• Czwartek, 26 marca 2026

    imieniny: Emmanuela, Teodora, Larysy

EWANGELIA

Niedziela, 4 stycznia 2015 (08:23)

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię.

Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.

Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce.

Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył. 

J 1,1-18 


Boże dziecięctwo

Okres Bożego Narodzenia pozwala przyjrzeć się Tajemnicy Wcielenia z różnych stron, dostrzec wielorakie aspekty Wydarzenia Betlejemskiego i ich wpływ na nasze życie. Święty Jan w Prologu pisze m.in. o Słowie, które „wszystkim tym […], którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”, tzn. zostali uzdolnieni do wejścia w relację z Bogiem w zupełnie nowy, nieznany dotąd sposób. Innymi słowy: przyjęcie Boga w Jego uniżeniu pociąga za sobą mentalną zmianę w człowieku, wewnętrzną odnowę – nowe narodzenie!

Mówił o tym Jezus w rozmowie z Nikodemem (J 3,1n). Spełnić się to może w każdym z nas, o ile dar Bożego dziecięctwa potraktujemy jako zaproszenie do wejścia na „wyższy stopień przyjaźni z Jezusem”, a nie świąteczny ornament. Nie jest ono znakiem zinfantylnienia czy intelektualnego samoograniczenia – jak niekiedy twierdzą wrogowie Dobrej Nowiny – ale wyrazem pokory i posłuszeństwa Bogu, kwintesencją ufności w Nim pokładanej, znakiem gotowości do przyjęcia i realizacji Jego woli. Ponieważ sami z siebie nic nie możemy, otrzymujemy od Niego moc, dzięki której Boży zamysł może się w nas dopełnić. Stan dziecięctwa jest bezwzględnie konieczny nie tylko do uświęcenia, ale i do zbawienia, ponieważ, jak pisał ks. Tadeusz Dajczer w swoich „Rozważaniach o wierze”, uznanie swojej słabości i niewystarczalności robi miejsce Bożej mocy. Już św. Paweł uczył, że „Moc w słabości się doskonali”. I dawał świadectwo swojej wiary: „Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa […]. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (2 Kor 12,9-10).

ks. Paweł Siedlanowski