• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Rola kobiety oczami islamistów

Środa, 7 stycznia 2015 (11:56)

Islamiści mają bardzo konkretną wizję co do funkcji, jaką powinna pełnić kobieta w ich społeczeństwie, jeśli nie w każdym. Obecność bandytów islamskich w Europie powinna niepokoić szczególnie feministki, ale niestety lewacy kroczą ramię w ramię z ruchami islamistycznymi, a wspólny wróg, chrześcijaństwo, jest ważniejszym faktorem do wzajemnej współpracy tych dwóch środowisk niż obrona jakichś idei wyzwoleńczych „płci uciskanej” w islamie. Dlatego lewa strona karmi to rozrastające się monstrum religijnego totalitaryzmu w Europie.

„Rola kobiety w dżihadzie” to głośny tytuł podręcznika wydanego ostatnio przez Państwo Islamskie (IS). Tekst został opublikowany w internecie. Instytut Badania Mediów MEMRI wskazuje, że w materiale edukacyjnym opisano m.in., jak rekrutować do armii dzieci-żołnierzy. Dzieci członków ruchu dżihadystów gromadzone są w obozach szkoleniowych, gdzie uczone są posługiwania się bronią, sztuk walki, odporności na ból, a także jak się powinno skutecznie ścinać głowy wrogów. Autorzy podręcznika wzywają matki do wpajania swoim dzieciom ideałów i wizji ruchu islamistycznego, aby podopieczni wzrastali w atmosferze gotowości do walki i oddania życia za sprawę swojej religii. Dzieciom ponadto powinno się zakazać tańczenia i uprawiania sportu, korzystania z komputerów oraz telewizji. Tego dzieci mają unikać. Ich zaangażowanie, czas, myśli i wola mają być ukierunkowywane na to, co najważniejsze: dżihad. Dlatego matki mają w nich przygotować chęć do podejmowania działań przydatnych do prowadzenia wojny, sztuki walk, strzelectwa, jeździectwa, ćwiczeń na przeżycie.

Państwo Islamskie jest odpowiedzialne za wielkie i nieustające cierpienie dzieci, zarówno muzułmańskich, jak i chrześcijańskich. Pod okupacją islamistów z IS muzułmańskie dzieci nie będą miały dzieciństwa, bo robi się z nich małych morderców, a wypędzonym z domów wsi oraz miast irackich i syryjskich dzieciom chrześcijańskim islamiści zabili cały dotychczasowy świat, zmuszając do tułaczki po kraju i poza jego granice. Część z nich udała się na emigrację do Jordanii i może ostatnia informacja, jaka dociera do nas z tego kraju, może tym razem nieco pocieszyć.

Spośród 7 tys. chrześcijan, którzy z Mosulu i Niniwy musieli uciekać do Jordanii, znajduje się także ok. 1,4 tys. dzieci w wieku szkolnym. Z inicjatywy Caritas Jordania komisja rządowa podjęła się poszukania sposobów na rozwiązanie problemów dzieci i młodzieży uchodźców. Chrześcijańskie dzieci z Iraku będą mogły uczęszczać do jordańskich szkół, przy czym, przede wszystkim do chrześcijańskich, m.in. do ośrodków należących do Łacińskiego Patriarchatu Jerozolimskiego, które podjęły się przyjęcia małych irackich uchodźców. Akcję intensywnie wspierają, oprócz chrześcijańskich środowisk, takich jak Caritas, także Ministerstwo Rozwoju Społecznego oraz międzynarodowe organizacje charytatywne dla dzieci.

Integracja dzieci z Iraku musi nastąpić jednak jak najszybciej, ponieważ rok szkolny już dawno wystartował, trzeba przysposobić chrześcijan z Iraku do nowych warunków, uzupełnić ich wiedzę oraz umożliwić im nadgonienie programu. Niestety na drodze do umieszczenia dzieci uchodźców w szkołach publicznych stoi kilka przeszkód. W przypadku uczniów z rodzin uchodźców w wielu przypadkach dzieci będą się zmagać z wieloma podstawowymi problemami edukacyjnymi. Wielu z nich nie mówi po arabsku, w wyniku traumy, bolesnych doświadczeń ma psychiczne urazy i problemy z koncentracją.

Miejmy nadzieję, że Jordania zachowa do końca tę godną docenienia postawę, której brakuje zazwyczaj w tym regionie (w tym miejscu pisałem o królu Jordanii, który odważnie wystąpił przeciwko islamistom, zob. TUTAJ).

Od 5 stycznia Syryjczycy udający się do sąsiedniego Libanu będą musieli na przykład na granicy zadeklarować cel i długość pobytu. Libańskie władze chcą w ten sposób ograniczyć napływ uchodźców z ogarniętej konfliktem zbrojnym Syrii. Do tej pory Syryjczycy mieli prawo pozostawać w Libanie do sześciu miesięcy bez żadnych formalności. Empatii i zrozumienia dla chrześcijan brakuje także na Zachodzie. I przede wszystkim ten lód w sercach ludzi z tak zwanego wolnego świata zachodniego (rzekomo chrześcijańskiego) należy roztopić. Muzułmanie z Jordanii pokazują, że nie jest to takie trudne.

Dr Tomasz M. Korczyński