwa i ofiarności, władca Chrześcijańskiej Przedniej Straży – niech nas nie opuszcza!
ks. Łukasz Kadziński