• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Czego górnicy nie wiedzą?

Poniedziałek, 19 stycznia 2015 (09:05)

W sobotę w Katowicach doszło do podpisania porozumienia pomiędzy rządem a przedstawicielami związków zawodowych reprezentujących protestujących górników, które dotyczy przyszłości Kompanii Węglowej.

Związkowcy osiągnęli to, co chcieli, będzie wprawdzie dokonywana restrukturyzacja 4 kopalń („Brzeszcze”, „Pokój”, „Sośnica-Makoszowy” i „Bobrek-Centrum”) w ramach powołanej w tym celu Spółki Restrukturyzacji Kopalń, ale bez ograniczania ich wydobycia i bez zwolnień pracowników. Porozumienie przewiduje, ale tylko dobrowolne, odejścia górników i pracowników zakładów przetwórczych węgla na 3- i 4-letnie urlopy przedemerytalne albo odejścia w zamian za wielomiesięczne odprawy dla pozostałych zatrudnionych w kopalniach.

Zawarcie porozumienia w takim kształcie wymaga wprowadzenia poważnych zmian w uchwalonej w Sejmie w ciągu 72 godzin ustawie górniczej, na tyle istotnych, że senatorowie, którzy zebrali się w ostatnią sobotę na posiedzeniu 2 komisji, przerwali obrady do wtorku, aby przygotować poprawki oparte na zapisach pochodzących z dokumentów podpisanych przez rząd i związki zawodowe.

Wszystko wskazuje na to, że rząd premier Kopacz, przywołany do porządku w ostatnich dniach zarówno przez ogromnych rozmiarów protesty na Śląsku, jak i zaniepokojony tym ośrodek prezydencki, będzie teraz unikał konfliktów i dążył do realizacji zawartego z górnikami porozumienia.

Niezbędne będzie więc szybkie uruchomienie środków z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na zapewnienie wynagrodzeń pracownikom Kompanii Węglowej już w lutym, ale także wywołanie zainteresowania polskich koncernów energetycznych polskim węglem, a nie pochodzącym z importu.

Służyć ma temu, jak słyszymy, powołanie dwóch z czterech istniejących koncernów energetycznych (według resortu skarbu ma dojść do połączenia PGE z Energą i Tauronu z Eneą), które mają następnie kapitałowo wchodzić w kopalnie, których chcą się pozbyć koncerny węglowe.

W ten sposób koncerny energetyczne zapewniałyby sobie surowiec do produkcji energii elektrycznej i jednocześnie rezygnowały z zakupów węgla pochodzącego z importu, często sprzedawanego po dumpingowych cenach.

Rządowe deklaracje na papierze być może wyglądają nieźle, ale górnicy chyba już zapomnieli, co premier Kopacz podpisała w Brukseli pod koniec października w ramach tzw. pakietu klimatycznego. Premier Kopacz opowiada do tej pory, jak to z wicepremierem Piechocińskim dzielnie negocjowali, a mimo to zgodzili się na wyraźne podwyższenie poziomu redukcji CO2 do roku 2030 o 40 proc. i udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii aż do 27 proc.

Premier Kopacz uzyskała wprawdzie darmowe pozwolenia na emisję CO2 dla elektroenergetyki na poziomie 40 proc. do roku 2030 (wcześniej miały wygasnąć do roku 2020) i aż 50-procentowy udział Polski w funduszu solidarnościowym, który będzie tworzony ze sprzedaży 2 proc. pozwoleń na emisję CO2, ale mimo tego koszty dostosowania polskiej gospodarki do wymogów wynikających z pakietu, według ekspertów, będą sięgały aż 90 mld zł rocznie (ze względu na konieczność ogromnych inwestycji modernizacyjnych i konieczność zakupu pozostałych 60 proc. pozwoleń na emisję).

Przypomnijmy także, że w ustaleniach brukselskiego szczytu napisano bardzo wyraźnie: redukcja emisji CO2 o 40 proc. (a w zasadzie nawet o 43 proc.) do roku 2030 będzie odbywała się w ramach ETS, czyli europejskiego systemu handlu emisjami. Ta 43-procentowa redukcja zostanie osiągnięta poprzez podniesienie obecnie obowiązującego rocznego współczynnika redukcji z 1,74 proc. do 2,2 proc., a w konsekwencji ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosną do poziomu od 20 do 30 euro za tonę.

Zresztą już od paru lat KE staje na głowie, aby ceny tych uprawnień rosły w ramach obowiązujących rozwiązań redukcyjnych (do roku 2020 o 20 proc. i 20-procentowy udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii), i te ceny stale rosną. Niestety premier Kopacz, podpisując się pod tym wszystkim, wprowadziła polską energetykę na tzw. ścieżkę dekarbonizacji do roku 2050, a to oznacza brak perspektyw dla polskiego górnictwa węglowego.

I właśnie tego polscy górnicy chyba do tej pory nie wiedzą.

Dr Zbigniew Kuźmiuk