• Czwartek, 7 maja 2026

    imieniny: Ludmiły, Benedykty, Gizeli

Arłukowicz unika konfrontacji

Wtorek, 6 stycznia 2015 (12:14)

Ze Zdzisławem Szramikiem, wiceprzewodniczącym Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, może w trosce o pacjentów warto było jednak podpisać umowy i – jak sugeruje minister Bartosz Arłukowicz – przystąpić do negocjacji, a nie fundować pacjentom kolejny horror?

– Minister Bartosz Arłukowicz, hołdując swojej złej tradycji, nie stara się rozwiązać problemu, za to zręcznie manipuluje opinią publiczną. Umowy powinny zostać podpisane po szczęśliwie zakończonych negocjacjach, a nie przed, na początku czy w trakcie rozmów, których w tym wypadku, zresztą z winy ministra, nie ma. Nikt inny jak tylko minister zdrowia jest odpowiedzialny za wadliwe działanie systemu ochrony zdrowia i to on powinien zapewnić pacjentom możliwość otrzymania pomocy, ale niestety tego nie robi. Tak naprawdę nie chodzi mu o żaden dialog, a słowem tym szafuje tylko podczas coraz częstszych konferencji prasowych.    

Pana zdaniem, minister zdrowia celowo zmierza do konfrontacji?

– Myślę, że nie. Minister Arłukowicz nie radzi sobie, jest osobą skrajnie niekompetentną, a do tego niezwykle konfliktową. Bartosz Arłukowicz nie wie, jak wyjść z tej matni, w którą wprowadził nie tylko siebie, ale miliony polskich pacjentów. Z jednej strony ma budżet ograniczony decyzjami politycznymi, a z drugiej jest – jakby to ująć – za krótki, żeby to zmienić. W tej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania. Bartosz Arłukowicz ma się zmieścić w wartościach finansowych, które ma do dyspozycji z polecenia premiera, o czym możemy już otwarcie powiedzieć, ale niestety w tych realiach nie da się zrobić niczego dobrego, zwłaszcza w tak kosztochłonnej dziedzinie, jaką jest ochrona zdrowia. Z kolei lekarze nie podpisują umów, bo nie chcą firmować protezy, nie chcą też brać odpowiedzialności za konsekwencje źle funkcjonującego systemu. Powiedzmy to wprost – te zmiany, które próbuje się wcielić w życie, nie dość, że niczego nie poprawią, to dodatkowo jeszcze więcej popsują.      

Środowisko medyczne kolejny raz apeluje do Bartosza Arłukowicza o publiczną debatę. Dlaczego minister unika spotkania oko w oko z lekarzami, z którymi rozmawia przez media?

– Minister Arłukowicz unika rozmów, bo w merytorycznej dyskusji, gdzie nie ma kamer, tak naprawdę nie ma żadnych argumentów. Jedyne, w czym jest przekonujący, a przynajmniej tak mu się wydaje, to zohydzanie lekarzy w oczach opinii społecznej. Minister może nas bezkarnie obrażać, okłamywać pacjentów, konfabulować, ale nic więcej, bo merytorycznych argumentów nie ma.     

Minister zdrowia, który nie chce rozmawiać z lekarzami, ma jeszcze mandat do piastowania tego stanowiska?

– Tego mandatu Bartosz Arłukowicz nie ma już od dawna. Jest wielkim szkodnikiem w ochronie zdrowia w Polsce, zresztą podobnie jak jego poprzedniczka Ewa Kopacz. Kolejne decyzje tylko to potwierdzają. Oczekiwania, że obecna premier coś zmieni na lepsze, jest złudne. Jeżeli nie zmieni się filozofia sprawowania władzy w Polsce, jeżeli nie zmieni się podejście i przekonanie rządzących, że budżet to nasz łup, którym my dysponujemy i chcemy nim rozporządzać tak, jak nam się to podoba, a nie zgodnie z wolą społeczeństwa, to problemy będą się tylko piętrzyć. Powtórzę kolejny już raz – tu chodzi o ok. 60 milionów złotych oszczędności dziennie na pacjentach i to jest cena kłamstwa, manipulacji i oszukiwania Polaków.

