Wyzwanie Janowicza, zagra szóstka?
Piątek, 16 stycznia 2015 (16:56)Agnieszka Radwańska spotka się z Japonką Kurumi Narą, a Jerzy Janowicz z Argentyńczykiem Juanem Martinem del Potro w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Australian Open. Szczególnie łodzianin nie miał szczęścia w losowaniu drabinki, bo błyskawicznie trafił na rywala z najwyższej półki. Być może na kortach Melbourne Park (w singlu) pojawi się aż sześciu polskich tenisistów.
Del Potro zajmuje co prawda 338. miejsce w światowym rankingu, ale to tenisista znakomity, który jeszcze rok temu był w nim czwarty. Dlaczego zatem spadł tak nisko? Z powodu kontuzji lewego nadgarstka, której nabawił się podczas Australian Open. Kontuzji eliminującej go z gry prawie na rok. Teraz wraca i nawet nie stara się ukryć, jakie cele mu przyświecają. Oczywiście mowa o powrocie na szczyt, i to powrocie błyskawicznym. Argentyńczyk ma na koncie 18 wygranych turniejów ATP, w każdej z imprez Wielkiego Szlema był przynajmniej w ćwierćfinale. Jedną wygrał – US Open w 2009 roku. To pokazuje, jak ciężkie zadanie czeka Janowicza. Polak w ogóle wylosował fatalnie, bo jeśli pokona del Potro, to w kolejnej rundzie zmagań w Melbourne może trafić na bardzo groźnego Francuza Gaëla Monfilsa, a potem Hiszpana Feliciano Lopeza. Wiele zależeć będzie od samego Janowicza.
Poprzedni sezon miał nieudany, obecny rozpoczął od triumfu w Pucharze Hopmana i przeciętnego występu w Sydney. Już pozwolił się zapamiętać z gorszej strony – awanturnika, wiecznie wykłócającego się z sędziami i mającego do nich o wszystko pretensje. Miejmy nadzieję, że w Melbourne utrzyma nerwy na wodzy, bo tylko w ten sposób może powalczyć o realizację swoich celów. Przed rokiem w Australii dotarł do trzeciej rundy, więc ma do obrony sporo punktów.
Więcej szczęścia Radwańskiej
Radwańska miała więcej szczęścia w losowaniu, ale i ona nie może powiedzieć, że będzie miała łatwo. Zacznie od starcia z Narą i powinna pokonać ją szybko. Już w trzeciej rundzie na jej drodze może jednak stanąć niewygodna Amerykanka Varvara Lepchenko, a potem jej rodaczka Venus Williams. W ćwierćfinale prawdopodobną rywalką Polki będzie Czeszka Petra Kvitová. To wszystko duże nazwiska, lecz z drugiej strony marząc o wielkich triumfach, z takimi przeciwniczkami trzeba sobie radzić. A Radwańska marzy. W 2014 roku w Melbourne osiągnęła życiowy sukces, docierając tam do półfinału. Wcześniej granicą nie do przejścia był dla niej ćwierćfinał, w którym grała czterokrotnie.
Na razie jesteśmy pewni udziału dwojga Polaków w turnieju w Melbourne, ale może być ich aż sześcioro, bo kolejni dziś zagrają w trzeciej, decydującej rundzie kwalifikacji. Wcześniej awans do niej wywalczył Łukasz Kubot, a dziś dołączyli do niego Michał Przysiężny (pokonał Amerykanina Bradleya Klahna 6:4, 6:4), Urszula Radwańska (6:0, 6:3 z Argentynką Paulą Ormaecheą) oraz Katarzyna Piter (3:6, 6:4, 6:0 z Japonką Misą Eguchi). Wszyscy prezentują się naprawdę nieźle, szczególnie młodsza z sióstr Radwańskich, która zapomniała o problemach zdrowotnych trapiących ją przez cały poprzedni sezon i wreszcie gra tak, że można składać ręce do oklasków.
Faworyci? My oczywiście wierzymy w Radwańską, która ma „papiery” na wygrywanie. Rok temu w Melbourne nie wykorzystała szansy na życiowy sukces, bo turniej układał się przedziwnie, jedna za drugą odpadały z niej wielkie nazwiska i wydawało się, że Polki nie zatrzyma nikt i nic. A jednak uległa Dominice Cibulkovej, z którą wcześniej nigdy nie miewała problemów i regularnie wygrywała. Potem w finale Słowaczka przegrała z Na Li. Chinka w rozpoczynającym się za kilkadziesiąt godzin turnieju już nie wystąpi, bo zakończyła karierę. Główną kandydatką do zwycięstwa będzie oczywiście Amerykanka Serena Williams, z którą Radwańska pierwszy raz w karierze wygrała w finale Pucharu Hopmana. I choć była to impreza pokazowa, ten sukces pokazał, że nawet wielką gwiazdę i ikonę tenisa można nadkruszyć. Wielką ochotę na sukces ma również Rosjanka Maria Szarapowa, także Kvitová czy Białorusinka Wiktoria Azarenka. W przypadku tej ostatniej trzeba jednak postawić znak zapytania, bo długo borykała się z problemami zdrowotnymi.
Wśród mężczyzn zabraknie sensacyjnego zwycięzcy US Open, Chorwata Marina Cilicia, który leczy kontuzje. On jednak i tak nie był zaliczany do grona faworytów, bo tych, głównych, jest dwóch. To lider rankingu, Serb Novak Djoković, który w Melbourne wygrywał już czterokrotnie, oraz wicelider, Szwajcar Roger Federer, marzący o 18. triumfie wielkoszlemowym. Grał już w 60 z rzędu imprezach tej rangi, a kilka dni temu wygrał tysięczny mecz w karierze.
W Melbourne tenisiści walczyć będą o prestiż, sławę i wielkie pieniądze. W puli nagród znalazło się bowiem 40 milionów dolarów australijskich, czyli przeszło 120 milionów złotych. Zwycięzcy zarobią po 3,1 miliona, a ci, którzy odpadną już w pierwszej rundzie, 34 500.
Piotr Skrobisz