Koalicja strachu
Sobota, 13 października 2012 (06:13)Wotum zaufania, o które wystąpił wczoraj Donald Tusk dla swojego rządu, to pytanie własnych posłów, czy popierają własnego premiera, i próba przestraszenia ich wizją weryfikacji w przyspieszonych wyborach.
Mandat do rządzenia Polską ta ekipa straciła, decydując się - bez konsultacji z obywatelami w formie choćby referendum - na podniesienie wieku emerytalnego, którego żadna z partii tworzących koalicję podczas kampanii wyborczej nie zapowiadała. Do polityków Platformy Obywatelskiej musiało dotrzeć, że nie mają wyjścia.
Alternatywą braku wotum mogły być tylko przyspieszone wybory parlamentarne, mogące kosztować tych, którzy od 5 lat rozgaszczają się na rządowych stołkach, a wraz z krewnymi i znajomymi w rządowych agencjach i spółkach Skarbu Państwa, utratę profitów czerpanych z udziału w rządzącej koalicji.
Donald Tusk nawiązał nawet do postawy tych niepokornych posłów koalicji rządzącej, którym sumienie nie pozwoliło zagłosować w tym tygodniu za aborcją. Wyraził nadzieję, że realizacja polityki prorodzinnej sprawi, iż "znikną upiory wojny aborcyjnej".
- Wtedy być może znikną także upiory wojny aborcyjnej z tej Wysokiej Izby. Szczególnie gorąco dedykuję te słowa koleżankom i kolegom z Platformy Obywatelskiej, którzy podjęli kilkadziesiąt godzin temu decyzję w sprawie ustawy antyaborcyjnej, która w mojej ocenie nie służy dobrze polskiej matce i polskiemu dziecku - powiedział Tusk.
Ostatnio o wotum zaufania dla Sejmu i potwierdzenie w ten sposób poparcia uznał za stosowne wystąpić w czerwcu 2003 r. Leszek Miller, którego koalicja rządowa była targana wychodzeniem z koalicji PSL. Dodatkowo między ówczesnym szefem rządu a prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, próbującym przejąć od Millera inicjatywę na lewicy, kwitła "szorstka przyjaźń". Od dnia triumfalnego zdobycia wotum zaufania w Sejmie rząd Millera wegetował jeszcze niecały rok, gdy Aleksander Kwaśniewski powołał na premiera Marka Belkę.
Premier bez formy
Jeżeli ktoś z niecierpliwością oczekiwał, że od wygłaszającego "drugie exposé" premiera dowie się, co dobrego albo złego szykuje nam na kolejne lata, może czuć się rozczarowany. Donald Tusk wyraźnie bez formy wygłaszał swoje słabe przemówienie.
Zdumiewające, bo raczej pasujące do premiera po raz pierwszy przejmującego władzę i zamierzającego "zrobić porządek" po poprzedniku.
Dowiedzieliśmy się, iż będą organizowane przetargi na budowę autostrad, modernizowane tory kolejowe i kupowany nowy tabor. Wszystko jak w jednym ze spotów wyborczych z Donaldem Tuskiem w roli głównej: "Już wkrótce Polacy zaczną wracać z emigracji, bo praca tu będzie się opłacać. Będą nas leczyć dobrze zarabiający lekarze i pielęgniarki, dobrze zarabiający nauczyciele będą uczyć nasze dzieci, dobrze zarabiający policjanci będą dbać o nasze bezpieczeństwo. Przy polskich drogach wyrosną nowoczesne stadiony i pływalnie". Z tą tylko różnicą, iż w "drugim exposé" Donalda Tuska służba zdrowia nie istniała.
Być może premier wyszedł z założenia, iż po 5 latach rządów swojej ekipy publiczna ochrona zdrowia jest w takim stanie, że bezpieczniej będzie udawać, że nie ma o czym mówić. To, co podczas kolejnych kampanii mówi Donald Tusk, dla słuchaczy premiera faktycznie ma już jednak niewielkie znaczenie. W ciągu 5 lat premier pokazał bowiem, iż w realizacji złożonych obietnic jest niewiarygodny.
A mając pod kontrolą "sterroryzowaną" wizją wcześniejszych wyborów koalicyjną większość w Sejmie i tak zrealizuje te obietnice, które będzie chciał. W rezultacie takiej wybiórczej realizacji zapowiedzi sam rząd chwali się przede wszystkim przeprowadzeniem tych przedsięwzięć, które oznaczają głębsze sięgnięcie do kieszeni obywateli: podwyższeniem wieku emerytalnego, likwidacją ulg czy podniesieniem składki rentowej.
Festiwal "durnych spotów"
Po raz kolejny Donald Tusk dał też wczoraj dowód, iż nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności za działania i obietnice swojej ekipy i już awansem winę za ewentualne niepowodzenie zrzuca na kogoś innego.
Przed rokiem podczas kampanii wyborczej bombardowani byliśmy spotem Platformy z udziałem czołowych polityków PO - nazwanym później przez unijnego komisarza Janusza Lewandowskiego (PO) spotem "nieco durnym" - zapowiadającym, iż Platforma ma świetną ekipę, która wywalczy dla nas 300 miliardów z unijnych funduszy.
Wczoraj dowiedzieliśmy się, iż 300 miliardów z Unii wcale nie jest takie pewne, a ma to wynikać - jak tłumaczył premier - ze sceptycyzmu do unijnego budżetu ze strony brytyjskich konserwatystów. Kto za ewentualne niepowodzenie ma odpowiadać, sugerował Tusk.
