„Frankowicze” pod ścianą
Sobota, 17 stycznia 2015 (09:21)Po decyzji Banku Centralnego Szwajcarii, który zaprzestał obrony kursu franka wobec walut zagranicznych, szwajcarska waluta zdecydowanie się umocniła, co wyraźnie widać po jej relacji do złotego.
Szwajcarzy, wiedząc, że pod koniec stycznia Europejski Bank Centralny rozpoczyna tzw. poluzowanie ilościowe (skupi obligacje rządowe i korporacyjne za ponad 500 mld euro, czyli na taką kwotę dokona „dodruku” euro), uznali, że nie są w stanie już bronić relacji swej waluty do euro na dotychczasowym poziomie 1,2 franka za euro.
Relacja ta gwałtownie obniżyła się do poziomu poniżej 1 franka, a to oznacza, że za jednego franka trzeba już płacić nie tak jak do tej pory 3,5 zł, a 4,2-4,3 zł, co oznacza dewaluację polskiej waluty o ponad 20 proc. To oznacza nie tylko wyraźne podwyższenie rat kredytów spłacanych przez „frankowiczów”, ale także wzrost wartości samych kredytów, które zostały kredytobiorcom jeszcze do spłacenia.
Przypomnijmy tylko, że już na jesieni 2014 r. sytuacja posiadaczy kredytów zdenominowanych we frankach była niewesoła, bo frank cały czas się umacniał (cena za franka na rynku walutowym wahała się w okolicach 3,5 zł). Pod koniec maja 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF opublikowała dane dotyczące mieszkaniowych kredytów hipotecznych, z których wynikało, że jest ich blisko 1,8 mln, przy czym tych w walutach obcych aż 700 tys.
Jeszcze gorzej wyglądała ich struktura. Otóż wartość 1,1 mln kredytów złotowych wynosiła wtedy blisko 162 mld zł, natomiast wartość 0,7 mln kredytów walutowych wynosiła aż 170 mld zł. Wśród kredytów walutowych dominowały kredyty we frankach, było ich ponad 560 tys., a ich wartość sięgała wtedy kwoty 136 mld zł (pod koniec maja poprzedniego roku po kursie niewiele ponad 3 zł za jednego franka).
Jak wynikało z tego raportu, coraz bardziej pogarszała się także relacja pomiędzy wartością kredytów hipotecznych a wartością nieruchomości (mieszkań), które zostały za nie nabyte i które są ich zabezpieczeniem. Według KNF, już wtedy blisko 200 tys. kredytów hipotecznych miało większą wartość niż nieruchomości, które je zabezpieczały, przy czym zdecydowana większość z nich to kredyty frankowe.
Kredyty na blisko 80 mld zł przekraczały wartość nabytych za nie nieruchomości od 100 do 120 proc., a kredyty na kolejne 40 mld zł przekraczały wartość nabytych za nie nieruchomości o ponad 120 proc.
Umacniający się frank cały czas powodował, że mimo spłat dokonywanych przez kredytobiorców powiększała się wartość kredytu pozostającego do spłaty. Co więcej, powiększała się także różnica pomiędzy kwotą kredytu a wartością kupionego za niego mieszkania.
W najgorszej sytuacji są kredytobiorcy, którzy pożyczali we frankach w latach 2007-2008, kiedy jego kurs wynosił od 2 do 2,5 zł i takich kredytobiorców jest ponad 240 tys. To właśnie w tych przypadkach spłacane raty kredytu stanowiły blisko 130-140 proc. tych początkowych i to w tych przypadkach już wtedy było coraz więcej problemów z ich spłatą. Blisko 40 tys. z nich banki uznały za zagrożone.
Pod decyzji szwajcarskiego banku te dane dramatycznie się pogorszyły. W tej sytuacji klub Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział złożenie w Sejmie projektu ustawy pozwalającej osobom zadłużonych we frankach na wystąpienie do banku z oświadczeniem woli, że będą spłacały kredyt po kursie z dnia 14 stycznia 2015 r. (czyli po kursie sprzed decyzji szwajcarskiego banku centralnego, a więc po 3,5 zł za franka).
Projekt ustawy jest oparty na obowiązującym zapisie z polskiego kodeksu cywilnego „o nadzwyczajnej zmianie okoliczności ekonomicznych, nieprzewidzianych w momencie podpisywania umowy”. Otóż decyzja szwajcarskiego banku uznana zostałaby w projekcie ustawy za taką właśnie okoliczność.
Zobaczymy, jak na ten projekt zareaguje rządząca koalicja Platformy i PSL.
Dr Zbigniew Kuźmiuk