Naczelna Rada Lekarska oburzona jest presją, jaką resort wywiera poprzez zapowiadanie nasyłania zmasowanych kontroli NFZ na lekarzy, którzy wahali się, czy podpisać umowy, przyrównuje je do metod rodem z PRL…

– To już nawet nie jest PRL, ale raczej CzK, Feliks Dzierżyński czy Beria, którzy mogliby się jeszcze wiele nauczyć od obecnie rządzących. Lekarze są pod presją. Część z nich podpisała aneksy do umów, często nie zdając sobie dokładnie sprawy z tego, co podpisują. Teraz są w środkach masowego przekazu obrażani, nazywani terrorystami, rzecznik praw pacjenta zapowiada kontrole i wszczynanie postepowań oraz kary. To, z czym mamy do czynienia, to jest presja i nic dziwnego, że w tej sytuacji część lekarzy czuje się pozostawiona sama sobie, podczas gdy wokół tworzona jest aura, że zamknięte na głucho przychodnie to tylko ich wina. Natomiast niewielu zastanawia się, dlaczego i gdzie tkwi prawdziwa przyczyna zamknięcia tych drzwi. W tej sytuacji decyzji wielu z naszych kolegów czy koleżanek nie można nazwać suwerennymi, ale są to decyzje podejmowane najczęściej pod presją, w atmosferze niepewności, strachu czy wręcz szantażu.

Część lekarzy, którzy początkowo zdecydowali się na podpisanie aneksów do umów z NFZ, teraz wycofuje się z tego…

– Jedni to robią w geście solidarności, inni uważają, że pospieszyli się, jeszcze inni po dokładnej analizie zrozumieli, co tak naprawdę podpisali. Do tej pory większość lekarzy podpisywała niejako w ciemno pewne rzeczy, uznając, że ich zadaniem jest leczyć, a inni powinni zadbać o całą otoczkę i prawną ochronę pracy. Zawsze na uwadze mamy to, aby leczyć pacjentów, więc kto chciałby wpuścić nas w maliny czy nam zaszkodzić. Okazało się, że jest inaczej. Tak było chociażby z ustawą refundacyjną, kiedy lekarze, którzy podpisali umowy, później płacili kary za zupełnie niezawinione przez nich rzeczy. Tak jest i teraz, bo umowy, do podpisywania których zachęcają resort zdrowia i NFZ, zawierają wiele pułapek. Wydaje mi się, że ktoś taki jak lekarz, który ma za zadanie leczyć, nie powinien być wpuszczany w maliny, tylko po to żeby pan minister wyszedł na gieroja, pokazując, że nie ugiął się, a system, mimo iż nieudolny i szkodliwy dla pacjentów, działa i że tylko lekarzom coś się nie podoba.     

NRL nie wyklucza skargi do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie pakietu onkologicznego. W czym rzecz?

– Minister Bartosz Arłukowicz, wprowadzając źle przygotowaną wewnętrznie niespójną reformę, naraził na szwank cały system i bezpieczeństwo pacjentów. Łamana jest zagwarantowana konstytucyjnie zasada równego dostępu do świadczeń medycznych. Nie jest tak, że ci, którzy będą mieć skierowania onkologiczne, pójdą osobną ścieżką, ale wypchną z kolejek tych, którzy nie mają choroby onkologicznej, a to nic innego jak złamanie zasady równego dostępu do świadczeń medycznych.   

Pakiet onkologiczny to nie jedyny problem w ochronie zdrowia w Polsce?

