• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Wielki triumf Kajetanowicza

Wtorek, 6 stycznia 2015 (20:36)

Kajetan Kajetanowicz i  pilot Jarosław Baran wygrali Rajd Janner, pierwszą eliminację mistrzostw Europy. Jadący fordem fiestą r5 Polacy byli w Austrii najszybsi na 17 z 18 odcinków specjalnych.

Był to drugi występ Biało-Czerwonych w tej imprezie. Przed rokiem też zaczęli ją znakomicie, wydawało się, że będą w stanie powalczyć o świetny wynik, ale na przeszkodzie stanęła awaria samochodu, przez którą musieli przedwcześnie wycofać się z rywalizacji. Wtedy perfekcyjnie wykorzystał to Robert Kubica, odnosząc zwycięstwo. Teraz Kubicy na starcie zabrakło, Kajetanowicz z Baranem się pojawili z mocnymi nadziejami na sukces. Chyba jednak sami nie przypuszczali, że wygrają w tak porywającym stylu, bijąc po drodze niesamowite rekordy.

Polacy najpierw byli najszybsi na odcinku kwalifikacyjnym, a potem w poniedziałek dali nadzwyczajny popis jazdy, wygrywając wszystkie (!) dziesięć zaplanowanych na ten dzień odcinków specjalnych. Tego w dziejach mistrzostw Europy jeszcze nie było. Owszem, przed laty dziesięć kolejnych oesów w Rajdzie Barum zgarnął Czech Jan Kopecky, ale on tą imprezę znał jak własną kieszeń, a poza tym odbywała się w zupełnie innych warunkach. W 2013 roku pierwszego dnia Rajdu Wysp Kanaryjskich na wszystkich próbach najlepszy był Kubica, jednak było ich tylko osiem, no i na trasie nie zalegał śnieg i lód. A w Austrii białego puchu było mnóstwo, pod nim znajdował się lód, co powodowało, że było ślisko, niebezpiecznie, a każdy błąd mógł skutkować wypadkiem.

- Dobre wyczucie pozwalało nam jechać niezwykle szybko, bo z maksymalnymi prędkościami, po śniegu i lodzie. To fantastyczne otwarcie sezonu. Zebraliśmy też mnóstwo punktów do klasyfikacji Ice Masters i to jest dla nas równie ważne. Natomiast najważniejsze jest to, że mamy dużo sportowej satysfakcji. Jestem dumny z zespołu – powiedział Kajetanowicz po zakończeniu pierwszego dnia rajdu.

Dziś nie zwolnił. Miał co prawda ogromną przewagę, jednak czuł, że dalej musi „cisnąć”. I jego łupem padał oes za oesem.

- Mieliśmy dziś dobry feeling. Atakowaliśmy od samego początku, nie chcieliśmy zwalniać, bo wtedy łatwo stracić koncentrację. A tę musieliśmy utrzymać do samego końca rajdu – podkreślił. Polacy wygrali 17 kolejnych odcinków, dopiero na ostatnim nieco zwolnili, by nie popełnić niepotrzebnego błędu. Jazda „bez ryzyka” dała im jednak drugie miejsce.

O tym, jak niewiarygodna była przewaga naszej załogi, świadczą najlepiej liczby. Drugi na mecie Francuz Robert Consai (peugeot 207 S2000) stracił do nich niebywałe 7.07,4 min, a trzeci Białorusin Aleksiej Łukaniuk (ford fiesta R5) 8.28,1. Kajetanowicz z Baranem jechali w innej lidze, kosmicznej, niedościgłej dla konkurentów. Czapki z głów!

Piotr Skrobisz