• Czwartek, 26 marca 2026

    imieniny: Emmanuela, Teodora, Larysy

Objawiajmy Zbawiciela całemu światu

Wtorek, 6 stycznia 2015 (12:12)

Już pod sam koniec liturgicznego okresu bożonarodzeniowego w wielu szopkach, jakie znajdujemy w naszych świątyniach, coś się zmieniło, ktoś nowy przybył do znajdujących się już tam osób i zwierząt. Obok grupy pasterzy stanęli trzej Mędrcy ze Wschodu, a do tradycyjnych owiec, osła i wołu, ogrzewających zmarzniętego małego Jezusa, dołączył również wielbłąd, który przybył z Kacprem, Melchiorem i Baltazarem. I tak jak te już wcześniej obecne w bożonarodzeniowej szopce zwierzęta mają swoje symboliczne znaczenie, tak też swój ukryty sens niesie ze sobą pojawienie się wielbłąda.

Osioł i wół przywołują nam tekst z proroka Izajasza, gdzie jest mowa o tym, że „wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, a Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie” (Iz 1,3). Zaś pod koniec tej biblijnej księgi dostrzegamy słowa, dzisiaj właśnie usłyszane w pierwszym czytaniu: „zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana” (Iz 60,6). A co współcześnie ma nam do powiedzenia wielbłąd, który prawie na samym końcu dołączył do tej wspólnoty zwierząt otaczających Boże Dziecię?

Pustynia – przestrzeń wyciszenia i odnajdowania Boga

Niewątpliwie, ów parzystokopytny, jedno lub dwugarbny przeżuwacz należy do biblijnego świata ssaków. W naszym wyobrażeniu stał się przydatny w dotarciu Mędrców ze Wschodu do Jezusowej szopy w Betlejem. W znaczeniu chrześcijańskim wielbłąd prezentuje się jako symbol poszukiwania Boga. To zwierzę jako jedno z nielicznych ma również zdolność życia na pustyni i przetrwania w tak trudnych warunkach. 

A przecież wiemy, iż w samotność oraz w milczenie piaszczystych przestrzeni udawały się wielkie biblijne osobowości, szukające głębszego kontaktu z Bogiem, jak np. Mojżesz, wielu z proroków czy św. Jan Chrzciciel. Przecież sam Pan Jezus, a później liczni eremici, asceci, mnisi, pustelnicy, a z bardziej współczesnych nam osób, np. św. Karol de Foucauld, oni wszyscy udawali się w ciszę pustyni na modlitwę. Wielu z nich w oderwaniu od zgiełku, a także od pośpiechu współczesności, próbowało odnaleźć tam samego siebie i na nowo odkryć Boga we własnym życiu.

Czyli – jak widać – pustynia w duchowym sensie nie jest miejscem wrogim dla życia, lecz oazą ucieczki, spośród tego rozkrzyczanego i powierzchownego świata, w którym tak często człowiek naraża sam siebie na zagubienie. Mistrzowie chrześcijańskiej duchowości dobrze o tym wiedzieli, że kto szuka Boga, ten musi sobie zabezpieczyć taki cichy, niemal pustynny obszar – duchowe miejsce – przestrzeń wyciszenia, wobec narzucających się każdego dnia potrzeb, zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych, stających się natrętną pokusą, tak trudną do odrzucenia.

Tajemnica Wielkiej, Maleńkiej Miłości 

Wielbłąd, związany z wędrówką Trzech Króli do Betlejem, kojarzy się nam z wytrwałością w pokonywaniu trudności, przecież potrafi nawet do 10 miesięcy wytrzymać bez wody, nie zapada się dzięki swym dwupalczastym nogom w miękki pustynny piasek, a trzecia powieka i zręcznie zamykane nozdrza zabezpieczają go przed piaskowymi burzami. To zwierzę wytrzymałe na dużą różnicę pustynnych temperatur jest symbolem i znakiem ubogacającej człowieka wewnętrznej ciszy. W swym niezwykłym spokoju zaprasza nas do kontemplacji, do rozważania tajemnicy Maleńkiej Miłości, do uwielbienia Boga objawiającego w tej betlejemskiej Dziecinie, że On, dobry Ojciec, kocha każdego z nas. Wreszcie zachęca nas do tego, byśmy dla naszych schorowanych, słabych i pokaleczonych rodzin szukali wzorca i schronienia w świętej Rodzinie, u Jezusa, Maryi i Józefa.

Wielbłąd ukazuje nam jednak jeszcze coś więcej. Gdy ktoś chce na nim jechać, pragnie owym dromaderem udać się w drogę, wówczas to juczne zwierzę musi samo najpierw uklęknąć, niejako przed nami się uniżyć. Tak oto prezentuje się wielbłąd, jako istota dla człowieka pomocna i cierpliwa oraz wytrwała, a także pokorna.

Dawniej i dzisiaj…

Czy potrafimy odnieść to porównanie do ludzi poszukujących Boga, dawniej i dzisiaj? W czasie biblijnym i później, na przestrzeni wieków, kobiety i mężczyźni, którzy wyruszali na odkrywanie w swym życiu Boga, byli przez swoich współczesnych szanowani. W sensie dosłownym czy też przenośnym szli na pustynię, by szukać swego Stwórcy. Oni nie wstydzili się samych siebie przywoływać do porządku, po to, aby być bardziej uległymi na działanie Bożej łaski w nas i poprzez nas w tym świecie. Właśnie w swych wysiłkach o duchowość i głębię życia, zawsze połączonych współpracą z Jezusem Chrystusem, często stawali się cenionymi doradcami i przewodnikami oraz kierownikami duchowymi dla ludzi wielkich i zwyczajnych swej epoki.

