• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Recepta, która jest trucizną

Sobota, 10 stycznia 2015 (11:32)

Program ratunkowy kojarzy się nam z ratowaniem substancji majątkowej, z powiększaniem zasobów Skarbu Państwa, samorządów, ogólnie rozumianej sfery publicznej czy sektora przedsiębiorstw. Od wielu lat opozycja, głównie ze strony Prawa i Sprawiedliwości, a także ze strony związków zawodowych górników, alarmowała o sytuacji w polskim górnictwie. Mimo tych sygnałów rząd PO – PSL nie podejmuje żadnych działań. Teraz złudnie wypisano receptę, która w rzeczywistości jest trucizną polegającą na likwidacji zakładów. Nie przekonuje mnie jako główny trzon planu ratunkowego likwidacja kopalni. Plan ten nie zawiera żadnych informacji o pozostałych zakładach, o kosztach, o sposobach zarządzania, o sposobie prowadzenia dialogu zarządu z załogą. Te problemy pozostają nierozwiązane. Jeżeli zobaczylibyśmy w pakiecie propozycje związane z uzdrowieniem sytuacji w Kompanii Węglowej, wtedy dyskusja byłaby poważna. Wówczas moglibyśmy mówić o planie ratunkowym.

Dzisiaj ten plan to tak naprawdę sposób likwidacji polskich kopalń. Będą to procesy likwidacyjne prowadzone po kawałku. Jeżeli uda się premier Ewie Kopacz i jej ministrom wdrożyć schemat likwidacyjny, będący według nich planem ratunkowym, to za krótki czas będziemy świadkami likwidacji kolejnych kopalń, a co za tym idzie bezrobocia i problemów społecznych. Na to nie może być zgody.

Zwróćmy  uwagę, że jeszcze kilka miesięcy temu ówczesny premier Donald Tusk i minister Janusz Piechociński nie mogli się zdecydować, czy Polska idzie w kierunku polityki energetycznej opartej na polskim węglu, czy idzie w stronę zielonej energii, a być może w stronę energii nuklearnej. Niestety brak profesjonalizmu w przygotowywaniu polskiej strategii widać nie tylko, jeżeli chodzi o dozór nad kluczowymi inwestycjami energetycznymi. Widać to także w obszarze gazoportu w Świnoujściu i w górnictwie węgla kamiennego w Polsce.

W górnictwie warto zwrócić uwagę na plan powoływania do zarządów spółek węglowych osób nominatów z nadania politycznego i to przynosi fatalne rezultaty. Polski program energii atomowej szumnie ogłoszony przez Tuska skutkował wydaniem kilkuset tysięcy złotych i powołaniem firmy, która miała być operatorem budowy elektrowni nuklearnej w Polsce. Jak dobrze wiemy, nominacje polityczne wyprzedziły jakiekolwiek plany tworzenia polityki nuklearnej i skończyło się tylko na tym, że podatnik zapłacił za fikcje.

Jeżeli chodzi o polski węgiel, to być może likwidacja kopalń decyzją pani premier Ewy Kopacz jest kontynuacją polityki uległości wobec Unii Europejskiej, której pierwszy etap widzieliśmy za czasów Donalda Tuska w 2008 roku. Następną uległością była kapitulacja Ewy Kopacz na szczycie klimatycznym, a teraz kolejny etap to zamykanie kopalń. Odnoszę wrażenie, że dzisiaj rząd, szczególnie w obszarze energetyki, bardziej śpiewa z nut, jakie przedstawiły nam kraje Europy Zachodniej, niż z polskiego śpiewnika.

Maks Kraczkowski