Sukcesy Polaków
Sobota, 17 stycznia 2015 (15:28)Rafał Sonik został zwycięzcą
37. Rajdu Dakar w kategorii quadów, a Krzysztof Hołowczyc z francuskim pilotem Xavierem Panserim zajęli trzecie miejsce w gronie kierowców samochodów.
Rafał Sonik jest drugim Polakiem, który stanął na najwyższym stopniu podium tej imprezy. Pierwszym był mieszkający w Holandii Dariusz Rodewald, który w 2012 r. triumfował w zespole jadącym ciężarówką.
Ostatni, trzynasty etap z Rosario do Buenos Aires o długości 393 km, z pierwotnym pomiarem czasu na dystansie 174 km, organizatorzy skrócili do 100 km z uwagi na obfite opady deszczu. Wygrał go Willem Saaijman z RPA, a Sonik uplasował się na siódmej pozycji.
48-letni krakowianin w klasyfikacji generalnej o prawie 2 godziny i 55 minut wyprzedził Argentyńczyka Jeremiasa Feriolego i o 3 godziny 43 minuty Boliwijczyka Waltera Nosiglię.
Sonik po raz czwarty stanął na podium tej imprezy. Rok temu był drugi, a w 2009 i 2013 – trzeci. Trzykrotnie zdobywał Puchar Świata FIM w cross-country (2010, 2013, 2014).
W 37. Rajdzie Dakar był jedynym Polakiem wśród 45 quadowców, którzy 4 stycznia wystartowali z Buenos Aires. Do stolicy Argentyny dojechało jedynie 18.
– Dakar to dla mnie życie, które przeżywa się w dwa tygodnie. Po wielkich przygotowaniach zaczyna się od wielkich nadziei, później przychodzą kłopoty, złe i dobre decyzje, radości, smutki, czasem rozczarowania i zawsze ponownie nadzieje – przyznał krakowianin, który do Ameryki Południowej poleciał mocno zmotywowany, by odnieść zwycięstwo.
Hołowczyc trzeci w gronie kierowców samochodów
Z kolei Krzysztof Hołowczyc z francuskim pilotem Xavierem Panserim zajęli trzecie miejsce w gronie kierowców samochodów. Zwyciężył po raz drugi w karierze Katarczyk Nasser al-Attiyah przed reprezentantem RPA Ginielem de Villiersem.
Ostatni, trzynasty etap z Rosario do stolicy Argentyny Buenos Aires miał 393 km. Z uwagi na silne opady deszczu odcinek specjalny skrócono o ponad 100 kilometrów, do zaledwie 34.
Hołowczyc, z mieszkającym od kilku lat w Warszawie Panserim, jechali bardzo rozważnie, podobnie jak cała czołówka. Już piątkowy odcinek był „etapem przyjaźni”. Olsztynianin wierzył, że stolica Argentyny będzie dla niego ponownie szczęśliwa.
Siedem lat temu afrykański rajd został odwołany z powodu zagrożenia atakami terrorystycznymi na terenie Mauretanii, a w 2009 r. przeniesiony do Ameryki Południowej. W tym roku Hołowczyc wystartował w tej imprezie po raz dziesiąty.
– W 2009 również zaczynaliśmy w stolicy Argentyny i była to udana dla mnie impreza, gdyż uplasowałem się na piątej pozycji. Powtórzyłem ją dwa lata później, a w styczniu 2014 r. zająłem szóstą pozycję – wspomniał 52-letni olsztynianin.
Lecąc w grudniu do Ameryki Południowej, powiedział, że od lat ma jedno stałe marzenie – stanąć na podium. – Środkowe miejsce byłoby najlepsze, ale nie pogardzę i tym z prawej, i tym z lewej strony. W rajdzie, tak jak w życiu, ważne jest też szczęście. Chciałbym, aby mi towarzyszyło na całej trasie, żebym nie miał żadnych przygód – dodał.
Tym razem obyło się bez większych przygód i wypadków. Najpoważniejszy miał w styczniu 2013 r., kiedy to z połamanymi żebrami i urazem kręgosłupa trafił do szpitala po wypadku na trasie trzeciego etapu. Po rehabilitacji wrócił do rywalizacji i w listopadzie zdobył Puchar Świata w cross-country – najwyższe trofeum w tej dyscyplinie sportu samochodowego.
MPA, PAP