A jak jest dzisiaj? Współcześnie będziemy bardziej spotykać się z wyśmiewaniem pustynnego dromadera, szczególnie w zestawieniu jego możliwości z tym, co proponują obecne techniczne rozwiązania. Natomiast symboliczne znaczenie wielbłąda, jego pokora i cierpliwość, gotowość do niesienia osób i ich bagaży podczas ziemskiej karawany życia, nie budzi zainteresowania pośród ludzi, nikt o to się nie pyta, media nie są ciekawe takich szlachetnych przymiotów. 

Obraz tego zwierzęcia częściej będzie przywoływany w kontekście poniżania, upokorzenia, wykorzystania kogoś drugiego, podkreślania jego naiwności i skazania siebie na konieczne dźwiganie ciężarów należących do innych albo jako wyśmiewanie dobrowolnego wytrwania i cierpliwości w sytuacjach kłopotliwych oraz trudnych, które tak często są obecne w małżeństwie, w rodzinie, w relacjach społecznych. Kto z nas chrześcijan w takich doświadczeniach odwołuje się do biblijnego wskazania: „jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe” (Ga 6,2)?

Nikt z nas nie jest w stanie żyć bez dźwigania ciężarów innych. Bez tej gotowości przyjęcia na siebie przez Maryję i Józefa obciążeń, jakie przynosi ze sobą narodzenie się w Betlejem Bożego Dziecięcia, mały Pan Jezus przecież by nie przetrwał. To się dokonuje w przypadku każdego z nas. Jak wiele zawdzięczamy naszym rodzicom, którzy jak ten symboliczny wielbłąd dźwigają na swych barkach nas i nasze codzienne ciężary. Podziękujmy dzisiaj tym ludziom, których Bóg postawił na drodze naszego życia, tym, co biorą na siebie moje osobiste obciążenia, czyli małżonkom, dziadkom, dzieciom i wnukom, przyjaciołom, nauczycielom, lekarzom i pielęgniarkom, kapłanom, siostrom zakonnym, wychowawcom, prawdziwym naszym mistrzom.

Komu przeszkadza Bóg? 

Pośród nas dzieje się tak, iż religijne znaki i symbole są dla niektórych osób powodem do oficjalnej napaści oraz publicznego lżenia oraz ośmieszania. Jeżeli się je dostrzega, to raczej bywają prezentowane jako coś ograniczającego i zniewalającego albo czysty folklor. W takim też kontekście niektóre ze współczesnych opiniotwórczych środowisk, laickich i alergicznie reagujących na wszystko, co religijne, próbują wyśmiewać rozszerzające się w naszej polskiej rzeczywistości – już w 300 miastach – przemarsze Orszaków Trzech Króli, inicjatywę podejmowaną przez samych wiernych świeckich.

Czy duchowa wolność dzisiejszego człowieka jest rzeczywiście taka słaba, że nawet krzyż na ścianie oraz publiczna manifestacja religijnych treści zagraża mu i przeszkadza w życiu? A skoro on jest niewierzący, określa siebie jako ateista czy też jest wyznawcą innej religii, to jakie znaczenie ma dla niego mały krzyż na ścianie, co mu przeszkadzają Wschodni Mędrcy, zmierzający naszymi ulicami do Betlejem, do Jezusa, Maryi i Józefa?

Wolność religijna jest wielką wartością, o którą zmaga się również Kościół rzymskokatolicki na całym świecie. Ale właśnie ona, jeżeli chce prawdziwej ludzkiej wolności, nigdy nie może oznaczać narzucanej innym przestrzeni, pozbawionej jakiejkolwiek religii. Pytamy się zdecydowanie: kto w naszym kraju, będzie chronił wierzących przed nietolerancją rzekomo tolerancyjnych przeciwników wiary, krzyża, Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła? Wolność religijna oznacza – jako nienaruszalne prawo człowieka – zawsze i ostatecznie wolność wyboru religii, a dla nas jest to wolność nadania memu życiu duchowej głębi i sensu, zgodnego z nauczaniem Jezusa Chrystusa i katolickiego Kościoła. Także wówczas, gdy niektórzy, którym w grzechowej swobodzie przeszkadza Bóg, w negatywnym sensie i staromodnie będą mnie, katolika wierzącego i codziennie praktykującego, nazywali „wielbłądem”.

Również i współcześnie wielbłąd jest pożyteczny i potrzebny, często właśnie on zajdzie dalej niż nawet najnowocześniejsza technika i to nie dotyczy tylko dosłownych podróży tym zwierzęciem po bezkresnych pustynnych przestrzeniach. Dlatego wraz z dzisiejszymi Orszakami Trzech Króli wspólnie kolędujmy, wzywajmy tych, co się przyglądają na ulicach, co patrzą spoza firanek swoich zamkniętych mieszkań, do radosnego odkrywania bogatej staropolskiej tradycji jasełek, do śpiewania bożonarodzeniowych pieśni i pastorałek, do budowania szopek i obchodzenia domów z gwiazdą. Nie wstydźmy się świętować publicznie Narodzenia Bożej Dzieciny i objawiajmy Zbawiciela całemu światu.

Ks. bp Marian Rojek, ordynariusz zamojsko-lubaczowski