• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Trwa protest górników

Piątek, 9 stycznia 2015 (09:25)

Ok. 1,3 tys. osób protestuje pod ziemią w związku m.in. z rządowym planem dla Kompanii Węglowej - poinformował szef górniczej "Solidarności" Jarosław Grzesik. Służby wojewody śląskiego określają liczbę uczestników podziemnego protestu na 967 osób.

Chodzi o zakłady: „Brzeszcze” w miejscowości o tej nazwie, „Bobrek-Centrum” w Bytomiu, „Sośnica-Makoszowy” w Gliwicach i Zabrzu oraz „Pokój” w Rudzie Śląskiej.

Na porannym briefingu przed kopalnią „Bobrek-Centrum” Grzesik przekazał, że rano w zakładach, które mają być zlikwidowane, protestowało pod ziemią ok. 1,3 tys. pracowników.

– To jest liczba, która się cały czas zmienia. Jedni odchodzą, niektórzy muszą, inni dochodzą. W tej chwili w kopalni „Bobrek-Centrum” protestuje ok. 150 osób – powiedział.

Jak dodał, najwięcej protestujących – ok. 600 – przebywało pod ziemią w kopalni Brzeszcze, gdzie tę formę protestu załoga podjęła jeszcze w środę, w dzień prezentacji rządowego programu.

Według informacji służb kryzysowych wojewody śląskiego, o godz. 5.00 pod ziemią po skończonych zmianach przebywało 679 osób z kopalni „Brzeszcze”, 83 osoby z kopalni „Bobrek-Centrum” (w tzw. ruchu Bobrek), 91 osoby z kopalni „Sośnica-Makoszowy” (w tzw. ruchu Makoszowy) oraz 114 osób z kopalni Pokój.

Związkowcy przekazali też, że taką samą formę protestu jak górnicy, którzy po swoich zmianach pozostają pod ziemią, przyjmują pracownicy powierzchni, których zgodnie z rządowym planem przede wszystkim obejmą zwolnienia (większość górników dołowych z likwidowanych kopalń ma być przeniesiona do innych zakładów). To głównie pracujący w zakładach przeróbczych oraz w administracji.

Rano Grzesik mówił, że w swoich miejscach pracy pozostali m.in. pracownicy przeróbki z obu części ostatniej bytomskiej kopalni. Na tzw. ruchu Centrum protestujący wyszli na dach zakładu przeróbczego – podobnie jak czynili to w przeszłości przy protestach przeciwko likwidacji swojej kopalni.

Według informacji związkowców, na swoich miejscach pracy jeszcze w czwartek zdecydowały się pozostać pracownice administracji z kopalni „Brzeszcze” oraz „Sośnica-Makoszowy”. W piątek do protestu miała też dołączyć administracja z „Bobrka-Centrum” i „Pokoju”.

Służby wojewody określały, że na powierzchni protestowało w piątek rano łącznie ok. 50 osób – 11 osób w „Sośnicy”, cztery w „Bobrku-Centrum” oraz 35 w „Brzeszczach”.

Dzisiaj rano w przewidzianych do likwidacji zakładach odbyły się kolejne już masówki. Związkowcy mówili na nich o kwestiach związanych z planem naprawczym dla KW. W pozostałych zakładach spółki rozpoczną się one w ciągu dnia. Na poniedziałek w całym regionie śląsko-dąbrowskim zaplanowano akcję protestacyjno-strajkową.

Związkowcy na razie nie chcą zdradzać szczegółów. Podkreślają jednak, że chodzi nie tylko o problemy górnictwa, lecz także sytuację znajdującego się na krawędzi upadku gliwickiego Bumaru (z branży zbrojeniowej) czy też zakładów przemysłu stalowego.

Według przyjętego w środę przez rząd planu naprawczego dla KW, możliwości dofinansowania tej spółki wyczerpały się i bez restrukturyzacji upadnie ona w ciągu miesiąca. Wśród rozwiązań wskazano likwidację czterech kopalń KW, przeniesienie 6 tys. osób do innych zakładów i osłony dla 5,2 tys. zwalnianych – kosztem ok. 2,3 mld zł.

Związkowcy podkreślają, że realizacja rządowego planu będzie miała bardzo negatywne skutki dla regionu. Przypominają, że miasta takie jak Bytom, w których przed kilkunastu laty zlikwidowano kopalnie, do dzisiaj borykają się ze strukturalnym bezrobociem i innymi problemami społecznymi.

Związkowcy deklarują, że są otwarci na rozmowy dotyczące programu naprawczego KW, warunkiem jest jednak wycofanie się z deklaracji ogłoszonych przez rząd w środę. Są zdania, że takie rozmowy powinny odbyć się na Śląsku. Jak mówił w piątek rano Grzesik, dotąd nikt z rządu nie skontaktował się ze związkami ani z załogami protestujących zakładów.

– Żadnej reakcji nie ma, czujemy się wystrychnięci na dudka. Obiecano nam, że ten plan naprawczy będzie z nami dyskutowany, że będzie uzgadniany, [...] że będzie on przyjmowany w konsensusie społecznym. Pani premier obiecała, że będzie inaczej niż do tej pory, okazało się jednak, że jest tak jak zwykle – mówił szef górniczej „Solidarności”.

MPA, PAP