Polska Margaret Thatcher?
Czwartek, 15 stycznia 2015 (10:05)W Sejmie trwają intensywne prace nad nowelizacją ustawy, która umożliwi restrukturyzację Kompanii Węglowej, ale tak naprawdę likwidację 4 kopalń węgla kamiennego i zwolnienie z nich przynajmniej 11 tysięcy pracowników. Prace te są tak pospieszne, że projekt, który w poniedziałek trafił do Sejmu, we wtorek miał pierwsze czytanie w komisjach, a już wczoraj odbyło się jego drugie czytanie po to tylko, żeby jutro go przegłosować.
Senat na najbliższym posiedzeniu przyjmie go najprawdopodobniej bez poprawek, nie będzie więc on musiał wracać do Sejmu, szybko zostanie podpisany przez prezydenta Komorowskiego i w ciągu 7 dni po opublikowaniu w dzienniku Ustaw wejdzie w życie.
Wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy pod ziemią w kilku kopalniach protestuje ponad 2 tysiące górników, na powierzchni pod przewidzianymi do likwidacji kopalniami powstały „miasteczka protestu” gromadzące mieszkańców zagrożonych miast, a do akcji protestacyjnej dołączają nie tylko kopalnie z pozostałych koncernów węglowych, ale także kolejarze.
W sejmowych kuluarach pojawiają się spekulacje, że w związku z tym, iż reputacja premier Ewy Kopacz tak bardzo ucierpiała w wyniku licznych „wpadek”, czego swoistym podsumowaniem była konferencja prasowa na 100 dni urzędowania, to PR-owcy wymyślili wykreowanie jej jako polskiej Margaret Thatcher.
Tymczasem wczorajszy wywiad Kamila Durczoka z premier Ewą Kopacz w TVN24 dobitnie pokazał, że szefowa rządu nie ma pojęcia, na czym ma polegać restrukturyzacja Kompanii Węglowej. Pani premier zaprzeczała, że restrukturyzacja oznacza tak naprawdę likwidację 4 kopalń, próbowała przekonywać, że kopalnie przekazane spółce restrukturyzacyjnej będą dalej funkcjonować, choć z projektu ustawy bezpośrednio wynika, że jedynym zadaniem spółki restrukturyzacyjnej jest ich likwidacja.
Rzeczywiście rząd premier Kopacz nie ma argumentów, które przekonywałyby kogokolwiek o konieczności likwidacji wspomnianych kopalń. Skoro w cztery kopalnie, które teraz chce się likwidować, w ostatnich paru latach zainwestowano ponad 700 mln zł, to pytania górników o racjonalność takich decyzji dyrekcji kopalń zatwierdzonych przez zarząd Kompanii Węglowej są jak najbardziej uzasadnione.
Uzasadnione są także pytania o gwałtowny wzrost kosztów wydobycia 1 tony węgla, w roku 2007 było to tylko188 zł, ale już w roku 2013 aż 310 zł, co oznacza blisko dwukrotny jej wzrost. Biorąc pod uwagę nawet wzrost wynagrodzeń w górnictwie w ciągu ostatnich 6 lat, a także inflację, która określa wzrost innych kosztów wydobycia w tym okresie, zdaniem ekspertów średni koszt wydobycia 1 tony nie powinien przekraczać 240-250 zł, a był już rok temu o ponad 60 zł na tonie wyższy.
Niestety, na te wszystkie wątpliwości Platforma i PSL nie mają dobrych odpowiedzi, a ich działania w parlamencie przypominają działania taranu wyrażające się w powiedzeniu, „że po nas choćby i potop”. Znamienna w tej sprawie jest wypowiedź wiceministra gospodarki Tomasza Tomczykiewicza, który zdumionym dziennikarzom oświadczył, że Śląsk „da sobie radę bez górników”.
Skoro poseł Platformy, jednocześnie minister ze Śląska, składa tego rodzaju deklaracje, to oznacza, że partia rządząca oderwała się zupełnie od rzeczywistości i uznaje, że wydobywanie węgla w tym regionie nie musi być podstawą gospodarki. To bardzo odważna teza, ale ona nie czyni z premier Kopacz Margaret Thatcher, ale raczej szefową rządu, która wyraża zgodę nie tylko na ostateczną degradację Śląska, ale także na rezygnację z naszego najważniejszego surowca energetycznego.
Dr Zbigniew Kuźmiuk