Celowa dekarbonizacja
Środa, 14 stycznia 2015 (19:49)Z Bolesławem Piechą, posłem do Parlamentu Europejskiego z ramienia PiS, rozmawia Magdalena Pachorek
Podczas wczorajszego wystąpienia w Parlamencie Europejskim Donald Tusk nie poruszył problemu górnictwa w Polsce. Czyżby nie chciał zwracać uwagi na niepowodzenia swojej koalicji?
– Donald Tusk jest koniunkturalistą i doskonale wyczuwa zarówno nastroje panujące w Unii Europejskiej, jak i życzenia pewnych sił politycznych czy osobowości, takich jak chociażby Angela Merkel. W związku z tym nie będzie się wychylał.
Natomiast problem górnictwa jest bardzo poważny. Nie dotyczy on tylko lokalnej społeczności Śląska, jak próbuje wmawiać rząd i część mediów, żeby zbuntować resztę Polski przeciwko górnikom. To jest strategiczny problem nie tylko dla Polski, ale również dla Unii Europejskiej.
W przypadku naszego kraju węgiel jest głównym nośnikiem energii. Niestety, coraz bardziej doskwiera nam tzw. ubóstwo energetyczne, czyli zbyt duży nakład środków na energię elektryczną ponoszony przez przeciętną polską rodzinę. Ta energia będzie nas kosztować coraz więcej, gdyż każda polityka prowadząca do dekarbonizacji, czyli wyeliminowania węgla z produkcji elektrycznej, będzie podnosić jej cenę.
Polityka Unii Europejskiej dąży do likwidacji źródeł energii emitujących dwutlenek węgla, do których m.in. należy właśnie węgiel kamienny. Czy wspólnota rzeczywiście może być niezależna od tego surowca?
– UE jest ideologicznie zapatrzona w tzw. pakiet klimatyczny i nie dostrzega tego, że cały potężny proces związany z dekarbonizacją jest niekorzystny również dla niej samej. Po pierwsze, ze względów konkurencyjnych, gdyż Australia, USA, Chiny, Indie czy Brazylia mają w nosie unijne apele o zrezygnowanie z węgla jako głównego nośnika energii.
Po drugie, ze względów rozwojowych, jako że część UE, głównie nowe państwa, jest dzisiaj w absolutnej potrzebie, żeby węgiel był podstawą ich energetyki. Surowiec ten zapewnia bowiem w miarę przewidywalny rozwój cen i pewną stabilną dostępność nie najdroższej energii.
Należy wskazać również na hipokryzję, która towarzyszy UE. Wspólnota kupuje ok. 200 mln ton węgla, tymczasem Polska produkuje 70-80 mln ton. Zatem nie rozumiem, czemu ma służyć zamykanie polskich kopalń z dobrym jakościowo surowcem. Jedną z większych bajek jest tłumaczenie, że cena węgla rosyjskiego jest wielokrotnie niższa, gdyż koszt naszego węgla jest podobny do cen na rynkach światowych.
Jak można zamykać polskie kopalnie, skoro na unijny rynek przez porty Amsterdamu, Rotterdamu czy Antwerpii płyną miliony ton węgla kupowanego w Australii i USA, a także importowanego przez wschodnią granicę z Ukrainy i Rosji? Jest to jedna wielka hipokryzja, z którą należy walczyć. Państwa UE nadal kupują duże ilości węgla, ta tendencja wcale nie maleje, wręcz rośnie. Jedynym wnioskiem płynącym z unijnych zabiegów jest eliminowanie z rynku polskiego górnictwa.
Jak politycy europejscy wypowiadają się w kwestii problemów polskiego górnictwa?
– Europa, zwłaszcza jej stara część, jest ideologicznie zielona. Tam wszystko jest w recyklingu, wszystko jest odnawialne, wszystko jest zielone. W tej mentalności ludzi, co mnie zresztą bardzo dziwi, nie ma miejsca na czarną energię z węgla. Nie przez przypadek jest nazywana ona czarną, a przecież nie daje czarnego światła.
Na jakich zasadach jest możliwe porozumienie między górniczymi związkowcami a rządem?
– Przede wszystkim dialog i wyciągnięcie pewnych konsekwencji z postulatów związkowych, jak i z obserwacji tego sektora gospodarki. Ważną sprawą jest przeprowadzenie audytu, ale nie cenowego, tylko zarządczego. Niewątpliwie górnictwu zaszkodziło wiele nietrafionych czy wprost głupich decyzji, jak również niewłaściwe obsadzanie stanowisk w zarządzie Kompanii Węglowej osobami z teczki politycznej, a nie z przygotowaniem merytorycznym.
Poza tym należy uznać możliwość modernizacji oraz inwestycji w polskie kopalnie węgla kamiennego i w elektrownie węglowe. Warto przypomnieć, że mamy jedne z najmniej sprawnych kotłów energetycznych w stosunku do UE.
I wreszcie trzeba usiąść do rozmów, przy czym nie można ich prowadzić przy użyciu takich słów jak „pajacowanie”. Publiczne zwracanie się do obywateli w tym tonie nie przystoi żadnemu urzędnikowi. Moim zdaniem, za takie zachowanie, które jest ewidentnym brakiem szacunku dla związkowców, człowiek ten powinien zostać wyrzucony z pracy.