• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Kowalczyk z Jaśkowiec na podium

Niedziela, 18 stycznia 2015 (18:19)

Po kilku miesiącach obecnego sezonu wreszcie doczekaliśmy się Polki na podium Pucharu Świata w biegach narciarskich. A nawet dwóch Polek, bo Justyna Kowalczyk z Sylwią Jaśkowiec zajęły w Otepaeae trzecie miejsce w sprincie drużynowym techniką dowolną.

Otepaeae to ulubione miejsce Kowalczyk na sportowej mapie. Uwielbia tam przyjeżdżać, uwielbia startować, podkreślając wyjątkowy klimat i atmosferę tam panującą oraz ludzi, który na biegach i sporcie znają się jak mało kto. W sobotnim sprincie „klasykiem” jednak trochę zawiodła. Nie zdołała przebrnąć ćwierćfinału, choć z tą akurat konkurencją wiąże ogromne nadzieje w kontekście mistrzostw świata w Falun, a do Estonii nie przyjechało sporo zawodniczek ze ścisłej światowej czołówki, w tym najlepsze Norweżki. Kiepsko wypadła również Jaśkowiec, która w ogóle nie przeszła eliminacji. W przypadku pani Sylwii wielkim zaskoczeniem to jednak nie było, bo ona styl klasyczny niezbyt lubi, dużo lepiej wypada w dowolnym. Jest w tej kwestii całkowitym przeciwieństwem Kowalczyk, która „klasyk” kocha, a „łyżwy” nie znosi.

Tymczasem dziś dwukrotna mistrzyni olimpijska w sprincie rozgrywanym techniką dowolną pobiegła znakomicie, Jaśkowiec podobnie, stąd wszystko zaowocowało pierwszym w obecnym sezonie podium dla Polski. Nasze reprezentantki od początku zmagań spisywały się znakomicie. Pewnie wygrały swój półfinał, a w finale zaraz narzuciły mocne tempo, usadawiając się w ścisłej czołówce. Na półmetku przyspieszyły i wraz ze Szwedkami Idą Ingemarsdotter i Stiną Nilsson oraz Norweżkami Maiken Caspersen Fallą i Ingvild Flugstad Oestberg uciekły rywalkom. Z każdym pokonywanym metrem stawało się jasne, że ta trójka (a raczej szóstka podzielona na trzy ekipy) rozstrzygnie między sobą walkę o zwycięstwo. Tak też się stało, a biegnąca na ostatniej zmianie Jaśkowiec do końcowych metrów walczyła o pierwsze miejsce. Zajęła trzecie, tracąc do Norweżek zaledwie 0,1 s, a do Szwedek 0,9. Tak wyrównana i piękna była to walka.

Niezależnie od tego, że do Estonii nie przyjechały najlepsze zawodniczki obecnej edycji Pucharu Świata, sukces Polek trzeba docenić. Jaśkowiec pokazała, że styl dowolny ma opanowany naprawdę nieźle, a Kowalczyk? Cóż, udowodniła, że ostatnio staje się mistrzynią paradoksów. Oto bowiem w kilku ostatnich startach kiepsko wypadała w swej ulubionej i koronnej technice (najświeższy przykład – sobota), natomiast nadspodziewanie dobrze wypada w tak nielubianej przez siebie „łyżwie”. Dziś pobiegła w niej bowiem tak, że można było ręce składać do oklasków. 

Co ciekawe, dzisiejsze zmagania w sprincie drużynowym były jedynymi w tym sezonie PŚ. Kolejny start w tej konkurencji Kowalczyk i Jaśkowiec czeka podczas lutowych mistrzostw świata w Falun, a po tym, co dziś pokazały, można po cichu liczyć na kolejną niespodziankę z ich strony. Nawet medal.

Przed Falun biegaczki czeka jeszcze kilka startów w PŚ, najbliższe w dniach 23-25 stycznia w rosyjskim Rybińsku. Zaplanowano tam zmagania techniką dowolną – na 10 km i sprint – oraz bieg łączony 2x7,5 km. Kowalczyk, choć to nie jest jej styl, ma w planach w nich wystąpić.

 

Piotr Skrobisz