Wróżka z wyprzedaży
Poniedziałek, 5 stycznia 2015 (21:00)No i mamy kolejną odsłonę poziomu intelektualnego peowskich elit, ostatnio - jak się okazuje - wyznawców magów, wróżek i czarowników. Kompromitacja goni kompromitację, opadanie na dno przedstawicieli tych władz ciągle w toku, ale przedsiębiorstwo się jakoś samoistnie kręci. Pomagają w tym usłużni dziennikarze, bo bez nich ta szalupa byłaby już dawno na dnie.
Wielką politykę w PO robi się dziś za pośrednictwem ilustrowanych pism i magazynów. Dlatego premier Ewa Kopacz nie musi się publicznie pokazywać, znika, gdy są problemy, nie ma jej, a wraz z nią rządu, gdyż zasada, jaka tu panuje, jest zasadniczo dość prosta, o czym poinformowała nas osobiście m.in. na słynnym speechu na Politechnice. Stwierdziła wówczas szczerze, że gdy nadchodzi niebezpieczeństwo, należy schować się w domu, zamknąć drzwi na klucz i próbować je przeczekać. Kto wie, może agresor sobie pójdzie?
Nie ucichły jeszcze echa po skandalicznym wywiadzie Ewy Kopacz dla jednego z pism kobiecych, gdy znów mamy odsłonę upadku w infantylizm ekipy PO. Elżbieta Bieńkowska dała popis mądrości w tym samym tytule. Wprawdzie w odróżnieniu od Ewy Kopacz nie została manekinem witrynowym, który reklamuje drogie ciuchy i gadżety znanych marek, ale i tak jest się z czego śmiać. Wywiad z Elżbietą Bieńkowską, jaki ukazał się w nowej „Vivie!”, jest - trzeba przyznać - niezwykle żenujący. Czytelnik z jednej strony wstydzi się za osobę, która opowiada tak tanie historyjki pod publiczkę, z drugiej zastanawia się, czy są to wyreżyserowane kłamstwa, czy faktycznie owe serie wypowiedzi oddają stan umysłu ich autorki. W obu przypadkach może ogarniać przerażenie, że osoba ta pełniła ważne funkcje w rządzie Rzeczypospolitej Polskiej, była wicepremierem i ministrem strategicznego resortu rozwoju kraju. Jedyna pociecha, że pani Bieńkowskiej w polskiej polityce już nie ma, co nie znaczy, że jak okres laby w Brukseli się skończy, to nie wróci ona ze swoim mentorem do kraju. Jest więc się czego bać.
Magowie, wróżki, czarownicy
Dla zobrazowania zgrozy zacytuję kilka „wybitnych” stwierdzeń polskiej komisarz, jakie padły w komentowanym przeze mnie wywiadzie:
– Bardzo lubię wróżby i horoskopy, poprawiają mi humor.
– Gdy słyszę o tragedii jakiegoś zwierzaka, serce mi krwawi. Ten łoś, który cztery dni leżał w rowie potrącony przez samochód… Straszne. Oj, zaraz będę płakać.
– Najbardziej lubię wyprzedaże. Mam zakodowane, że skoro można kupić coś za 40 procent wartości, to czemu płacić pierwotną cenę.
A ten cytat z Bieńkowskiej należy do moich ulubionych:
– Niedawno numerolożka postawiła mi horoskop z daty urodzenia. Jestem Wodnikiem. Powiedziała, że wszystko w moim życiu dzieje się w sposób bardzo naturalny dzięki mojej dobrej pracy. Ta pani nic o mnie nie wiedziała, a wszystko się zgadzało, nawet daty.
Tak, numerolożka na pewno nie znała pani Bieńkowskiej, w końcu pani premier jest tak mało popularnym i mało eksponowanym we wszystkich stacjach mainstreamowych politykiem, że w ogóle jej nie rozpoznała. Ba, wróżka nie znała nawet dat, które Bieńkowska jej osobiście podała, stąd tajemna wiedza zaskoczyła i dopomogła dzielnej pani komisarz nieść ciężar odpowiedzialności za całą Europę.
Żarty na bok. Ta władza odpłynęła na swojej czarodziejskiej łódeczce daleko, daleko. Nie zauważyła tego, bo jest cyniczna i arogancka. Opływa w dobra i luksusy, na jakie nie stać większości polskiego społeczeństwa, i nadal mami zieloną wyspą szczęśliwości. Właściwie siebie. Na problemy, jakie nas dotykają, chociażby ostatni kryzys w służbie zdrowia, odpowiada tandetnym, harlekinowym wywiadem komisarz Bieńkowskiej, która wypowiada się jak mająca pstro w głowie sentymentalna i rozpieszczona nastolatka. Jest być z czego dumnym.
Warto jednak docenić panią premier za szczerość. Wiemy, skąd czerpała inspiracje dla swoich fenomenalnych decyzji i skąd otrzymywała złote rady i pomysły na rządzenie Polską. U wróżek i numerolożek, w cieniu których i tak krył się wielki Mag Donald.
Dr Tomasz M. Korczyński