• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Byle dłużej, byle dalej, byle do wyborów

Środa, 14 stycznia 2015 (19:35)

Z posłem Tomaszem Latosem (PiS), przewodniczącym sejmowej Komisji Zdrowia, rozmawia Rafał Stefaniuk

Konflikt Ministerstwa Zdrowia z lekarzami POZ już został zażegnany. Wydaje się, że sytuacji kryzysowej można było uniknąć.

– Oczywiście, że tak. Należało ze sobą rozmawiać, i to systematycznie, od dawna, a nie tylko pozorować rozmowy. Gdyby nie doszło do zerwania negocjacji 29 grudnia, konflikt udałoby się zagasić do 1 stycznia. Nie byłoby wtedy zamkniętych gabinetów i tych wszystkich problemów. Kluczem jest,  żeby ze sobą rozmawiać, a odnoszę wrażenie, że minister Arłukowicz tego nie chce.

Jak wygląda Pana współpraca jako przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia z ministrem Arłukowiczem?

– Nasza współpraca wygląda tak, że minister na ogół nie przychodzi na posiedzenia komisji. Jeżeli przychodzi, to wykorzystuje tę sytuację do przepychanek politycznych, podsycając konflikt, a nie dążąc do rozwiązania jakichkolwiek spraw. Mam wrażenie, że życie Arłukowicza w ministerstwie odbywa się pod hasłem: byle dłużej, byle dalej, byle do wyborów. W ten sposób nie da się niczego zrobić i naprawić służby zdrowia.

Minister zostanie odwołany przed następnymi wyborami?

– Tego nie wiem, a nie chcę wróżyć z fusów. Dla rządu nie jest ważne, czy sytuacja w służbie zdrowia się poprawia, czy pacjenci są zadowoleni. Ważne jest, żeby minister Arłukowicz bezdyskusyjnie wykonywał wszystkie polecenia, biorąc na siebie całe niezadowolenie społeczne, a tym samym zdejmując to brzemię niezadowolenia z premiera. Wydaje się, że dopóki będzie słuchał Ewy Kopacz, dopóty będzie na tym stanowisku.

Rokrocznie przez służbę zdrowia przechodzą te same problemy. Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy?

– Powodów jest wiele. To są zarówno braki finansowe, błędy organizacyjne czy myślenie czysto resortowe. Trzeba pamiętać, że służba zdrowia jest problemem ponadresortowym. Również wydatki to jest zagadnienie ponadresortowe. To wszystko jest systemem naczyń połączonych i trzeba na to patrzeć szerzej. Kwestią podstawową jest wyznaczenie kierunków na przyszłość, tak aby ustalić, ile w państwie powinno być prywatnej, a ile publicznej służby zdrowia. Przypomnijmy, że Platforma już próbowała zrobić z lekarzy biznesmenów. Jak widzimy, problemów jest bardzo dużo, ale podstawą jest to, żeby chcieć ze sobą rozmawiać. Jeżeli minister zdrowia i premier nie chcą tego robić, to problemów się nie rozwiąże.

Pełnomocnik rządu w Ministerstwie Zdrowia minister Beata Małecka-Libera zapowiedziała powstanie ustawy, która ma naprawić sytuację w służbie zdrowia. Ustawy, której dopomina się środowisko medyczne.

– Naprawdę nie wiem, o czym już mówi minister Małecka-Libera, czy mówi o ustawie o zdrowiu publicznym, czy jeszcze o czymś innym. Jeżeli wyjdzie ponad to, czym powinna się w pierwszej kolejności zająć, czyli ustawą o zdrowiu publicznym, to to spowoduje jeszcze większy chaos. Ustawa o zdrowiu publicznym jest normatywem niezwykle potrzebnym i ważnym. Powiem więcej, ona już leży w Ministerstwie Zdrowia od 2-3 lat, albo i dłużej. Jakimś dziwnym trafem pokrywa się kurzem i nikt jej z szuflady nie chce wyciągnąć. Naprawdę nie trzeba powoływać pełnomocnika premiera do tego, żeby wyciągnąć ustawę z szuflady. Do tego potrzeba woli politycznej i chęci zmian.

Według pełnomocnik, ustawa ma być nowa. Rząd ma się nią zająć do końca kwietnia, tak aby Sejm mógł podjąć jej temat przed wakacjami. Możliwe jest, aby w tak krótkim terminie stworzyć dokument, który naprawi zaniedbania ostatnich lat?

– Po pierwsze, nie wierzę, żeby jednym dokumentem udało się wszystko naprawić, a po drugie, podobny dokument już jest, więc można wyciągnąć go wcześniej niż przed końcem kwietnia. Obawiam się, że problem jest jeszcze gdzie indziej. Chodzi o zrobienie na koniec zagrania PR-owskiego, jak to cudownie się teraz wszystko poprawi i jak w końcu po ośmiu latach Platforma coś pięknego wymyśliła. Pewnego rodzaju kamień filozoficzny, który rozwiąże wszelkie problemy. Natomiast spuścizna zostanie następnemu rządowi. Jeżeli z ustawą będą związane skokowe wzrosty nakładów finansowych i wszelkie inne problemy, to ten ewentualny kłopot będzie zostawiony następnemu rządowi. Tak to, wydaje mi się, jest robione. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk