• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Dramat polskich rodzin

Czwartek, 15 stycznia 2015 (19:22)

Z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Rafał Stefaniuk

 

Zaskoczył Pana znaczący wzrost wartości franka szwajcarskiego?

– W żaden sposób. Wielokrotnie już na kartach „Naszego Dziennika” ostrzegałem, że sytuacja franka może się kiedyś wymknąć spod kontroli. Że to może być pułapka dla 700 tys. gospodarstw domowych, które wzięły kredyt we frankach. Także wielokrotnie słychać było głosy wzywające rząd do podjęcia działań podobnych do tych, które zastosował premier Orbán na Węgrzech, a tym samym uchronił swoich obywateli przed bankructwem.

Dlaczego nie podjęto działań?

– Eksperci rządowi żyli w ułudzie, że frank jest bezpieczny. Senatorowie Prawa i Sprawiedliwości zorganizowali w Senacie RP kilka miesięcy temu specjalną debatę, ostrzegając przed zagrożeniem. Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak twierdził, że ostrzeżenia są sianiem pesymizmu, że kredyty się dobrze spłacają i że nie ma jakichkolwiek zagrożeń, a banki świetnie sobie radzą. Widać dzisiaj, jak nieodpowiedzialne były to słowa i jak wielką odpowiedzialność powinny ponieść instytucje nadzoru, czyli Ministerstwo Finansów czy Narodowy Bank Polski. Te organy jeszcze do wczoraj twierdziły, że nie ma problemu. A analitycy bankowi, zwłaszcza TVN-u, uważali, że Szwajcaria nigdy nie zmieni kursu franka do euro, no i dzisiaj zmieniła. Dlatego mamy franka po prawie 5 zł.

Jak wygląda teraz sytuacja polskich kredytobiorców?

– Wiele osób brało kredyt w sytuacji, gdy frank kosztował 2 zł, i to często na 30 lat. Jeśli ta rata rośnie z dnia na dzień o 600 zł i trzeba to będzie spłacać jeszcze przez 30 lat, kiedy mieszkania tanieją, to to jest nie do spłacenia! Bo ludzie spłacający 300 tys. przez 7 lat mają nagle do spłacenia 600 tys. To jest dowód na to, jak łatwo jest Polaków ograbić, wpędzić w tarapaty i wyssać z nich finansową krew. Część kredytobiorców już miała problemy przy kursie 3,5, a co dopiero na poziomie 4,5. To jest prawdziwy dramat wielu polskich rodzin, które tego ciężaru nie udźwigną. Te 700 tys. gospodarstw ma do spłacenia o prawie 25 mld złotych więcej, czyli zamiast zadłużenia kredytobiorców franka na poziomie 130 mld mają 154 mld. Czyli ktoś tę różnicę będzie musiał oddać.

Co powinni zrobić kredytobiorcy?

– Powinni mieć pretensje do władzy, która zlekceważyła ten problem. Następnie właściwie powinni zacząć się modlić, bo za bardzo nie widać szybkiego i rozsądnego rozwiązania dla tej sprawy. Interwencja walutowa NBP nic nie da. Poza tym zmniejszyły się rezerwy NBP aż o 6 mld dolarów, więc nie ma tam za dużo pieniędzy. Banki same znajdą się w krytycznej sytuacji, więc na pewno nie będą chciały przewalutować tych kredytów, choć trzeba było to dawno zrobić. A więc jest to dramatyczna sytuacja i z pewnością wiele polskich rodzin będzie miało dzisiaj naprawdę ciężką noc.

A co ta decyzja oznacza dla banków?

– Trzy duże banki działające w Polsce będą miały gigantyczne kłopoty, ponieważ połowa ich puli kredytowej udzielonych kredytów to są te właśnie we franku. A jeden z dużych banków przy kursie powyżej 4,2 jest nawet zagrożony bankructwem. Sprawa więc dotyczy stabilności całego polskiego systemu finansowego.

Rząd rozwiąże tę sytuację?

– Nie spodziewałbym się tego. Władza żadnej grupie społecznej nie potrafi zapewnić właściwych warunków funkcjonowania, chronić ich przed rozbojem, przed lichwą. Mamy problem nie tylko górników, teraz pojawił się problem kredytobiorców we franku szwajcarskim. To jest duża grupa społeczna, często na eksponowanych stanowiskach pracy i z pewnością weźmie pod uwagę to, że ktoś rządzi naszym krajem i odpowiada za stabilność naszego rynku finansowego.  

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk