• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Dążmy do patriotyzmu gospodarczego

Piątek, 16 stycznia 2015 (19:48)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, ekonomistą, rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

„Solidarność” proponuje połączyć górnictwo z energetyką. Jak ocenia Pan ten pomysł?

– Pomysł to za mało. Potrzebne są konkretne propozycje. Które firmy branży energetycznej mają przejąć kopalnie? Czy tylko te, które potrzebują węgla? W krótkiej perspektywie jest teoretycznie szansa na utrzymanie dzięki temu zatrudnienia w kopalniach. W dłuższej perspektywie pojawi się dylemat podmiotu dominującego w grupie kapitałowej. Raczej nie będą nim kopalnie. Rozpoczęte już inwestycje w energetyce bazujące na węglu (Opole, Jaworzno, Kozienice) są dobrą okazją do szybkiej oceny szeroko rozumianej opłacalności pomysłu „Solidarności”. Jednak istotnym elementem analizy musi być także słynny pakiet klimatyczny.

Co sprawia, że polski węgiel jest mniej konkurencyjny od sprowadzanego z zagranicy?

– Na szczęście tylko część polskiego węgla jest mniej konkurencyjna od węgla z importu. Głównie ta część, słabej jakości, zalegająca na zwałach. 23-proc. VAT na pewno nie pomaga konkurencyjności. Jednak istotnymi czynnikami obniżającymi konkurencyjność większości polskich kopalń są m.in. nadmierne zatrudnienie na powierzchni oraz urągające wszelkim zasadom etycznym kolosalne różnice w wynagrodzeniach górników a zarządów i całej kopalnianej administracji. Dobrej klasy polski węgiel energetyczny broni się na rynku. Konkurencyjność to także skala nakładów inwestycyjnych. Przedstawiciele rządu nieustannie informują o ogromnych środkach przeznaczonych na inwestycje, a to musi dzisiaj oznaczać, przy założeniu, że inwestycje mają sens, niższą rentowność tych kopalni, które inwestują. Owoce przyjdą jutro. Pojawia się więc pytanie – kto te owoce zbierze?  

Wicepremier Janusz Piechociński w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że żadna grupa społeczna w Polsce nie została objęta takim wsparciem finansowym ze strony budżetu państwa jak górnicy...

– Dla mnie górnik to człowiek pracujący w bardzo trudnych i niebezpiecznych warunkach pod ziemią. Czasem trzysta, a czasem tysiąc metrów pod ziemią. Miałem kiedyś okazję spędzić trzy godziny, tysiąc metrów pod ziemią, w kopalni obok pracujących górników. Twierdzenie wicepremiera jest co najmniej bardzo mało konkretne i wprowadza w błąd. Wystarczy wspomnieć beneficjentów polskich kiedyś banków. Przecież z tego „wsparcia finansowego” raczej w większym stopniu niż górnicy skorzystali członkowie zarządów otrzymujący np. stutysięczną pensję albo prawie milionową odprawę. Premier-gospodarz powinien zaprezentować konkrety: tyle na nowe maszyny i urządzenia, tyle na mniej lub bardziej potrzebne analizy, opracowania, BHP i informatykę, a tyle na szkolenia. Premier-polityk opowiada o wsparciu. Taki argument to kompromitacja, tzn. że program, na podstawie którego to wsparcie było realizowane, nie był programem potrzebnym kopalniom i Polsce. Można się zatem zastanawiać, czy nie był polityczną, wyborczą łapówką?  Pamiętajmy, że górnictwo to całkiem dorodna kura znoszące może nie złote, ale kaloryczne jaja. Z tytułu obligatoryjnych obciążeń tylko górnictwo węgla kamiennego zasiliło w 2013 r. budżet kwotą ponad 7 miliardów złotych. Czyli plus minus ok. 30 proc. ceny zbytu tony węgla trafiło do budżetu państwa i samorządów.

Trzy lata temu kopalnie miały zyski, co stało się w ciągu tego stosunkowo krótkiego czasu, że dzisiaj jest tak źle?

– Gospodarka to twór bardzo dynamiczny i każdego dnia jest w innym miejscu. Popyt, podaż, ceny i polityka krążą niczym nogi tancerzy kankana. Raz w górę raz w dół. Do ubiegłego roku był raczej czas dobrych cen na węgiel. Ostatnie miesiące to nie tylko spadek cen ropy naftowej. To także wyraźny już czas deflacji w kraju, a zatem to nic innego jak spowolnienie. Wystarczy porównać dynamikę produkcji przemysłowej w ostatnich kilkunastu miesiącach. Polska tylko +0,3 proc., Słowacja +3,0 proc., Węgry +5,8 proc, Irlandia +33 proc. A Niemcy, nasz największy partner handlowy, niestety – 0,6 proc. Słaba dynamika to m.in. spadek popytu na węgiel. W połączeniu z brakiem potrzebnych od lat zmian w górnictwie węgla kamiennego musiało to dać efekty niestety niekorzystne dla górników, kopalń i państwa.

Kompanii Węglowej rzeczywiście grozi bankructwo?

– Na pewno już najwyższy czas na bankructwo polityki uprawianej przez specjalistów od wsparcia, kopania i „pancernej brzozy”. Od wielu lat twierdzę, że Polsce potrzebny jest patriotyzm gospodarczy. To z kolei oznacza mozolną budowę, każdego dnia, przyjaznego Polsce i Polakom, przedsiębiorcom i firmom systemu gospodarczego. Rządzący już wiele razy pokazywali, że dla wyborczego zwycięstwa potrafią opracować cudowny program restrukturyzacji, wybrać się np. do szejka z Kataru i ogłosić, że stocznia została uratowana. Górnictwo potrzebuje programu, który połączy potrzeby i możliwości państwa z kapitałem przedsiębiorczości polskich inwestorów.

Taki program jest możliwy?

– Jeśli prywatni inwestorzy mówią, że tak, to chyba możemy powiedzieć, że to jest możliwe. W trakcie zajęć z ekonomii studentów uczymy o cyklu życia produktu. Taki cykl dotyczy także instytucji, firm i kopalń. W Polsce zlikwidowano już wiele kopalń. Czas na rozwiązania dające życie, czas na skończenie z „polityką gospodarczą” specjalistów od pendolino, Pekao i złomowanych niemieckich leopardów.   

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki