• Czwartek, 26 marca 2026

    imieniny: Emmanuela, Teodora, Larysy

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Nadzieję w zwycięstwo dobrej sprawy daj nam, o Panie

Piątek, 2 stycznia 2015 (02:17)

Czas końca roku i początku nowego, to moment, w którym człowiek spogląda za siebie i przed siebie i pyta: co przyniósł miniony czas, co przyniesie to „nowe”, które nadchodzi? Kiedy patrzymy wstecz, widzimy narastającą niemoc dobra i prawdy w życiu publicznym: afery, kłamstwa, buta władzy, walki partyjne, a wszystko na tle biedy, braku pracy, emigracji zarobkowej, kolejek do lekarzy. Widzimy niemoc w życiu moralnym, kiedy tak wiele ludzi młodych zniewolonych nałogami, pożądliwością, nastawionych hedonistycznie i materialistycznie do życia buduje konkubinaty, niszczy małżeństwa, porzuca dzieci i odwraca się od Boga.

Kiedy patrzymy przed siebie, zastanawiamy się, jak długo politycy będą ignorować społeczeństwo, czy wybory mogą coś zmienić, czy poprawi się nasz byt, czy nie wybuchnie wojna, czy nauka Kościoła o małżeństwie zostanie obroniona, czy nie stracimy zdrowia – zostając na łasce NFZ.

Czy dobra sprawa może wygrać w naszej Polsce – pytają ludzie sprawiedliwi. Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Raz, że mało mamy ludzi, którzy wiedzą, co to jest „dobra sprawa”. Czy byli funkcjonariusze SB i UB, MO, ZOMO WSI, etc., sędziowie, skazujący za PRL opozycję, prokuratorzy żądający kar dla patriotów, którzy dziś dobrze się mają, a niejednokrotnie nadal są na urzędach, wiedzą, czym jest „dobra sprawa”? Czy wiedzą to ich dzieci, które niejednokrotnie kontynuują dzieło swych ojców i walczą z Kościołem, z Polską, z rodziną; czy wiedzą to ci, którzy posiadając media, kapitały i władzę? Czy receptę na zmiany posiadają ci, którzy z pracy wyrzucają lekarzy broniących życia nienarodzonych, czy też ci, którzy pomagają zabijać dzieci nastoletnim matkom. Rzeczywiście potrzeba nam nadziei. Ale tylko nadzieja, która jest cnotą Boską, może nam pomóc.

„Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei” – wołał św. Jan Paweł II na Westerplatte.

Ks. Łukasz Kadziński