– Oczywiście. Dlatego nie jest to problem tylko lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego, ale problem całej ochrony zdrowia w Polsce i wszystkich pacjentów. Tak czy inaczej jesteśmy oszukiwani pseudoreformami przygotowanymi przez pseudofachowców, ludzi o moralnie wątpliwych kwalifikacjach. To wszystko sprawia, że system na takich podstawach nie działa i nie może działać. Powtórzę jeszcze raz – tu chodzi o ok. 60 milionów złotych dziennie, które zostają w kasie. Pieniądze, które można później wykorzystać na billboardy, reklamy wyborcze i na reelekcję przy okazji wyborów.          

Lekarze jednoczą siły przeciwko systemowi czy ministrowi?

– Prawdę mówiąc, systemu ochrony zdrowia w Polsce nie ma. To, co jest, to jedna wielka prowizorka, przypominająca gaszenie pożaru i łatanie dziur. Powiem otwarcie, że zjednoczył nas min. Arłukowicz, który konfabuluje i obraża lekarzy w oczach opinii publicznej, zrzucając na nas winę za to, że cały ten chory system nie działa. Musimy wspólnie zjednoczyć siły, żeby w ochronie zdrowia w Polsce coś zmienić, zmienić cały system, i to szybko, bo przy całym zaklinaniu rzeczywistości przez min. Arłukowicza nie jest to system dobry ani dla pacjentów, ani dla tych, którzy w nim pracują. Bartosz Arłukowicz zdaje sobie sprawę, że jego rola jako ministra dobiega końca i świadomie polaryzuje nastroje.    

Podczas konferencji prasowej nie wykluczył Pan strajku. Na czym miałby polegać ten protest?

– Strajk jest ostatecznością i decyzja o ewentualnym podjęciu tej formy protestu nie będzie podjęta bez uprzednich analiz. Są jeszcze inne metody pośrednie. Możemy np. wziąć jeden czy kilka dni urlopu na żądanie, co też może spowodować wstrząs systemu.

Zgodnie z kolejną odsłoną planu B ministra Arłukowicza wojewodowie w krytycznych sytuacjach mają zapewnić osobowy transport pacjentów do czynnych ośrodków. Będą też ulotki m.in. na stacjach benzynowych, w szkołach, przedszkolach, stacjach PKP i PKS czy Straży Pożarnej informujące o czynnych przychodniach…

– Brakuje tylko jeszcze, żeby ulotki te znalazły się na wieżach spadochronowych… Mówiąc jednak poważnie, wygląda na to, że premier Kopacz idzie w zaparte za min. Arłukowiczem. Inaczej mówiąc, szef ministra zdrowia jest taki sam jak minister. Pakiety informacyjne nazywane tak przez min. Arłukowicza przypominają działania w stanie wojennym czy wyjątkowym. Czyżby coś było na rzeczy?

Czy jest coś, co w tej sytuacji lekarze chcieliby przekazać pacjentom?  

– To nieprawda, że lekarze myślą tylko o sobie i że chcą ugrać tylko coś dla siebie. Chcemy natomiast, żeby powstał w końcu dobrze zorganizowany i elastyczny, dobrze finansowany system opieki zdrowotnej, który będzie przyjazny dla pacjentów, ale jednocześnie nie będzie godził w tych, którzy w tym systemie pracują. Niestety, na razie takiego systemu wciąż nie ma. Zmarnowaliśmy wiele lat na pustych obietnicach polityków takich jak Arłukowicz czy Kopaczowa. Czas najwyższy, żeby te rzeczy raz na zawsze odeszły do przeszłości. Nie wolno nam dłużej marnować życia, zdrowia, ale także pieniędzy polskich podatników, którzy mają prawo do uczciwej, kompleksowej opieki zdrowotnej. Propaganda i dmuchanie w trąby, które niczego dobrego nie zwiastują, dłużej nie ma sensu. Jako lekarze nigdy nie występowaliśmy przeciwko pacjentom, bo naszym zadaniem jest im służyć zgodnie z naszą wiedzą. Chcemy tylko zmusić polityków do tego, żeby zaczęli myśleć nie tylko o swoich stołkach, ale o ludziach i w końcu przestali ich okłamywać.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki