Zmiany muszą być realne
Środa, 14 stycznia 2015 (15:33)Z Wojciechem Pacholickim, wiceprezesem Porozumienia Zielonogórskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk
W ubiegłym tygodniu zakończył się spór między lekarzami a Ministerstwem Zdrowia. Jak sytuacja przedstawia się obecnie?
– Porozumienie jest dobre. W dużej części realizuje nasze oczekiwania. Na razie jest realizowane przez MZ i przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Te wszystkie rzeczy, które dotyczyły zapisu umowy, czy postanowienia prezesa są w toku. Elektroniczne aneksy do umów są już gotowe, a papierowe są drukowane. Tu ustalenia idą dobrze, a drugi obszar dotyczący zmian legislacyjnych, powołania zespołów, które mają monitorować to, co się dzieje w systemie zdrowia, to dopiero pieśń przyszłości. Jestem dobrej myśli.
Rząd odbudował swoje zaufanie?
– To nie jest kwestia zaufania, my musimy pracować z każdym i zakładać dobrą wolę. Po negocjacjach doszło do konferencji ministrów, która miała dwie fazy. Pierwsza to ta pana Bartosza Arłukowicza. W żadnej mierze nie mogła się ona podobać. To w niej słyszeliśmy o 2 miliardach zł i wiele, wiele różnych bajek w wydaniu szefa resortu zdrowia. W drugiej fazie głos zabrał wiceminister Sławomir Neumann, który już prezentował całkiem inną retorykę. Mam nadzieję, że jeśli emocje opadną, to ta współpraca dobrze się ułoży. Działamy w jednej sprawie i musimy te relacje jakoś zbudować, by ten system działał. Przez cały 2014 rok wykazaliśmy maksimum dobrej woli i pracy, żeby do tego konfliktu nie doszło. Niestety, nie udało się. Jednakże z każdej sytuacji trzeba wyciągnąć wnioski. Wniosek jest dla mnie jeden: lepiej rozmawiać niż doprowadzać do sytuacji kryzysowych.
Pełnomocnik rządu Beata Małecka-Libera zapowiedziała powstanie ustawy, która ma naprawić sytuację w służbie zdrowia. Rząd ma się nią zająć do końca kwietnia tak, aby jeszcze przed wakacjami podjął ją Sejm.
– Nie chodzi o zaspokojenie naszych potrzeb, ale na zwrócenie uwagi na fakt, że my znamy naszą pracę od strony praktycznej. Wiemy, jak system działa. Wiemy, co można poprawić, a które rozwiązania na starcie są skazane na porażkę. Urzędnik siedzący kilkadziesiąt lat w ministerstwie nie ma takiej wiedzy jak lekarz prowadzący od lat przychodnie i powinien z takiej wiedzy korzystać. Dotychczas ministrowie nie chcieli czerpać z naszej wiedzy. Wtedy byłoby dużo łatwiej. Jeżeli pani Małecka-Libera ma takie propozycje, to ja się mogę pod nimi podpisać. Nie musi to być specustawa, ale niech eksperci wreszcie mają możliwość powiedzenia, co jest do zrobienia. Żeby to nie było dzieło urzędnika, który sam to sobie napisze i później będzie to forsował. Szansa na stworzenie takiego dokumentu jest i warto byłoby ją wykorzystać. A okres pół roku do wakacji sejmowych może być realny.
Rola ekspertów w pracach legislacyjnych ministerstwa może się zwiększyć?
– To jest pytanie do ministra. Ja bym tego oczekiwał. Z ekspertami jeździłem od marca 2014 r. do ministerstwa i spędziliśmy tam naprawdę bardzo dużo czasu. Niestety, nasze uwagi były w 100 proc. nieuwzględnione. Mówię tu o merytorycznych kwestiach. Ministerstwo oczywiście rozmawiało z nami, ale nie chciało nas słuchać. Późniejsze projekty nie zmieniały się chociażby o jeden przecinek. Dla służby zdrowia lepiej by było, jakby do powstania tych projektów dopuścić środowisko medyczne. System składa się z wielu gałęzi i to musi być skonsultowane z przedstawicielami wszelkich działów.