Zakopane poniosło Stocha
Niedziela, 18 stycznia 2015 (19:44)To był konkurs marzenie, konkurs, na jaki czekaliśmy od początku tego sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich. Genialnie dysponowany Kamil Stoch nie dał dziś rywalom szans na Wielkiej Krokwi w Zakopanem, wygrywając po raz trzeci w tym niezwykłym miejscu i 14. w karierze.
Stoch ma za sobą ciężkie miesiące. Sezon rozpoczął kilka tygodni później od rywali z powodu kontuzji i operacji, jaką przeszedł na początku grudnia. Do rywalizacji wrócił dopiero pod koniec grudnia, podczas Turnieju Czterech Skoczni, od tego czasu miewał zawody lepsze i gorsze, czekając na te przełomowe. Wyjątkowe, które dodadzą mu skrzydeł i umocnią wiarę. W sobotę w Zakopanem w konkursie drużynowym wreszcie fruwał tak, jak do tego przyzwyczaił. Daleko, pięknie stylowo i na sto procent, dając z siebie absolutnie wszystko. Był zdecydowanie najlepszym z Polaków i jednym z najlepszych w zawodach, choć nie odzwierciedliło tego do końca miejsce naszej ekipy – piąte, nieco rozczarowujące z powodu słabszej formy jego kolegów.
Sobota pozwoliła jednak dzisiejszej rywalizacji oczekiwać z ogromnymi nadziejami. Stoch stał się bowiem jej faworytem. Nie głównym, ale jednym z kilku bardzo mocnych. Klasę pokazał już w kwalifikacjach, wygrywając je pewnie. W tym momencie było już jasne, że na nowo wszyscy rywale muszą z Polakiem się liczyć. I Kamil nie zawiódł najśmielszych nawet oczekiwań. Skakał, fruwał wspaniale i zwyciężył.
Prowadził już po pierwszej serii, kiedy to uzyskał 134 m. Dużo, ale rywale byli tuż za nim, z niewielkimi stratami, co powodowało, że nic nie było jeszcze rozstrzygnięte. I konkurenci wcale nie zamierzali naszemu asowi ułatwiać życia. Szczególnie Stefan Kraft miał wielką ochotę przy najwspanialszej publiczności świata udowodnić, że żółty plastron lidera Pucharu Świata, który nosi, znajduje się w godnych rękach. Austriak wpierw poszybował 133 m, a w finałowej serii poprawił się o kolejne pół metra. Wyborną formę pokazał Niemiec Severin Freund, który uzyskał 131 i 133 m. Nie zawiódł Słoweniec Peter Prevc (132 i 130,5), nie zawiódł kolejny Austriak Michael Hayboeck (131,5 i 132). Rywalizacja toczyła się na bardzo wysokim poziomie, konkurenci podnieśli Stochowi poprzeczkę na niebotyczny poziom i Polak wiedział, że chcąc zwyciężyć, będzie musiał oddać drugi perfekcyjny skok. Drobna nawet pomyłka spowodowałaby wypadnięcie poza podium. Ale Kamil wyzwaniu podołał. Poleciał 133 m, w pięknym stylu, otrzymał znakomite noty od sędziów i zwyciężył! Krafta wyprzedził o 2,3 pkt, a Freunda o 9,1.
– Brakuje mi właściwych słów, by opisać to, co czuję. Chciałem oddać dwa najlepsze skoki, na jakie obecnie mnie stać, dla siebie i przede wszystkim dla kibiców, którzy cały czas dmuchali nam pod narty i dodawali skrzydeł. Udało się, wygrałem, ale czeka mnie bardzo wiele pracy nad ustabilizowaniem formy. Na razie jednak bardzo się cieszę z zakopiańskiego hat-tricka – powiedział Stoch, który wygrał pod Tatrami po raz trzeci w karierze i 14. ogółem w Pucharze Świata. Było to też jubileuszowe, bo 60. zwycięstwo polskiego skoczka w zawodach tej rangi.
Stoch zachwycił, jednak nie da się tego powiedzieć o pozostałych naszych reprezentantach, którzy po prostu zawiedli. Klemens Murańka (122 i 115,5) zajął 26. miejsce, Piotr Żyła (124 i 113) 27., natomiast Maciej Kot (121 i 114,5) – 30.
Prowadzenie w klasyfikacji generalnej PŚ utrzymał Kraft, który ma na koncie 877 pkt i wyprzedza Hayboecka (799) i Prevca (764). Stoch awansował na 16. miejsce (234) i już jest najlepszym z Polaków, choć startował w najmniejszej liczbie konkursów. Żyła plasuje się na 20. pozycji (181), a kolejny z Biało-Czerwonych, Dawid Kubacki, jest dopiero 42. z mizernym dorobkiem 35 punktów.
Piotr Skrobisz