Niskie płace to pułapka antyrozwojowa
Sobota, 3 stycznia 2015 (11:48)Z dr. Zbigniewem Kuźmiukiem, finansistą, posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Marta Milczarska
Bank Światowy radzi Polakom, by nie liczyli na emerytury, lecz zaczęli oszczędzać na starość. Mimo że z naszych pensji odliczane są składki emerytalne, to może się okazać, że zostaniemy bez środków do życia na emeryturze...
– Trzeba zacząć od przyczyn takiego stanu rzeczy, czyli przejścia na kapitałowy system ubezpieczenia, to znaczy system zdefiniowanej składki, a nie świadczenia emerytalnego. W 1998 roku o takich zmianach zdecydował rząd Jerzego Buzka, których konsekwencją była zmiana systemu świadczeń emerytalnych, w których to wysokość emerytury wynika z odprowadzonej w okresie pracy składki. A jak wiemy, wynagrodzenia Polaków, a co za tym idzie – wysokość składki, są bardzo niskie, to i przyszła emerytura będzie na poziomie niemal głodowym. Co więcej, zwróćmy także uwagę, że ci, którzy zaczęli pracę już po reformie, bardzo często nie mają ciągłości pracy z powodu wykonywania pracy na umowę bez składek ZUS-owskich lub z symboliczną składką. W związku z tym to odkładanie środków na ich rachunku będzie niemal znikome. Świadczy o tym chociażby „stopa zastąpienia” w nowym systemie emerytalnym, która jest relacją przeciętnej wysokości otrzymywanej emerytury do przeciętnej płacy otrzymywanej w trakcie okresu aktywności zawodowej. W starym systemie ta stopa zastąpienia wnosiła średnio 60 proc., a teraz – zdaniem ekspertów – będzie wynosiła ok. 30 proc. Czyli mówiąc wprost, świadczenie emerytalne będzie wynosiło mniej niż jedną trzecią ostatniego wyrodzenia. Dlatego też Bank Światowy sugeruje, że konieczne dla godnego życia na emeryturze jest dodatkowe oszczędzanie już teraz.
Wynagrodzenie Polaków pozwala na oszczędzanie?
– Niestety rzeczywiście Polacy zarabiają bardzo mało i większa część tych zarobków wydawana jest na bieżące potrzeby gospodarstw domowych. Choć pojawiają się różnego rodzaju formy zachęty do oszczędzania, jak zwolnienie z tak zwanego podatku Belki, to trzeba patrzeć na realne możliwości finansowe. Obawiam się, że jedynie wąska grupa dobrze zarabiających może wyjść naprzeciw radom Banku Światowego. Pozostali natomiast zdani są na ZUS-owską emeryturę oraz pomoc własnych dzieci. Co więcej, w naszym kraju wciąż pokutuje teoria, że niskie płace czynią naszą gospodarkę bardziej konkurencyjną na innych rynkach. Tymczasem taka teoria jest jedną z przyczyn spowolnionego wzrostu gospodarczego, ponieważ jeśli społeczeństwo ma niskie wynagrodzenia, to powoduje niski poziom konsumpcji, która jest czynnikiem napędzającym gospodarkę.
W raporcie Banku Światowego jest także ostrzeżenie: jeśli Polacy nie zaczną oszczędzać, to nie będą mieli z czego żyć na emeryturze, a polska gospodarka pogrąży się w zastoju. Czy rzeczywiście tak dotkliwe mogą być konsekwencje?
– Zauważmy, że oszczędności, w tym także oszczędności emerytalne, są zasobem, który bardzo często jest gwarantem finansowania gospodarki, to znaczy fundusze emertytalne uczestniczą w rozwoju gospodarczym, są one źródłem kredytowania. A to skutkuje tym, że im wyższy poziom oszczędności, tym większe są inwestycje w danym kraju. Tak więc w państwie, w którym oszczędności są niskie, te możliwości rozwojowe i inwestycyjne są niższe.
Jest inne remedium na taki stan rzeczy niż to, które serwuje nam Bank Światowy?
– Bardzo ważne jest podniesienie poziomu płac. Nie stanie się to od tak jednego dnia, ale trzeba rozpocząć już teraz pewien proces uzgodnień, rozmów z pracodawcami, pracownikami, związkami zawodowymi. Przedsiębiorcy muszą zdawać sobie sprawę, że jeśli ich pracownicy zarabiają mało, to trudno sobie wyobrazić, aby ich dobra i usługi znalazły zbyt. Pamiętamy, że niski poziom płac jest pułapką antyrozwojową.