Propaganda sukcesu
Wtorek, 13 stycznia 2015 (19:46)Słuchając podsumowania „25 lat wolności” wygłoszonego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, można było dojść do wniosku, że żyjemy w wyjątkowo szczęśliwym kraju. Czy tak jest?
Odejdę od swoich osobistych doświadczeń i zasugeruję, żeby to pytanie zadać tym milionom młodych ludzi, którzy opuścili granice naszego pięknego kraju. Co prezydent powie tym, którzy musieli zostawić rodziny, bo dla nich dobrej pracy w naszym kraju nie było. Na pytanie to powinny odpowiedzieć wszystkie osoby, które są wykluczone z rynku pracy z powodu czynników tj. wiek, czy płeć. Co mają powiedzieć ci, którzy borykają się z bezrobociem strukturalnym? Czy z prezydentem zgodzą się strajkujący na Śląsku górnicy? Co mają powiedzieć oni i ich rodziny? Jak oni podsumują „25 lat wolności”? Tych pytań rodzi się wiele...
Mówienie o rzeczywistości po 1989 roku, jako jednym wielkim triumfalnym okresie wzrostu gospodarczego jest przekłamaniem. Jest to rodzaj propagandy sukcesu uprawianej na nowo. Nie można oczekiwać od prezydenta, że na podsumowaniu 25-lecia dokona on swoistej krytyki. Nie oczekuję tego.
Oczywistym jest, że prezydenckie wystąpienie musi mieć charakter retoryczny, jest elementem marketingu politycznego – wzmacniającym optymizm i przekonania. Tego zabiegu nie uzyska się, gdy w przemówieniu występują nieścisłości i przekłamania. A pominięcie obszarów wykluczenia, które w Polsce istnieją, tych osób, które zostały wyrugowane z niezależności finansowej sprawiło, że przemówienie straciło na przekazie optymizmu.
Na nucie martyrologicznej łatwo grać. Łatwiej odnieść się do czegoś, do czego pamięć ludzka już odnieść się nie może i operować wokół argumentów historycznych. Zapewne istnieją jakieś elementy naszego życia, które można by było nazwać sukcesem i przypisać rolę pierwiosnków rozwoju naszego kraju, społeczeństwa, kultury, a może nawet życia gospodarczego. One niestety w polskiej rzeczywistości są obwarowane politycznymi uwarunkowaniami, pełnych odwołań, że ktoś personalnie coś zrobił i reprezentował taką a nie inną partię. Z tym zawsze wiąże się pewne zagrożenie. Stąd też odwołanie się do wydarzeń historycznych jest bardzo bezpieczne.
Podsumowanie prezydenta, którego z pewnością sam nie napisał, a zostało ono dla niego przygotowane, miało na celu wywołać silne emocje. A to najprościej osiągnąć przez resentyment, a więc historia pasuje tutaj najlepiej.
Dr Marcin Zarzecki