- Ci, którzy są w rodzinie razem z konserwatystami brytyjskimi - myślę tutaj o europarlamentarzystach PiS i Solidarnej Polski - powinni, jak sądzę, wykonać maksimum wysiłku, aby przekonać swoich partnerów w Parlamencie Europejskim do zmiany stanowiska - mówił wczoraj Tusk. Obiecał, że złożone obietnice będzie się starał spełnić.
- Chcę grać z państwem w otwarte karty: to, co zapowiemy, będziemy starali się robić. I zrobimy - pod jednym warunkiem: że będziemy dysponowali większością parlamentarną - mówił.
Tak jak podczas wygłaszania swojego pierwszego exposé w 2007 r., tak jak przed rokiem, tak też wczoraj premier opowiadał o konieczności tworzenia przedszkoli. Konkretną inicjatywą szefa rządu jest propozycja wydłużenia urlopów macierzyńskich. Wyjaśniał, iż taki urlop, z którego mogliby skorzystać zarówno matka, jak i ojciec, może trwać nawet rok.
- Będziemy proponowali matce i ojcu (...) taką formę urlopu, w którym będzie można otrzymać 100 procent, tak jak do tej pory w przypadku półrocznego urlopu macierzyńskiego. A kiedy będzie decyzja o tym, że rodzice decydują się na roczny urlop macierzyński, będzie to wynosiło 80 procent tej wartości przez cały rok. To jest najwyższy pułap, jaki znamy w Europie, a równocześnie czyni ten projekt odpowiedzialnym - mówił.
Premier nie sprecyzował, czy wynagrodzenie za okres urlopu w całości będzie ponosił pracodawca. Zaznaczył, iż realizacja tego projektu jest realna "późnym latem 2013 r.". Stwierdził, iż w 2015 r. "rozwiążemy definitywnie" problem opieki nad dziećmi.
- Chcemy, żebyśmy w 2015 roku mogli z czystym sumieniem powiedzieć, że każde polskie małe dziecko ma płatne miejsce u boku mamy, taty, a w odpowiednim momencie ma miejsce w przedszkolu i żłobku - dodał Tusk. Zaproponował także zmianę finansowania budowy żłobków.
- Samorząd będzie musiał włożyć własnego wkładu tylko na poziomie 20 proc., kiedy zdecyduje się na budowę nowego żłobka. O dofinansowanie będą też mogły ubiegać się podmioty prywatne - dodał.
Księżycowe zyski z łupków
Tusk powtórzył zapowiedź, iż na jednym z najbliższych posiedzeń rząd zajmie się projektem ustawy w sprawie gazu łupkowego. Zapowiedział 60 mld zł inwestycji w energetykę, a ponadto powołanie specjalnej spółki Inwestycje Polskie. Jej operatorem ma być Bank Gospodarstwa Krajowego. Do 2015 r. BGK ma dysponować kapitałem 40 mld zł na cele inwestycyjne. Kolejne 100 mld zł to kwota inwestycji, jaka do 2022 r. ma zostać włożona przez Ministerstwo Obrony Narodowej w "bezpieczeństwo Polski".
Wśród propozycji dla przedsiębiorców powtórzył zapowiedź wprowadzenia możliwości kasowej metody rozliczania podatku VAT dla firm o obrotach do 1,2 mln euro rocznie. Tusk zadeklarował, iż w obecnej, trudnej sytuacji na rynku pracy nie zapadnie decyzja w sprawie ozusowania umów cywilnoprawnych. Zaniepokojenie odczuwać mogą natomiast drobni przedsiębiorcy płacący ryczałtowe składki ZUS. Donald Tusk zasygnalizował, iż rząd jest gotowy do rozmów o wprowadzeniu składek proporcjonalnych do dochodu.
- Chcę powiedzieć, że podzielam pewien punkt widzenia. Mianowicie ten, że nie może być tak, jak jest dzisiaj w Polsce, że 14 milionów ludzi, 14 milionów Polaków, którzy zarabiają w różnych formach zarabiania (etat, umowa-zlecenie, umowa o dzieło), że z tych 14 milionów Polaków aż 5 milionów płaci składki inne, niż wynika to z ich dochodów - mówił Tusk. Premier nie wskazał źródła pochodzenia kilkuset miliardów złotych, na które opiewają złożone wczoraj obietnice.
Za udzieleniem wotum zaufania rządowi Donalda Tuska zagłosowało wczoraj 233 posłów, przeciw było - 219. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Do uzyskania wotum zaufania wystarcza zwykła większość głosów. Rząd został jednomyślnie poparty głosami Platformy (w głosowaniu nie brał udziału jedynie Roman Kaczor) i PSL (nie głosował tylko Mieczysław Łuczak).
Koalicję poparł też niezrzeszony Jarosław Jagiełło. Pozostałe kluby - a także niezrzeszony Mariusz-Orion Jędrysek - opowiedziały się jednomyślnie przeciw udzieleniu rządowi wotum zaufania.
Spośród posłów PiS nie głosowali: Izabela Kloc, Elżbieta Kruk oraz Krzysztof Lipiec. Z Ruchu Palikota udziału w głosowaniu nie brał Łukasz Gibała, z SLD - Zbigniew Matuszczak. W głosowaniu nie uczestniczył poseł Mniejszości Niemieckiej Ryszard Galla. W komplecie przeciw wotum zaufania dla rządu zagłosował klub Solidarnej Polski.
Artur Kowalski