Choroba służby zdrowia
Niedziela, 4 stycznia 2015 (11:08)W wielu regionach Polski tylko niespełna połowa pacjentów miała wczoraj dostęp do świadczeń medycznych. Nic nie wskazuje na to, żeby od poniedziałku miało być lepiej, bo większość świadczeniodawców Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ) wciąż nie podpisała umów z Narodowym Funduszem Zdrowia na 2015 r. Nie ma też widoku na rozmowy z resortem zdrowia, którego kierownictwo, zdaniem lekarzy, okopało się na swoich stanowiskach.
Pacjenci zgodnie z planem B ministra Bartosza Arłukowicza mogą szukać pomocy w izbach przyjęć szpitali, szpitalnych oddziałach ratunkowych bądź w gabinetach nocnej pomocy lekarskiej. Takie wyjście awaryjne przygotował resort zdrowia. Najtrudniejsza sytuacja jest w województwach: podlaskim, gdzie umowy podpisała połowa spośród 300 przychodni, w lubuskim, gdzie umowy ma nieco ponad 50 spośród ok. 190 przychodni, w podkarpackim, gdzie umowy podpisało niewiele ponad 160 spośród 342 przychodni, i opolskim, gdzie kontrakty podpisało 69 przychodni, a ponad 100 jest nieczynnych. We wszystkich tych województwach wyznaczone zostały miejsca, gdzie pacjenci mogą szukać pomocy lekarskiej.
Szału nie ma…
Od wczoraj aneksy, np. w woj. podkarpackim, podpisało zaledwie kilkunastu świadczeniodawców. Natomiast w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie został uruchomiony lekarski zespół wyjazdowy, który świadczy usługi w ramach POZ. Zgłoszenia można składać w godzinach od 8.00 do 18.00 pod nr. tel. 721 591 911. Zespół wyjazdowy ma za zadanie uzupełnić wprowadzony w związku z nieczynnymi przychodniami zastępczy system POZ dla tych pacjentów, których lekarze rodzinni nie podpisali umów z NFZ i zamknęli swoje gabinety.
Lekarski zespół wyjazdowy działa na podobnych zasadach jak wizyty domowe u lekarzy rodzinnych. Podobne zostały utworzone w Przeworsku, gdzie stacje pogotowia ratunkowego organizują dodatkowe zespoły, które udzielają porad. Na przyjęcie pacjentów w ramach POZ przygotowane są placówki medyczne podległe Podkarpackiemu Urzędowi Marszałkowskiemu w Rzeszowie. – Na skutek sporu ministra zdrowia z lekarzami pacjenci, zamiast w przychodniach, pojawiają się w szpitalnych izbach przyjęć bądź szpitalnych oddziałach ratunkowych. Mamy nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa. Zobowiązałem dyrektorów podmiotów leczniczych do monitorowania sytuacji oraz stworzenia warunków w podkarpackich szpitalach tak, aby pacjenci potrzebujący pilnej pomocy nie byli jej pozbawieni – wyjaśnia Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa podkarpackiego odpowiedzialny za służbę zdrowia.
Umowy na dodatkowe świadczenie usług w ramach POZ podpisały szpitale wojewódzkie w Rzeszowie, Krośnie, Przemyślu, Tarnobrzegu oraz Przychodnia Specjalistyczna przy ul. Warzywnej w Rzeszowie i Podkarpackie Centrum Chorób Płuc. Najtrudniejsza sytuacja jest wciąż w Tarnobrzegu, gdzie do wczoraj żaden z zakładów POZ nie podpisał umowy z NFZ. Tam pacjenci mogą szukać pomocy w pobliskim Sandomierzu lub w SOR-ach i szpitalnych izbach przyjęć, które pracują w zwiększonej obsadzie. Nie lepiej jest w pow. mieleckim, gdzie umowy zawarło zaledwie 4 proc. świadczeniodawców. Lepsza sytuacja jest natomiast w powiatach: leskim, stalowowolskim i rzeszowskim, tam umowy podpisało ok. 70 proc. przychodni, w kolbuszowskim 67 proc., 45 proc. w Przemyślu, 43 proc. w powiecie przeworskim, a w Krośnie tylko ok. 14 proc.
Podkarpacki Oddział NFZ w Rzeszowie czynny jest dzisiaj i jutro do godz. 20.00, a urzędnicy mają nadzieję, że kolejne umowy zostaną jeszcze podpisane. Informacje na temat, gdzie w razie potrzeby szukać pomocy lekarskiej, można uzyskać pod numerem całodobowej infolinii 0 800 804 009 oraz dzwoniąc na nr 17 86 04 251.
Resortowa buta i dyktat
Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl podkreśla, że zamiast konkretów i dobrej woli do rozmów ze strony resortu zdrowia coraz bardziej zaczyna dominować buta, dyktat i próba wywierania presji na lekarzy.
– Nie dziwię się swoim kolegom z Porozumienia Zielonogórskiego, bo doświadczenia z „rozmów” z ministrem Arłukowiczem mam jak najgorsze. Tam obowiązuje jedynie dyktat, o dialogu nie ma mowy. Każde spotkanie prowadzone jest w takiej atmosferze, żeby jak najprędzej się zakończyło. Po czym Bartosz Arłukowicz biegnie do mediów i kłamie w żywe oczy, że to niby lekarze nie chcą porozumienia i zrywają negocjacje – podkreśla Zdzisław Szramik. – Prawda jest taka, że to nie lekarze fundują pacjentom cały ten bałagan, lecz nieudolni urzędnicy resortu zdrowia – dodaje. – Aż dziw bierze, że premier Kopacz, w końcu też lekarz, przygląda się biernie, jak jej minister kawałek po kawałku demontuje system ochrony zdrowia w Polsce i napuszcza pacjentów na lekarzy. To są metody rodem z PRL-u. To droga donikąd. Pytanie, jak długo ta proteza wytrzyma i jak długo wytrzymają pacjenci – zauważa.
Mariusz Kamieniecki