Przeciwko islamowi czy islamistom?
Niedziela, 4 stycznia 2015 (11:10)Ofensywa islamistów w Republice Federalnej Niemiec sprawia, że coraz więcej Niemców decyduje się protestować przeciwko muzułmanom. Równocześnie rośnie obawa przed islamem jako takim i brak akceptacji na osiedlanie się muzułmanów w Niemczech. Ukazują to najnowsze badania socjologiczne.
Od miesięcy w dużych miastach RFN trwają gwałtowne demonstracje sprzeciwu wobec działań islamistów, jakie mają miejsce za naszą zachodnią granicą. Demonstranci związani z ruchem PEGIDA (Patriotyczni Europejczycy przeciw islamizacji Zachodu) są zbulwersowani pasywnością rządu Angeli Merkel w stosunku do rosnącego w siłę islamskiego ruchu. Wychodzą na ulice dużych miast, aby protestować.
Nie jest to fenomen oderwany od niemieckiej rzeczywistości społecznej. Instytut INSA postawił badanym dość bezpośrednie pytanie: „Boję się przybierającego na sile wpływu islamu w Niemczech”. Trzech na pięciu badanych odpowiedziało: „tak”, ponad połowa, 58 proc. respondentów, obawia się postępującej islamizacji Niemiec. Na pierwszy rzut oka może wydać się dziwne, że także osoby, które żyją w Niemczech, ale są obcokrajowcami (i jednocześnie niemuzułmanami), obawiają się islamu. Taką troskę wyraziło 45,7 proc. z nich. Zaledwie 28 proc. badanych obcokrajowców nie miało żadnych obaw w związku z islamem.
Jeśli przypomnimy sobie niedawne wydarzenie z Berlina, gdy islamiści podpalili świątynię koptyjską (pisałem o tym TUTAJ http://naszdziennik.pl/wiara-przesladowania/104177.html), wspomniane przekonanie badanych jest mniej niezrozumiałe.
Odpowiedzi na inne pytania są także dość ciekawe: 56 proc. ankietowanych odrzuciło wypowiedź: „Islam nie jest żadnym zagrożeniem dla Niemiec”, zaledwie 26 proc. badanych zgodziło się z tym stwierdzeniem. Co czwarty Niemiec miałby ochotę wziąć udział w demonstracji przeciwko islamizacji RFN, i co interesujące, oprócz wyborców prawicy, także 23 proc. zwolenników lewicy wyraziło swoją gotowość do uczestnictwa w takich zgromadzeniach. Jeszcze przed pięcioma latami, w 2009 roku, w podobnym badaniu tylko 36 proc. badanych bało się rozprzestrzenienia islamu.
W innym badaniu, które niedawno przeprowadził Berliński Instytut Badań Empirycznych nad Integracją i Migracją, 27 proc. respondentów przyznało, że muzułmanie są agresywni, 30 proc. wierzy, że muzułmanie nie są zainteresowani kształceniem się i swoim rozwojem, a „niemieckość” i „bycie muzułmaninem” są postrzegane jako przeciwstawne sobie kategorie. Tym samym muzułmanie zostali wykluczeni z przynależności narodowej i poczucia „my Niemcy”. Według badaczy, dla wyznawców islamu nie ma miejsca w tych przestrzeniach świadomości badanych. Co nie znaczy, że Niemcy odrzucają na przykład starania muzułmanów o obywatelstwo niemieckie, większość badanych nie widzi w tym problemu, ale już 20 proc. respondentów uważa, że takie starania są szczytem bezczelności, a 17 proc. postrzega je jako niewdzięczne roszczenia. W Niemczech żyje ok. 5 proc. populacji muzułmanów. Jednak Niemcy mają wyobrażenie, że jest ich o wiele więcej. 70 proc. badanych wierzy, że liczba muzułmanów radykalnie się zwiększa, a jedna czwarta twierdzi nawet, że stanowią oni ponad 21 proc. populacji.
Niewątpliwie aktywność milicji szariackiej, salafitów dystrybuujących na ulicach niemieckich miast Koran, zainteresowanie wstąpieniem na drogę dżihadu młodych muzułmanów mieszkających od urodzenia w Niemczech jest dla większości Niemców zauważalne, buduje atmosferę lęku, niechęci i poczucia zagrożenia ze strony islamu jako takiego.
Dr Tomasz M. Korczyński