• Czwartek, 26 marca 2026

    imieniny: Emmanuela, Teodora, Larysy

Inny Paryż

Sobota, 10 stycznia 2015 (10:40)

Jesteśmy wciąż wstrząśnięci zbrodnią, jakiej dopuścili się islamscy bandyci na ofiarach w redakcji „Charlie Hebdo”. Nieważne, jakie ideologiczne i poprawne politycznie farmazony będzie publicznie wygłaszać prezydent François Hollande (i jakie będą powtarzać za nim usłużne media lewackie), masakra była motywowana religijnie. To oczywiste. „Obrońcy proroka” uderzyli na zlecenie samozwańczego kalifa Państwa Islamskiego. Policja francuska, eliminując terrorystów islamskich, mówiąc bez ogródek, wykonując na nich wyrok śmierci, próbowała uniemożliwić bandytom wypowiedzenie się, zaprezentowanie ich motywów opinii publicznej, a nieudolny i niepopularny prezydent Hollande chce uspokoić antymuzułmańskie nastroje w kraju. Jednak dzięki mediom motywy religijne morderców zostały w tym przypadku dość dobrze poznane, ponieważ islamiści dzwonili przed śmiercią do redakcji różnych gazet i stacji, opowiadając szeroko o swoich celach i inspiracjach religijnych.

Każdego dnia obserwujemy z wielką uwagą meldunki dochodzące do naszej Ojczyzny z Paryża. Z wielkim zainteresowaniem przyglądamy się rozwojowi wypadków w stolicy Francji. Jednak pamiętajmy, że zbrodnie ludobójstwa, które dokonują się z dala od centrum wielkiego świata, jakim jest Europa, mają miejsce niemal bez przerwy, są codziennością i dotyczą milionów ludzi. Egzekucje na bezbronnych cywilach, tylko dlatego, że wierzą w Chrystusa Pana, nie zwracają już takiej uwagi, jak śmierć pracowników redakcji tygodnika. Szczególnie jeżeli chodzi o Afrykę czy konkretnie Nigerię, w której nieustające zbrodnie Boko Haram właściwie zneutralizowały sumienie i emocje ludzi z wolnego świata.

Media oszołomione krwawymi wydarzeniami w Paryżu pominęły milczeniem fakt, że oto w jednym miejscu, w jednym mieście i jego okolicach islamiści zamordowali 2 tys. cywilów. Głównie chrześcijan. W ostatnich atakach Boko Haram w mieście Baga i w pobliskich wioskach spalono dziesiątki kościołów. Według napływających meldunków z miejsca zajść zamordowano 2 tys. osób.

Rzecznik archidiecezji Abudża, ks. Patrick Tor Alumuku powiedział agencji Fides, że zgodnie z doniesieniami i meldunkami Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Nigerii „w regionie puszczono z dymem wiele kościołów i zamordowano niezliczoną liczbę ludzi”. Przed masakrami do sąsiedniego Czadu uciekło ok. 10 tys. cywilów. Ksiądz Alumuku dodaje, że media zaniżają liczbę ofiar, aby wyciszać nastroje i nie dawać pretekstu do gwałtownych reakcji w społeczeństwie. Pogromy dokonywane przez islamistów mają również związek z kampanią wyborczą, gdyż w tym roku odbędą się wybory prezydenckie. Dlatego sytuacja jest jeszcze cięższa.

„Jeśli Boko Haram zdobywa jakieś duże miasto, nie czyni różnicy pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami, dlatego tysiące uciekają przed ich natarciem. Tylko w małych miejscowościach Boko Haram lepiej traktuje muzułmanów” – wskazuje kapłan.

Dla Boko Haram, przynajmniej z punktu widzenia ideologicznego, miasto, metropolia są oznaką wszelkiego grzechu, kojarzonego z Zachodem, który należy wypalić.

Inne ciekawe spostrzeżenie rzecznika archidiecezji Abudży jest informacja o tym, że konflikt nabrał wymiaru ponadnarodowego, rozrósł się na sąsiednie (i nie tylko) kraje. „Obok nigeryjskich bojowników w ich szeregach walczą także dżihadyści z Libii oraz Mali, którzy w wyniku operacji francuskiego wojska uciekli ze swoich krajów. Chcą przemianować północne tereny Nigerii w kalifat”.

Boko Haram kontroluje już 70 proc. stanu Borno. Właściwie ten północny stan federacji nigeryjskiej stał się kolejnym samozwańczym kalifatem, którego na razie nieformalnym kalifem jest lider bandy Abubakar Shekau. Legalne władze są w tej chwili grupą zastraszonych figurantów.

I nawet jeżeli niewiele możemy, nie jesteśmy w stanie odwrócić losu wyznawców Chrystusa w tym najludniejszym państwie Afryki, nie może być to dla nas sprawa odległa, nic nieznacząca, a nasze serca nie powinny być zimne czy obojętne wobec tego jakże realnego cierpienia konkretnych ludzi, dzieci, kobiet, mężczyzn.

Dr Tomasz M. Korczyński