Raport nawet za rok
Czwartek, 11 października 2012 (06:09)Oświadczenie tymczasowe - taki dokument wyda Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych tuż przed rocznicą awaryjnego lądowania Boeinga 767 pilotowanego przez kpt. Tadeusza Wronę.
1 listopada minie rok od awaryjnego lądowania Boeinga 767 PLL LOT na warszawskim Okęciu. Zasadniczo PKBWL powinna do tego czasu opracować raport końcowy z badania wypadku, ale już wiadomo, że termin ten jest nierealny.
W takich przypadkach dopuszczalne jest opublikowanie oświadczenia tymczasowego. To dokument, który informuje o postępach w badaniu oraz o wszelkich istotnych kwestiach bezpieczeństwa.
- Oświadczenie tymczasowe będzie prezentowało kwestie prac, jakie komisja wykonała w trakcie badania do chwili obecnej. To takie podsumowanie w formie opisowej. Są też już pewne ustalenia, które możemy przytoczyć, i mam tu na myśli ekspertyzy techniczne. Oświadczenie będzie również zawierało pewne kwestie dotyczące zaleceń bezpieczeństwa, które zostały już wcześniej sformułowane przez Komisję na podstawie analiz i posiadanej wiedzy - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Waldemar Targalski, członek PKBWL, kierujący zespołem badającym wypadek "767".
W oświadczeniu ujawnione mogą być te ekspertyzy techniczne, które dotyczą badań, testów wykonanych samodzielnie przez Komisję, jak i te, które zostały potwierdzone na drodze badań przez NTSB [National Transportation Safety Board - przyp. red.], czyli dokumenty, które na pewno nie ulegną zmianie w raporcie końcowym.
- Pozostałe kwestie, co do których nie ma pewności, bo są jeszcze analizowane, opisujemy, podając informację, co zostało zrobione w danym zakresie - dodaje Targalski.
I zapewnia, że Komisja dysponuje aktualnie ok. 99 proc. materiałów niezbędnych do sformułowania raportu, a sam raport końcowy już powstaje. Główny problem zespołu to analiza zgromadzonej dokumentacji. Badanie prowadzi pięciu członków PKBWL wspomaganych przez dwóch ekspertów - z zakresu psychologii lotniczej oraz urządzeń elektrycznych i elektronicznych.
- Jeśli chodzi o materiał techniczny, to w zasadzie mamy zgromadzony komplet dokumentów. Pozostają jednak jeszcze kwestie poboczne dotyczące np. ewakuacji. To daje w sumie ogrom materiału i jego uporządkowanie, przeanalizowanie i opisanie wymaga pracy i czasu - zaznacza Targalski.
Pytany o realny termin opublikowania, zaznaczył tylko, iż ma nadzieję, "że nie będzie drugiego oświadczenia tymczasowego". A to oznacza, że Komisja daje sobie jeszcze rok. Na razie wystarczyć musi oświadczenie tymczasowe, które jest już niemal gotowe, a dokumenty czekają na korekty i tłumaczenie na język angielski.
W opublikowanym miesiąc po wypadku raporcie wstępnym PKBWL opisała przebieg zdarzenia. Jak wskazano, zasadniczy układ wysuwania podwozia nad Okęciem nie zadziałał, bo z centralnej instalacji hydraulicznej tuż po starcie z Newark w USA przez uszkodzony przewód wyciekł płyn. Załoga miała świadomość usterki, ale po konsultacji z centrum operacyjnym kontynuowała lot do Warszawy.
Tu okazało się, że próby awaryjnego wysunięcia podwozia przy pomocy elektrycznego systemu, jak i metodą grawitacyjną są nieskuteczne. Samolot awaryjnie wylądował bez wysuniętego podwozia. Nikt z 220 pasażerów oraz 11 członków załogi nie odniósł obrażeń. Wstępna inspekcja wykazała jednak - o czym jako pierwszy poinformował "Nasz Dziennik" - że w kokpicie wyłączony był bezpiecznik, który odpowiadał za elektryczne wypuszczanie podwozia.
A gdy samolot podniesiono z płyty lotniska, podłączono zewnętrzne zasilanie oraz wciśnięto bezpiecznik, podwozie się wysunęło. Wyłączenie bezpiecznika nie jest rejestrowane ani sygnalizowane przez systemy samolotu.
Komisja musi teraz wyjaśnić, czy "wybity" bezpiecznik był przyczyną problemów z instalacją awaryjną i czy załoga mogła przeoczyć jego wyłączenie. Uszkodzony w czasie lądowania samolot miał zostać wyremontowany i przywrócony do lotów, ale naprawa okazała się nieopłacalna.
Uszkodzony samolot próbowano też bezskutecznie zlicytować. Wówczas PLL LOT rozpoczął negocjacje w sprawie sprzedaży maszyny z jedną z brytyjskich firm. Samolotem zainteresowane było też MON, które chciało za darmo pozyskać kadłub, który służyłby do szkolenia jednostek specjalnych.
Marcin Austyn